Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 28 maja 2016

Wspomnienie o Prymasie Tysiąclecia

Maj 1981 roku był dziwnym miesiącem w historii naszego kraju - najpierw cały kraj wstrzymał oddech na wieść o zamachu na Jana Pawła II w Rzymie. Przez kilka dni z uwagą wsłuchiwaliśmy się w wieści dochodzące z Wiecznego Miasta. Kiedy już wydawało się, że wszystko powoli wraca do porządku dziennego, jak grom z jasnego nieba spadła wiadomość o śmierci kardynała Stefana Wyszyńskiego. Przygnębienie przyszło z podwójną siłą. Wszak była to postać owiana prawdziwą legendą, która zdawała się być nieśmiertelna. Tymczasem życie rządzi się swoimi prawami.
Takim zapamiętali go wierni - łagodna twarz, ojcowskie, ciepłe spojrzenie. Po prostu ojciec całego narodu polskiego
Podczas choroby dla Stefana Wyszyńskiego najbardziej bolesne było to, że nie mógł uczestniczyć w codziennych obowiązkach duszpasterskich. Ostatni raz prymas wygłosił kazanie do wiernych w dniu 1 marca 1981 roku w archikatedrze warszawskiej. W kolejnych tygodniach coraz bardziej było widać po nim skrajne wyczerpanie. Lekarze nie dawali złudzeń - w jamie brzusznej Prymasa Wyszyńskiego rozwijał się złośliwy nowotwór. Pomimo choroby cały czas starał się pracować i troszczyć o losy Polski - przyjmował biskupów relacjonujących mu sytuację w kraju, jak również przedstawicieli rządu(m.in. premiera Wojciecha Jaruzelskiego i delegację Solidarności). W Niedzielę Palmową z powodu choroby nie mógł uczestniczyć w jej obchodach. Miał potem powiedzieć: "Moja Niedziela Palmowa była bolesna, że w Wielkim Tygodniu, gdy biskup jest tak bardzo potrzebny wśród ludzi - jestem sam ze swoimi cierpieniami duchowymi, które są gorsze niż fizyczne () czuję głęboko swoją nieużyteczność". Do historii przeszła też telefoniczna rozmowa z przebywającym w klinice Gemelii po zamachu papieżem Janem Pawłem II, która zakończyła się prostą prośbą Wyszyńskiego - "Módlmy się za siebie wzajemnie". 22 maja ostatni raz wystąpił publicznie, otwierając obrady Rady Głównej Episkopatu Polski. Prymas Tysiąclecia zmarł w uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, która w 1981 roku przypadła 28 maja ok. godziny 4.40 w swoim warszawskim mieszkaniu. Umierając, próbował jeszcze śpiewać pieśń "Chwalcie łąki umajone", chcąc w ten sposób oddać cześć Maryi, której zawierzył całe swoje życie. Tego samego dnia zebrała się Komisja Wspólna Przedstawicieli Rzędu i Episkopatu. Przedstawiciele rządu wręczyli kardynałowi Franciszkowi Macharskiemu list kondolencyjny od władz państwowych. Jednocześnie podjęto decyzję o ogłoszeniu żałoby narodowej w dniach 28 - 31 maja. W tym samym dniu nadeszła do Polski depesza kondolencyjna od papieża Jana Pawła II. W tytularnym kościele zmarłego p.w. Najświętszej Maryi Panny na Zatybrzu odprawiona została Msza żałobna, której przewodniczył kardynał Władysław Rubin. Tego samego dnia wieczorem ciało zmarłego zostało przeniesione do kościoła seminaryjnego przy Krakowskim Przedmieściu. Uroczystości pogrzebowe odbyły się 31 maja. Przewodniczył im sekretarz Stanu Watykanu - kardynał Agostino Casaroli. Pogrzeb prymasa, który nazywany jest także królewskim, zgromadził w stolicy tysiące ludzi, tych wierzących oraz niewierzących. Ceremonię rozpoczęła liturgia żałobna w kościele przy Krakowskim Przedmieściu. Następnie kondukt żałobny, złożony z