Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 26 kwietnia 2016

Matura z matematyki - obowiązkowa czy nie

Za ponad tydzień tysiące absolwentów szkół średnich zasiądą do jednego z najważniejszych egzaminów w swoim życiu - matury. Co prawda egzamin dojrzałości nie jest obowiązkowy, wszak nie wpływa na ukończenie przez ucznia szkoły średniej i legitymowania się takim wykształceniem, to jednak jego zdanie, w dodatku z miarę dobrym wynikiem, otwiera absolwentom furtkę na studia. 
Chociaż każdy abiturient wybiera sobie przedmioty, z których chce zdawać egzamin, to kilka z nich narzuconych jest na niego odgórnie. Właściwie od zawsze był to język polski, a od 2010 roku, po wielu latach, dołączyła do niego matematyka. Wielu ludziom nie było to na rękę, ja jednak uważam, że była to jedna z lepszych decyzji ministerstwa. Dlaczego? Już wyjaśniam.
Język polski jest głównym kierunkiem nurtu humanistycznego w naszym kraju, matematyka - ścisłych. Społeczeństwo dzieli się na humanistów i ścisłowców. Gdyby nie wprowadzono matematyki jako przedmiotu obowiązkowego, ścisłowcy byliby niejako poszkodowani, pisząc obowiązkowo język polski. Tym samym wprowadzono jakąś równowagę pomiędzy jedną skrajnością, a drugą. Ścisłowcy męczą się z językiem polskim, a humaniści z matmą. Proste? Po drugie, uczniowie, a nawet nauczyciele kompletnie olewali sobie w klasach o profilu humanistycznym nauczanie matematyki. Tymczasem materiał z matematyki, realizowany nawet na poziomie podstawowym, uczy kreatywnego i logicznego myślenia, pozwala spojrzeć na świat z poziomu nie słów, ale liczb. Tego nie nauczy żadna powieść! Poza tym aktualnie poziom arkusza maturalnego z matematyki jest taki, że z powodzeniem powinien zdać go przeciętny uczeń gimnazjum. Przynajmniej na poziomie progowych 30%. Sprawdziłam to na kilku osobach, które chodzą do gimnazjum bądź zaczynają swoją edukację na poziomie szkoły średniej. I wszystkie z nich otrzymały co najmniej minimalną liczbę punktów. Uwierzcie mi, układający go egzaminatorzy wiedzą, że nie każdy musi być orłem matematycznym. Jednak kończąc pewien okres szkolny są pewne założenia, że powinno się posiadać umiejętności w tej, czy w innej dziedzinie. Tym bardziej przeraża mnie odsetek osób, które ten egzamin oblewają. Czyżby nie zdobyli odpowiedniej wiedzy poziom wcześniej? Przecież nawet jeżeli już się kompletnie nie wie, jak rozwiązać dane zadanie, można wypisać dane i szukane. To raczej nie wymaga nie wiadomo jakich umiejętności matematycznych, zwłaszcza od humanistów. A za to też są jakieś punkty. Druga rzecz to taka, że od 2010 roku 20 - 30 pytań z matematyki to pytania zamknięte. Jeżeli już konkretnie nie zna się na nie odpowiedzi, to zawsze można strzelać - zawsze istnieje 25%, że się trafi. Jak to mówią - ziarnko do ziarnka uzbiera się miarka, teraz wystarczy to sparafrazować na punkcik do punkcika - uzbiera się wymaganych 30% punktów, czyli 15. Zresztą przyznawanie punktów na maturze z matematyki wygląda następująco:
  1. Rozwiązania poszczególnych zadań oceniane są na podstawie szczegółowych kryteriów oceniania, które są takie same w całym kraju.
  2. Egzaminatorzy podczas sprawdzania arkuszy egzaminacyjnych w szczególności zwracają uwagę na poprawność merytoryczną rozwiązań oraz kompletność prezentacji rozwiązań zadań(składa się na nie wykonanie cząstkowych wyliczeń i przedstawienie sposobu rozumowania)
  3. Ocenia się tylko te fragmenty pracy, które dotyczą polecenia. Nie ma więc sensu pisaniu na boku swoich komentarzy, nawet na temat, gdyż nikt na nie nawet nie spojrzy.
  4. W przypadku, kiedy do jednego polecenia podanych jest kilka rozwiązań, nie przyznaje się punktów(nawet jeśli jedno z nich jest prawidłowe)
  5. Jeżeli dane zadanie rozwiązano poprawnie, pomimo innego klucza odpowiedzi, przyznaje się maksymalną ilość punktów.
I jeszcze żeby nie było, że się wymądrzam - sama zdawałam maturę z matematyki w 2009 roku. Był to ostatni rocznik, w którym była ona jeszcze przedmiotem nieobowiązkowym. A jednak zdecydowałam się na nią i to jeszcze w wersji rozszerzonej. Paradoks sytuacyjny polegał na tym, że egzamin, podobnie jak pozostałe, pisałam za pomocą komputera, rysunki wykonywał za mnie nauczyciel wspomagający(oczywiście przy moich instrukcjach). Nie było to łatwe, ponieważ mam sporą wadę wymowy, ale możliwe. Maturę mimo wszelkich ograniczeń zdałam na bardzo przyzwoitym poziomie. Dlaczego jednak w ogóle zdecydowałam się zdawać matmę, chociaż nie musiałam? Po pierwsze chciałam w ten sposób podziękować pewnej nauczycielce, która już w czwartej klasie odkryła mój talent matematyczny i nie zważając na żadne przeciwności losu postanowiła go we mnie szlifować. A po drugie, czy gdybym w pierwszej klasie ogólniaka powiedziała sobie, że matematyki nie chcę zdawać, to przykładałabym się w ogóle do tego przedmiotu? Pewnie nie. Dlatego sądzę, że maturę z matematyki może zdać każdy. Wystarczy tylko chcieć i trochę się przyłożyć.
I na koniec paradoks sytuacyjny - łatwiej jest zdać rozszerzoną maturę z matmy na 100% niż podstawowy język polski. Dlaczego - patrz pkt. 5. Na polskim zaś musisz wbić się w absurdalny klucz odpowiedzi. Dlatego matura z matmy była dla mnie łatwiejsza niż z języka ojczystego.

4 komentarze:

  1. Moja matura z ubiegłego wieku niebyła ani trochę testem. Matmę zdawałam obowiązkowo. I jeszcze te egzaminy na studia. Łatwo nie było, ale wspomnienia piękne, czego i tegorocznym maturzystom życzę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zaś byłam ostatnim rocznikiem, w którym matura zarówno na poziomie podstawowym, jak i rozszerzonym, miała zadania otwarte. Więc albo się wiedziało co i jak, albo nie. Można było jeszcze kombinować. Tymczasem teraz dostaje się taki arkusz, że już odpowiadając poprawnie na pytania testowe ma się te minimum. Nawet jak się nie wie co i jak - można strzelać. Zawsze jest te 25% szansy na trafienie. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Uczę matmy, więc jasne, że się opowiadam ZA maturą z tego przedmiotu. A tak prywatnie, oczywiście, matematyka jest konieczna do normalnego funkcjonowania w świecie. A jest to przedmiot, którego na poziomie podstawowym można się wyuczyć, naprawdę można tylko trzeba uruchomić chęci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, nie mogę się z Tobą nie zgodzić. Często wydaje mi się, że ludzie po prostu na różne sposoby tłumaczą swoje lenistwo. Tym bardziej, że albo wiesz jak rozwiązać dane zadanie z matematyki, albo nie. Ale w tym drugim przypadku zawsze można wypisać dane i szukane, za to też są punkty. Druga rzecz, podczas egzaminu nie trzeba nawet specjalnie umieć wzorów matematycznych - dostaje się przecież tablice, gdzie wszystko jest wypisane. Ale uczniowie bardzo często nie potrafią nawet skorzystać z nich, nie wiedzą co i jak obliczyć, a co dopiero mówić o ewentualnych przekształceniach!? Smutne to wszystko, ale jakże prawdziwe...

      Usuń