Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 13 lutego 2016

Czwarty semestr

Chcąc nie chcąc rozpoczęłam od dzisiaj kolejny semestr nauki w szkole policealnej na kierunku technik administracji. Kilka osób pytało mnie czemu tak wcześnie, skoro ferie zimowe w naszym województwie rozpoczynają się dopiero od poniedziałku. Ferie zimowe nie mają jednak nic wspólnego z uczęszczaniem do szkoły policealnej, która rządzi się oddzielnymi przepisami. Ba! Na upadłego mogę powiedzieć, że miałam aż miesiąc ferii. W teorii, bowiem w praktyce ostatni egzamin miałam tydzień temu w konkurencyjnej placówce. Na szczęście wszystko tutaj ładnie pozaliczałam i jestem na ostatnim, czwartym już semestrze. Kiedy to zleciało? Przecież dopiero co zaczynałam naukę, dopiero co poznawałam realia tego typu kształcenia, które jakże różnią się od tych, znanych mi ze studiów. Tam samemu się wybiera, co chce się zanotować, tu wszystko jest podyktowane. Na początku byłam kompletnie rozkojarzona, teraz już się wdrążyłam. Trzy semestry zleciały nawet nie wiem kiedy. I tak dotarłam do czwartego, który kończy cały cykl edukacji. Kończy egzaminem, na moje nieszczęście państwowym. Dlaczego nieszczęście? Już wyjaśniam - gdyby egzamin był wewnętrzny, nawet w rodzaju obrony pracy dyplomowej, założę się, że nauczyciele robiliby wszystko, abym go zdała bez mniejszego problemu, nie robiąc mi kłopotów z powodu wymowy, czy też trudności w pisaniu. Tymczasem zewnętrzny egzamin jest pisemny. O ile pierwszą część jeszcze jestem w stanie napisać(składa się z 40 pytań z odpowiedziami A, B, C, D), o tyle schody zaczynają się z częścią praktyczną. Normalnie są to trzy rozbudowane zadania, na rozwiązanie których ma się 180 minut. Wielu z Was powie: no i co to za problem? Godzina na jedno zadanie i gites! Mój problem polega jednak na tym, że moje ręce nie są na tyle sprawne, by tego dokonać. Ba, nawet nie wiem, czy zdołałabym napisać samodzielnie jedno zadanie. Dotychczas wszystkie zewnętrzne egzaminy(egzamin gimnazjalny, maturę) pisałam na komputerze. Pisało się podanie, dołączało zaświadczenie lekarstwo i wszystko jakoś szło. Teraz jednak pozmieniały się przepisy i o wiele trudniej jest dostać zgodę na dostosowanie egzaminów do specyficznych potrzeb uczniów. Czasami ręce opadają, gdy się słyszy albo czyta o pomysłach urzędników... Co prawda, sekretariat szkoły zaczął walczyć o dostosowanie mi warunków do zdawania, jednak zobaczymy co z tego wyjdzie.

A tak na marginesie to przed chwilą rozwiązałam tegoroczny egzamin teoretyczny, który odbył się w styczniu i...
Po prostu łatwy był...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz