Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 26 maja 2016

Coś na dzień mamy dla mam niepełnosprawnych(i nie tylko) dzieci - Kiedy Włochy stają się Holandią

Na początek notatki przytoczę jednak wczorajszą rozmowę podczas seminarium dyplomowego:
Promotor: Oczywiście pamiętacie o jutrzejszym święcie i co macie zrobić?
My: No tak, jutro jest Boże Ciało i wypada iść na procesję...
Promotor: To też, bardziej jednak chodziło mi o Dzień Matki i o jakiś życzeniach, kwiatkach z tej okazji.
No tak, chcąc nie chcąc nie da się zapomnieć. Nawet promotor potrafi człowiekowi przypomnieć o Dniu Matki. Tak więc wszystkim czytającym mnie mamom, mamusiom, mamuniom życzę wszystkiego najlepszego, dużo zdrowia, samych szczęśliwych dni,  sił w wychowywaniu swoich pociech i czerpania z tego jak największej satysfakcji.
Wiele z mam wychowuje dzieci niepełnosprawne. Jakiś czas temu szukając czegoś w sieci trafiłam na ciekawe opowiadanie napisane przez panią podpisującą się jako Emily Pearl Kingsley. Początkowo zaczęłam je czytać bez emocji, jednak z każdym słowem stawało się dla mnie coraz bardziej interesujące. To właśnie im chcę zadedykować wspomniany tekst, ale nie tylko im. Tak, aby wiedziały, że kalectwo dziecka to nie koniec świata. To tylko pewna modyfikacja zamierzonych planów i marzeń. Zresztą sami to przeczytajcie i przemyślcie, bo chyba coś na prawdę w tym jest:

"Często jestem pytana o moje doświadczenia dotyczące wychowywania niepełnosprawnego dziecka – po to by pomóc ludziom nie mogącym przeżyć tego wyjątkowego doświadczenia w zrozumieniu go, by umożliwić im wyobrażenie sobie - jak to jest? 
A jest tak... 
Kiedy przygotowujesz się na przyjście dziecka jest to jak planowanie bajecznych wakacji we Włoszech. Kupujesz stertę przewodników i robisz cudowne plany. Koloseum. Dawid Michał Anioł. Weneckie gondole. Uczysz się paru użytecznych zwrotów po włosku – jest to bardzo ekscytujące. 
Po miesiącach przygotowań i oczekiwań, ten dzień nareszcie nadchodzi. Pakujesz walizki i wyruszasz w drogę... Po kilku godzinach lotu twój samolot ląduje. Przychodzi stewardessa i mówi: „witamy w Holandii”. 
“Holandia?!?” pytasz. “Jak to Holandia? ” Przecież miały być Włochy. Powinienem być we Włoszech! Całe życie marzyłem o podróży do Włoch! 
Niestety w planach lotów nastąpiła zmiana. Wylądowałaś w Holandii i tutaj musisz zostać. 
Zauważ - nie zabrali cię do miejsca okropnego i odrażającego, pełnego zarazy, głodu i choroby. To po prostu inne miejsce. 
Musisz więc wysiąść i kupić nowe przewodniki. Musisz nauczyć się całkiem nowego języka. I spotkasz całe mnóstwo ludzi których nie miałeś nigdy spotkać. 
To po prostu inne miejsce. Jest rzadziej odwiedzane niż Włochy, mniej błyszczące, mniej „turystyczne.” Ale jeśli pobędziesz tam przez jakiś czas, kiedy już zaczerpniesz tchu i rozejrzysz się wokół - zauważysz, że Holandia - to wiatraki. Że Holandia - to tulipany. I że Holandia to Rembrandt. 
Tyle że każdy kogo znasz, jest zaabsorbowany podróżą do Włoch, albo właśnie z niej wraca... I wszyscy oni przez cały czas opowiadają jak cudownie spędzili tam czas. A ty przez resztę swojego życia będziesz mówił sobie: „tak, to jest miejsce, gdzie i ja miałem jechać. To jest to, co i ja sobie zaplanowałem”.
I smutek temu towarzyszący nigdy, przenigdy nie minie... ponieważ utrata twoich marzeń znaczy dla ciebie bardzo wiele. 
Ale jeśli spędzisz resztę życia użalając się nad sobą i nad tym, że nie pojechałeś do Włoch, nigdy nie będziesz przygotowany żeby odkryć wyjątkowe, bardzo specyficzne i cudowne rzeczy, które kryje w sobie właśnie Holandia. "