oficjalnych delegacji kościelnych i świeckich oraz tłumów zwykłych ludzi, ruszył na słynny Plac Zwycięstwa. W tym samym miejscu, w którym dwa lata wcześniej papież apelował do przybyłych pielgrzymów - "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze Ziemi. Tej Ziemi" teraz odbywała się Msza święta. Przewodniczył jej kardynał Casaroli, który wygłosił przemówienie w języku polskim. Następnie została przeczytana przez kardynała Franciszka Macharskiego homilię przysłaną od papieża Jana Pawła II, jak również wygłosił swoją. Po zakończeniu nabożeństwa kondukt pogrzebowy ruszył z Placu Zwycięstwa do bazyliki archikatedralnej św. Jana Chrzciciela, w której odbyła się ostatnia część ceremonii. Odczytano testament sporządzony przez prymasa 15 sierpnia 1969 roku na Jasnej Górze. Trumnę z ciałem złożono w kamiennym sarkofagu w podziemiach archikatedry. Dodatkowo umieszczono na nim płytę z napisem: "Kardynał Stefan Wyszyński Prymas Polski". W 1986 sarkofag prymasa został przeniesiony z Krypty Arcybiskupów w podziemiach do poświęconej mu kaplicy, znajdującej się w lewej, północnej nawie świątyni. Nad sarkofagiem znajduje się płyta ilustrująca historię życia prymasa – od seminarium, przez pracę duchownego, walkę w oddziałach powstańczych aż do spotkania z Karolem Wojtyłą podczas jego ingresu papieskiego. 
29 maja 1989 z inicjatywy papieża Jana Pawła II rozpoczął się proces beatyfikacyjny kardynała Stefana Wyszyńskiego. Od tego momentu przysługuje mu tytuł sługi Bożego. 6 lutego 2001 zakończył się etap diecezjalny procesu beatyfikacyjnego, po czym akta zostały wysłane do Watykanu. W tym czasie odbyło się 289 sesji, w ramach których przesłuchano 59 świadków. Watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych wydała dekret o ważności procesu beatyfikacyjnego. Od marca 2012 do maja 2013 w archidiecezji szczecińskiej toczył się diecezjalny proces o domniemanym uzdrowieniu za jego wstawiennictwem mieszkanki Szczecina. U kobiety w wieku 19 lat rozpoznano raka tarczycy. W lutym 1988 przeprowadzono operację, w trakcie której usunięto zmiany nowotworowe oraz dotknięte przerzutami węzły chłonne. W styczniu i marcu następnego roku kobieta była leczona jodem radioaktywnym. W tym czasie w jej gardle zdiagnozowano guz wielkości 5 cm, który dusił kobietę. Przełom w chorobie stwierdzono po intensywnych modlitwach za wstawiennictwem Stefana Wyszyńskiego. Do czasu przeprowadzania diecezjalnego procesu o domniemanym uzdrowieniu u pacjentki nie zaobserwowano reemisji nowotworu. 
Być może już niedługo osoba Stefana Wyszyńskiego oficjalnie poszerzy grono błogosławionych, a następnie świętych Pańskich. Bo to, że był wielką, wyjątkową i nietuzinkową postacią wiemy nie od dzisiaj. W wielu miastach znajdziemy jego pomniki, ulice i place nazwane jego imieniem, bardzo często także szkoły obierają sobie Stefana Wyszyńskiego na wniosek samych uczniów. Podobno człowiek żyje tak długo, jak żyje pamięć o nim. Pamięć o Prymasie Tysiąclecia pali się nieustannym płomieniem od 35 lat i ten płomień zdaje się nie zmniejszać!

2 komentarze:

  1. Brakuje dziś tak wyjątkowych kapłanów jak on! niestety...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak. Chociaż znam go jedynie z przekazów i tego co o nim usłyszałam, uważam go za niezwykłą osobowość - pełną charyzmy i ideałów, których się trzymał.

      Usuń