Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 10 marca 2016

Stare nie zawsze znaczy złe

Ostatnio na jednym z forów, na których się udzielam, wywiązała się dyskusja odnośnie programów rozrywkowych, które chce przywrócić aktualny zarząd TVP. Autorka wyśmiała w wątku programy, jakie oglądali rodzice w jej wieku, twierdząc, że nawet telewizja powinna iść z duchem czasu, a takie postępowanie spowoduje tylko odejście od telewizora bardzo wielu widzów w myśl zasady - co stare to nieaktualne. Największe "pomyje" wylała na programy rozrywkowe. Oczywiście wywiązała się dyskusja odnośnie tego, że jeżeli programy wrócą, to na pewno w nowej formie, ale chyba nie przekonaliśmy tym autorki wątku.
Osobiście mogę nazwać siebie dzieckiem wychowanym na telewizji i programach, które emitowała. Okres mojego dzieciństwa przypadł na lata 90 ubiegłego wieku. Era dwóch programów telewizyjnych na krzyż powoli odchodziła w niepamięć, powoli pojawiały się stacje telewizyjne takie jak Polsat, TVN i Canal+. Ludzie zaczęli mieć większy wybór tego, co chcą w danej chwili oglądać, a i emitowane programy stawały się coraz bardziej różnorodne i na kierunkowane na różne gusta i preferencje odbiorców.
Wiele razy słyszałam, że osoby niepełnosprawne są na tyle głupie, że oglądają w telewizji wszystko co się im puści. To nieprawda. Moi rodzice bardzo często doświadczali niełaski z mojej strony, kiedy włączali nie to co chciałam. Bo kilkuletnia Karolinka była mimo wszystko była myślącym dzieckiem i kojarzyła poranną obecność tatusia w domu z tym, że na szklanym ekranie, w zależności od tego, czy to była sobota, czy też niedziela, powinno być "5 - 10 - 15" albo poczciwy "Teleranek". Zaś po kolacji najpierw "Zwariowane melodie" na Canale+, potem wieczorynka na "Jedynce", a następnie jakiś teleturniej obejrzany z tatusiem na "Dwójce". Kiedy rano nie szłam do przedszkola(bo np. byłam chora), obowiązkowo musiałam obejrzeć "Mama i ja". I nie było zmiłuj, w przeciwnym razie była awantura w moim wykonaniu na pół bloku. Albo odmowa wykonywania poleceń(heh, już w wieku kilku lat kombinowałam jak umiałam). Co ciekawe, potem mogło się dziać dosłownie wszystko, ale najważniejsze było, żebym zaliczyła codzienny rytuał.
Z czasem moje preferencje odnośnie wybieranych przeze mnie programów telewizyjnych wyraźnie dojrzały. Na pierwszy plan wyszły wszelkie telenowele, które pozwalały mi poszerzyć swoją wiedzę. Oczywiście dla 6-8 letniego dziecka niektóre pytania były zbyt trudne, ale nie odstraszało mnie to od szklanego ekranu. W dzisiejszych czasach podobną rolę odgrywa internet, lecz wtedy domowy komputer podłączony do sieci był jeszcze utopią. Jak ja lubiłam "Vabank", "Duety do mety", "Szalone liczby", "Miliard w rozumie", "Koło fortuny", "Krzyżówkę trzynastolatków", czy też "Wielką grę". Mogłabym je oglądać godzinami. 
Z czasem kolejne programy schodziły z ramówki, bądź były zastępowane nowymi. Z tych nowszych do gustu przypadło mi "Jak to leciało" oraz "Kocham Cię Polsko". Ale i one znikły. Została mi jednak "Familiada", "Jeden z dziesięciu" i "Jaka to melodia". Ewentualnie "Miliard w minutę".
Teraz wiele z dawnych programów ma na nowo wrócić do łask, jednak w odnowionej formie. Według mnie to dobre rozwiązanie, ponieważ świat idzie do przodu i na przykład e-meil wyparł tradycyjny list. Osobiście cieszę się z powrotu "Kocham Cię Polsko", z niecierpliwością czekam na nową odsłonę "Wielkiej gry". Ciekawa jestem też "odświeżonego" "Teleranka" oraz "Pegazu".
Ostatnio zdałam sobie sprawę z tego, że mimo różnorodności programów nie bardzo jest w czym wybierać - zbyt mało jest tych, które by mnie najbardziej interesowały. Z telenowel oglądam "Klan" i "Ojca Mateusza", od czasu do czasu rzucę oko na "Na dobre i na złe" i "Barwy szczęścia". Spodobał mi się też serial "Bodo". Filmy - bardzo rzadko. Od dawna wiem jednak, że przysłowiowe "odgrzewane kotlety"(o ile zostaną odpowiednio odgrzane) potrafią się sprawdzić po wielu, wielu latach. A przy okazji możemy przekonać się, na jakich programach wychowali się nasi rodzice.

