Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 7 kwietnia 2016

Taki rytuał...

Mam w domu małego pieszczoszka. Za każdym razem, kiedy wracam do domu po dłuższej nieobecności, czeka na mnie pod drzwiami i miauczy. A kiedy przekroczę już próg mieszkania - odbywa się przede mną dziki taniec radości, po czym czuję jak dwukilogramowa kulka próbuje po moich spodniach wspiąć się na odległość moich dłoni. Bo przecież po czterech dniach ktoś musi wydrapać futrzaka. Za uszkiem, po brzuszku, po "krawatce" - to coś, co futerkowce lubią najbardziej. A potem jak gdyby nigdy nic włazi mi na barki, w celu "podwiezienia" do kuchni i być może skonsumowania czegoś bardziej treściwego niż sucha karma. Ewentualnie zobaczenia co tam dobrego pichci pani. To nic, że stosuję zasadę - "kocie, to nie dla Ciebie". Odgórna kontrola połączona z mruczeniem w ramach akceptacji musi być! I nie ważne, czy jestem skonana po tych dniach spędzonych na uczelni, czy umieram z głodu, czy padam z nóg - cotygodniowy rytuał musi zostać wykonany. W przeciwnym razie kocitka nie da mi spokoju. Będzie skakać, a nawet włazić w garnki, jak przysłowiowy "Żyd między wozy"(tylko proszę nie posądzać mnie o antysemityzm :) ), w poszukiwaniu mojej ręki. Taki malutki terrorysta! 

Co ciekawe, to JA muszę odpieścić małego pieszczoszka. Bo na tatę fuczy i syczy. Typowa kocia kobietka. Ma charakterek, nie ma co!

Padam na pysk po całym tygodniu. A jeszcze chcę poczytać sobie "Wstęp do Starego Testamentu". To jeden z przedmiotów egzaminacyjnych, przewidzianych na papieskim w tym semestrze. Aktualny tryb życia zmusił mnie do regularnego zdobywania i poszerzania wiedzy. Tym bardziej, kiedy nie chodzi się na wykłady(za przyzwoleniem prowadzącego, a nawet dziekanatu), muszę więc samodzielnie wszystko opanować. Ciekawe co weźmie górę - zmęczenie, czy chęć zdobycia wiedzy. Jak obstawiacie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz