Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 10 czerwca 2016

Do bycia studentem też trzeba dojrzeć

Obserwuję zachowanie moich młodszych kolegów z grupy na turystyce religijnej. Obserwuję, i nie do końca rozumiem. Bo może i mają ukończone te magiczne 18 lat i uzyskali świadectwo dojrzałości, jednak kiedy obserwuję ich zachowanie, czy też słyszę co mówią, mam wątpliwości co do tego, czy na pewno dojrzeli do statusu studenta. A może dojrzeli, tylko nasłuchawszy się opowieści starszych kolegów uznali, że czasy studenckie to tylko imprezki, zabawy, swawole... okres w którym nie ma już miejsca na naukę i zdobywanie nowych wiadomości i umiejętności. Tymczasem rzeczywistość jest zupełnie odmienna.
Pierwszy rok... w pierwszym roku byliśmy traktowani trochę "ulgowo". Bo zupełnie nowy kierunek i studenci są trochę jak króliki doświadczalne, bo są nowi, bo tak na prawdę nie wiadomo, czy program nauczania się przyjmie... Trochę mnie denerwowało takie postępowanie. Wcześniej studiowałam przez pięć lat na AWFie i tam nikt się z nami nie cackał, a jedyne "specjalne traktowanie" względem niektórych polegało jedynie na zmianie formy egzaminu z pisemnej na ustną. Dzięki temu każdy znał swoje miejsce w szeregu i wszyscy studenci traktowali z szacunkiem wykładowców, nawet tych uchodzących za największe "piranie". Na Uniwersytecie Papieskim ku mojemu zaskoczeniu było całkiem inaczej. Co gorsza, brak większej dyscypliny oraz pobłażanie studentom za skutkowało tym, że kiedy wykładowca od form pielgrzymkowych poprosił nas o przygotowanie informacji na temat pielgrzymek w innych kulturach, starościna pobiegła z tym do dziekanatu. No i oczywiście to wykładowca był najbardziej poszkodowany, a nie student. Podobno dostał taką burę, że szok. Ręce mi opadły, na AWFie na takie coś nie byłoby miejsca.
Na trzecim semestrze większości z nas nie podobała się pani od podstaw turystyki. Bo znowu od nas wymagała. Osobiście nic do niej nie miałam - chyba o to chodzi, aby nauczyciel wymagał, a uczeń coś wyniósł z zajęć. Nie wszyscy są jednak tego samego zdania. Oliwy do ognia dolał fakt, że z powodu choroby wykładowczyni zajęcia z organizacji ruchu turystycznego zostały przeniesione na ten semestr. A to wiązało się ze zwiększoną liczbą godzin. Żeby było ciekawiej, system informatyczny dołączył naszą grupę do studentów pierwszego roku. A że mamy zupełnie inny program nauczania, to niemożliwym byłoby połączenie obydwóch roków. No i zrobił się nieprzyjemny zgrzyt. Zgrzyt, który o mało nie zakończył się wydaleniem z uczelni wykładowcy. Na szczęście dziekan był bardziej przychylny nauczycielce z 30-letnim stażem niż rozkapryszonej starościnie. ORT został przeniesiony na późniejszą porę, co nie spodobało się D., a za skutkowało notorycznym opuszczaniem przez nią zajęć. Zresztą nie tylko przez nią, ale przez większość grupy. Przyszedł egzamin, wszyscy jęczeli i obwiniali nauczycielkę za "za trudne pytania". Ogólnie dziwię się, że nic nie umieli. Dlaczego - otóż w dziekanacie powiedzieli, że kobieta robi prezentacje z Wikipedii. Skoro tak, to co to był za problem odszukać odpowiednie hasło w internecie, prawda? No, chyba że się mylili, prawda? A do pomyłki ciężko się przyznać.
Denerwuje mnie też jedna rzecz - chociaż nasz kierunek to turystyka religijna, to jednak naszym wydziałem jest wydział teologiczny. Logiczne jest więc, że oprócz przedmiotów będziemy mieli coś typowo teologicznego. W zeszłym semestrze była to np. patrologia i liturgika, teraz ekumenizm z eklezjologią oraz Stary Testament. Chociaż nazwy brzmią bądź co bądź strasznie, to sam materiał jest w wersji "lajt". Co więcej, na egzamin ze Starego Testamentu mamy nawet podane gotowe pytania. I co? I oni jeszcze marudzą. Do kolokwium z kompetencji w turystyce też mają ale - bo ma być coś z geografii, mamy dopasować miasta do państw. To dla nich za dużo. Ale czy da się być dobrym w turystyce bez znajomości geografii? Szczerze w to wątpię.