8 komentarzy:

  1. Kiedy usłyszałam, ze mają przywrócić Teleranek ale taki odświeżony, aż się ucieszyłam! Normalnie nie mogę się go doczekać :) Oj wiele było fajnych bajek i programów, które znikły. Na pewno i dziś by długo nie wytrzymały na antenie, ale co niektóre na pewno zrobiły by na nowo furrorę. Z chęcią obejrzałabym odnowioną wersję Pana Tiktaka - ciągle puszczam dzieciom piosenkę z tego programu i opowiadam o nim :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Pan Tik-tak" - doskonale go pamiętam! A piosenkę mam nawet na jakiejś kasecie magnetofonowej z dzieciństwa. Myślę, że wiele starych programów z nową fabułą ma szansę się przyjąć. Świat niby idzie do przodu, ale "programy z misją" zawsze się przydadzą:). Pozdrawiam

      Usuń
  2. Odgrzewane kotley to odgrzewane kotlety. Tęsknimy za przeszłością, ale czy inna wersja Sondy sprawi, że poczujemy się jak 25 lat temu? Raczej wątpię. Taka polityka tvp jest raczej sygnałem wstecznictwa obecnych władz - wszystko co stare było lepsze, taka myśl za tym tkwi. Najbardziej za PRL-em tęsknią jego dzieci, które"nienawidzą" komunizmu, ale pracowicie go tworzyły.

    Inna sprawa, że tv publiczna już dawno straciła swój charakter. Dobranocki poznikały a kopiująca styl amerykańskich programów-ściepek wszystkiego Młynarska była zwyczajnie mało przekonująca. I tak jest z większością rzeczy w niej. Zupełnie niezrozumiałe jest też dla mnie, czemu są puszczane reklamy, skoro zmusza się obywateli do płaceniu abonamentu. Ale to już osobna historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mówię, że oglądając sondę przeniesiemy się w czasie, bo program ma odświeżoną formułę. Młynarska z tym swoim "Świat się kręci" działa mi na nerwy, tak samo jak "trwające wieki" reklamy. Pozdrawiam

      Usuń
    2. Młynarska kopiuje amerykański styl, a ja nie lubię kopii - jak chcę po amerykańsku, włączam nbc i już. Reklamy w publicznej obnażają spaczony styl myślenia o tv, natomiast odgrzewane kotlety mnie nie przekonują. Jedne leśne dziadki kopiowały zagraniczne programy, nowe leśne dziadki kopiują polskie programy. Żadnych własnych pomysłów, żadnego błyśnięcia intelektem. Jak sobie wspomnę odnowioną "Alternatywę 4" to mi się kopii odechciewa ...

      Usuń
  3. Ja już dawno nie oglądam telewizji :P Ale ostatnio przez przypadek obejrzałam telenowele brazylijską :P I zatęskniłam za zbuntowanym Aniołem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście od "Zbuntowanego" wolałam "Luz Marię" i "Fiorellę" ;)

      Usuń
    2. Oooo ... dwa jedyne seriale (peruwiańskie chyba) w tym stylu, które oglądałam z przyjemnością. Zbuntowany Anioł był dla mnie tragiczny na poziomie aktorskim.

      Usuń