Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 6 marca 2016

By nie bać się snów

W marcu 2010 roku w mojej parafii miało miejsce niezwykłe wydarzenie - mieliśmy zaszczyt gościć w naszych skromnych progach wybitną specjalistkę od psychiatrii, doktor nauk medycznej oraz wykładowcę Papieskiej Akademii Teologicznej, a prywatnie bliską przyjaciółkę papieża Jana Pawła II, panią Wandę Półtawską. Specjalnie dla nas wygłosiła wykład poświęcony godności rodziny, a następnie wywiązała się dyskusja. Osobiście urzekła mnie jako sam człowiek - mimo wszystko skromny, znający swoje miejsce w szeregu. Bardzo cenię sobie tego typu ludzi, tym bardziej zadaję sobie pytanie, jakie przeżycia, czy też czynniki wpływają na nas, że jesteśmy osobnikami o takim, a nie innym charakterze.
W przypadku pani Wandy próbowałam znaleźć odpowiedź w jednej z bardziej znanych książek jej autorstwa, "Rekolekcje beskidzkie", będącej zbiorem korespondencji, jaką prowadziła przez wiele lat z Karolem Wojtyłą, a następnie Janem Pawłem II. Tak się złożyło, że dostałam ją za zajęcie drugiego miejsca w ogólnopolskim konkursie literackim związanym z uroczystością beatyfikacyjną papieża - Polaka. Nie udało mi się jednak znaleźć odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie. Ostatnio jednak trafiła w moje ręce książka, którą chciałam przeczytać od dłuższego czasu. 
"I boję się snów" to autobiograficzna książka pani Wandy Półtawskiej przedstawiające życie w niemieckim obozie koncentracyjnym Ravensbruck, do którego trafiła w 1941 roku z zaocznym wyrokiem śmierci. Wyobrażacie sobie co mogła czuć zaledwie 20 letnia, wkraczająca dopiero w życie dziewczyna, która znajduje się nagle w samym środku wojennego piekła? Nie była wprawdzie sama - do Niemiec została wywieziona wraz z innymi kobietami, w tym z najlepszą przyjaciółką, Krysią, dla której stała się matką zastępczą. Głód, brud, praca ponad siły stały i niepewność jutra się ich chlebem powszednim. Do tego w pewnym momencie doszło coś jeszcze - to operacje eksperymentalne na młodych Polkach. Wybierano kilka z nich i brano do lagru szpitalnego, gdzie okaleczano im nogi, sprawiano że powstawały ubytki kostne, niekiedy rany zostały zakażone szczepami bakterii. Wiele kobiet poddanych takim eksperymentom zmarło, inne zostały okaleczone do końca życia. Wśród "królików doświadczalnych" była też Wanda. 
Pomimo wszystkich upokorzeń i chwil, których nikt z nas nie chciałby przeżyć, polskie kobiety w większości zachowały swoją godność(przez pewien czas dzieliły swój barak z niemieckimi homoseksualistkami) i człowieczeństwo. Starały się kultywować tradycje kraju, z którego przyjechały, z czasem zdobyły też polskie książki i powieści, a także prowadziły tajne nauczanie. Chciały, aby przetrwało w nich to, co nikt oprócz czasu nie może zabrać - kultura, język i tradycja. Niejednokrotnie ryzykowali życie poprzez swoje postępowanie, udało im się jednak osiągnąć zamierzony cel.
Książkę przeczytałam jednym tchem. Chociaż porusza niesamowicie trudną tematykę, jaką jest zjawisko holokaustu, została napisana w bardzo ciekawy sposób. Najbardziej mnie jednak zaintrygował w niej początek, w którym autorka wyznaje, że spisała to wszystko w formie autoterapii, ponieważ od czasu powrotu z obozu do domu męczyły ją koszmary związane z pobytem w tym miejscu. Co ciekawe, kiedy spisała wszystkie swoje wspomnienia związane z tym okresem, niechciane sny znikły raz na zawsze. Zaczynam się zastanawiać, czy nie postąpić podobnie, czy w ten sposób nie rozliczyć się z przeszłością. Tylko, że ja nie mam koszmarów, ale całkiem przyjemne sny z serii tych, które się chce aby trwały jak najdłużej. Jednak wybudzenie się z takiego snu jest nie mniej bolesne. W moim wypadku dochodzi jeszcze forma wspomnień. Z powodu fizycznych ograniczeń nie spiszę ich na kartce. Więc co? Notatnik w komputerze? Tam mam to wszystko spisać? Bo na pewno nie na blogu - to zbyt intymne sprawy. Ale może dzięki wyrzuceniu wszystkiego co mnie męczy do edytora tekstu przestanę bać się snów?

2 komentarze:

  1. Karolino nie zaszkodzi spróbować ! Ja nie raz tak robię jak coś mnie zdenerwuje to pisze właśnie na laptopie... tak by wszytko spłynęło ze mnie. I to mi pomaga ! Mam na szczęście siostry którym mogę się wyżalić o wszytko i usłuchać dobrej rady

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tak też chyba zrobię. Czas na rozliczenie się z przeszłością...

      Usuń