W tym roku Dzień Matki zgrał się z katolicką uroczystością Bożego Ciała. Pięć lat temu było podobnie, z tym że Dzień Matki wymienił się z Dniem Ojca. Wokół kościołów przemierzają procesję do czterech ołtarzy, przy których czytane są cztery Ewangelie. W naszej parafii nie ma możliwości obejścia kościoła, toteż obchodzimy całe osiedle, a ołtarze zbudowane są przy ulicach. Wiele okien zostało przystrojonych na ten dzień eucharystycznymi akcentami. Na czas uroczystej procesji zostaje wstrzymany ruch drogowy, abyśmy mogli bezpiecznie przejść. Muszę przyznać, że jest to dosyć trudne przedsięwzięcie logistyczne, ponieważ nasza trasa przez jakieś 300 m. prowadzi przez główną drogę naszego miasta. Jednak nikt z stojących kierowców na nas nie trąbił, tak jakby rozumieli powagę sytuacji. Oczywiście zawsze jesteśmy eskortowani przez patrol policji, policjanci zabezpieczają też poboczne drogi, coby nikt nie wjechał w tłum ludzi. Podczas Mszy świętej poprzedzającej procesję oficjalnie złożyliśmy życzenia wszystkim mamom radosnym "Życzymy, życzymy". To była taka niespodzianka od scholi. Ja jednak myślę, że dla wielu z nas Dzień Matki będzie dużo częściej niż tylko raz w roku. Szanujmy swoje mamy, póki żyją. Potem może być już za późno...

6 komentarzy:

  1. Racja, musimy szanować swoje mamy :) Ja moją kocham nad życie i żałuję że jako nastolatka jej psociłam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, w wieku tych nastu lat najczęściej myślimy, że jesteśmy na tyle niezależni, że rodzice nam są niepotrzebni. A tak nie jest. Ja też mam niejedno wobec rodziców na sumieniu, co nieraz mści się na mnie. Czasu jednak nie cofnę, pewnych czynów i słów nie naprawię. Ważne jest, aby teraz, kiedy już dojrzałam, nie powtarzać tych błędów. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Bardzo wymowne opowiadanie nam tu przedstawiasz. Sama jestem mamą i cieszę się, kiedy moje dzieci sa szczęśliwe, a kiedy one sie martwią i mnie jest jakoś tak smutno, a są to zwykłe dzieci. A co ma powiedzieć mama dziecka niepełnosprawnego, czy boli ją serce, kiedy tylko spojrzy na swoje dziecko? Nie wiem, trudno mi to sobie wyobrazić. Moja kuzynka urodziła dzicko z porażeniem mózgowym, ale tak ogromnym, że dziecko nigdy nie wyszło z pieluch. Dzisiaj to dziecko ma już ze trzydzieści lat i wygląda tak, że mi się serce kraje, a w oczach opiekujących się nim matki ciągle widac tylko miłość do niego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, niepełnosprawność niepełnosprawności nierówna. Z własnych obserwacji i doświadczenia jednak wiem, że jeżeli matka dojrzała do swojej roli, to naprawdę pokocha swoje dziecko takie, jakim jest. Z racji tego, że uczęszczałam do szkoły specjalnej, na co dzień obcowałam z dziećmi z różnymi rodzajami niepełnosprawności. I proszę mi uwierzyć, nawet te najbardziej niepełnosprawne były kochane i przytulane przez rodziców. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. hehe, Karolina dokładnie to samo opowiadanie miałam udostępnić na dzień matki :) ale pojawiły się ważniejsze wpisy :/ ja nie narzekam na moje macierzyństwo, czas pozwolił nauczyć mi się cieszyć tym co dał nam los, dziś tworzymy po prostu szczęśliwą rodzinę :)
    uściski już z domu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, nie dziwię się, bo jest ono wyjątkowe. Zapewne obcowanie z Gabrysiem nauczy Was jeszcze niejednej rzeczy, nawet takiej najbardziej niespodziewanej. A te, że tworzycie szczęśliwą rodzinę widać po zdjęciach. Tak uśmiechniętego dziecka jakim jest Gabryś ze świecą szukać. Pozdrawiam i cieszę się, że już jesteście w domu :)

      Usuń