Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 6 stycznia 2016

Jak to z tą "Opowieścią o czwartym królu" było...

Jest taka legenda, którą można nawet znaleźć na stronach internetowych, która mówi, że oprócz trzech tradycyjnych Mędrców zmierzających do biednej szopy w Betlejem, był też jeszcze jeden król. Trzy lata temu stworzyłam całkiem nową wersję tej opowieści, trochę bardziej skomplikowaną, a jej geneza ciągnie się aż kilka lat wstecz. 
Na początku były nabożeństwa adwentowe w 2005 roku. Roraty, podczas których proboszcz przedstawiał historię czwartego króla, który też chciał złożyć pokłon Dziecięciu Bożemu, jednak ciągle coś mu w tym przeszkadzało. Potem adwent minął, nastał drugi i trzeci, i jeszcze kolejny. Czwarty król pozostał w moim umyśle mglistym wspomnieniem. I nagle rozmowa z innego adwentu. Całkiem spontaniczna rozmowa, w której motyw czwartego króla powrócił do mojej świadomości niczym bumerang. Przez kilka miesięcy gryzł mój umysł i gryzł. Aż w końcu po roku od tej rozmowy usiadłam do komputera i napisałam pierwsze zdanie o królu Manuelu, który też wyruszył do Ziemi Palestyńskiej, gdzie miał się narodzić Mesjasz Pan. A potem kolejne zdania i kolejne. Przez miesiąc nazbierało się 25 rozdziałów, wraz z przedmową, prologiem i epilogiem. Pisane były w różnych okolicznościach, niektóre rozdziały powstały wręcz na przerwach między zajęciami na uczelni. Ale je najlepiej pamiętam - jak pisałam o wędrówce Izraelitów do Ziemi Obiecanej, albo małym Nikodemie, z którym zaprzyjaźnił się czwarty król. Na koniec wydrukowałam wszystko i zbindowałam w najzwyklejszym na świecie punkcie ksero. Nie zawsze trzeba przecież zaczynać swoją karierę pisarską od znanych wydawnictw. Najgorszym etapem było dla mnie zrobienie ilustracji do książki. Nie, nie dlatego, że nie lubię rysować, wręcz przeciwnie. Z drugiej strony te moje rysunki są takie jakieś niejakie. Ale i z tym podołałam. A potem książka, nie do końca idealna, poszła w obieg. I wszystkim bardzo się podobała, mimo wielu błędów i niedociągnięć. Ale chyba taki Sienkiewicz, czy Reymont też nie od razu pisali teksty na Nobla, prawda?
Książka gdzieś zniknęła, na szczęście mam całość zapisaną w formacie pdf. na dysku twardym. Tak na pamiątkę. Czy mam jakieś rady na napisanie książki? Pewnie:
  1. Po pierwsze - trzeba mieć pomysł. Bez tego raczej nic nie wyjdzie.
  2. Po drugie - szkic tego, co chcemy napisać. Łatwiej nam będzie wtedy formułować myśli
  3. Po trzecie - postarajmy się wcześniej zebrać literaturę pomocniczą. W swojej książce opisałam wiele zwyczajów i świąt żydowskich. Opisy do większości z nich spisałam ze specjalistycznej literatury i encyklopedii, jednocześnie podając źródła.
  4. Po czwarte - dajmy napisany przez siebie tekst do sprawdzenia komuś drugiemu. Bardzo często robimy literówki i błędy merytoryczne, których nie wyłapujemy sami, a i komputer nie wszystko podkreśli. Ja osobiście napisałam z pośpiechu, że Józef z Arymatei był opiekunem Pana Jezusa(zamiast Jezusa z Nazaretu). Co ciekawe, nikt jeszcze tego nie wyłapał. Nikt, oprócz mnie. O literówkach nie wspominając.
  5. Po piąte - nie musimy od razu wydawać naszej książki w formie papierowej. Dzisiejszy wirtualny świat daje nam możliwości publikowania naszych prac w sieci, przez co możemy dojść do jeszcze większej liczby odbiorców.
Co mi dało napisanie książki? Poszerzyłam swoje słownictwo oraz wiedzę o świecie. Potrenowałam formułowanie swoich myśli. Pokazałam wielu osobom, że potrafię coś zdziałać. To naprawdę bardzo dużo. 
A jutro wracam na uczelnię! Startuję już o 8 rano prawem gospodarczym. Ostatnia prosta przed sesją. Dam radę. Muszę!

4 komentarze:

  1. Ważne, że ci mędrcy przybyli, a czy było ich trzech, czy czterech, czy pięciu to już nie ma większego znaczenia. Ważniejsze jest to, żebyśmy tak jak oni, posiadali otwarte umysły, a w każdym razie byli zdolni do spojrzenia dalej, niż tylko nasze podwórko i nasze horyzonty. I do tego trzeba odwagi.

    Życzę powodzenia w pisaniu książki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka już dawno napisana i nawet puszczona w obieg

      Usuń
  2. No to tym bardziej gratuluję i przepraszam, że nie doczytałam: wszystko przez te prochy, które utrudniają koncentrację...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie szkodzi :). Dzięki za gratulacje

      Usuń