A może ja już jestem za stara na studiowanie? Albo nie rozumiem współczesnej młodzieży? Ale z drugiej strony, o ile mnie pamięć nie myli, to w ich wieku wpadłam w prawdziwy trans studiowania, chociaż miałam trochę dodatkowych zajęć. Teraz też jakoś godzę wszystkie kierunki, jedne oceny mam gorsze, inne lepsze, ale idę do przodu i realizuję swoje marzenia. Co nie znaczy, że jestem sztywniakiem, bo kiedy trzeba potrafię zaszaleć. Jutro na przykład idę na festyn rodzinny organizowany przez moją parafię. Tak w ramach odskoczni od nauki przez sesją. Czasami trzeba oderwać się od nauki - wtedy zdecydowanie lepiej przyswaja się materiał po powrocie do książek.

8 komentarzy:

  1. Ja żałuję że nie poszłam na studia od razu po szkole,taka jest prawda że po przerwie jest bardzo trudno

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marzena, i tak trudno będzie przebić mojego uczelnianego kolegę, który poszedł na studia w wieku... 50 lat. Na pierwsze studia, co by nie było. Niestety nie mógł podołać wyzwaniu i odpadł po pierwszym roku. Chociaż na koniec zrobił przekręt pod tytułem "złożę podanie o stypendium socjalne". Stypendium złożył, ale na zajęciach się nie pojawił. Teraz pewnie będą go ścigać o pieniądze, bo wszak pobierał je bezpodstawnie.

      Usuń
  2. Takich osób nie powinno przyjmować się na studia. A później się dziwić, że ludzie z wykształceniem są głupi... No cóż, takie zachowanie jest już na Porządku dziennym na młodszych etapach nauki. Pod tym Względem świat zwariował, a raczej dzieci/młodzież.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego jestem coraz bardziej za testami potwierdzającego gotowość człowieka do bycie studentem. W przypadku brak takiej gotowości zaś kierowania ich do szkół policealnych, gdzie mogą uzyskiwać tytuły technika w różnych dziedzinach. Co prawda technik to nie to samo co licencjat/magister/inżynier, jakieś uprawnienia jednak daje. Chociaż na Uniwersytet Papieski były rozmowy wstępne kandydatów na dany kierunek z władzami dziekanatu, jednak to nie to samo co test. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Nie studiowałam, zakończyłam edukację po maturze. Aczkolwiek wiem z doświadczenia, że zarówno w podstawówce, zawodówce, średniej szkole czy na studiach - zawsze i wszędzie znajdą się osoby, które będą marudzić, które będą uważały, że to czy tamto jest dla nich za trudne i że to nauczyciel sobie coś wymyśla niestworzonego, a biedny uczeń nie wie o co temu nauczycielowi chodzi. Nie przejmuj się tymi marudami - ważne, że Ty chcesz i dajesz radę z nauką. Tak trzymaj!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami lepiej zakończyć edukacje na maturze, a nawet na wykształceniu średnim lub zawodowym, niż na siłę zdobywać wiedzę. Studia nie są obowiązkowe, nie każdy musi na nie iść. Ja rozumiem, że czasami ktoś mówi pas, ja też mam chwile, podczas których nic mi się nie chce, jednak jeżeli ktoś codziennie prezentuje taką postawę, to już coś tutaj jest nie tak.

      Usuń
  4. W moich- odległych studenckich czasach był rygor i walka o byt, więc każdy musiał być dojrzały, bo inaczej odpadał natychmiast! Ale to było 36 lat temu- inna epoka:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwierz mi Basiu, to nie takie odległe czasy. Zresztą teraz uczelnie wręcz walczą o studentów, dlatego przymykają oko na pewne sprawy i efekty są jakie są. Ja to tylko zastanawiam się co będzie potem, kiedy pójdą do pracy, czy też będą strzelać fochy przed przełożonym?

      Usuń