Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 24 czerwca 2016

"Dopóki walczysz jesteś zwycięzcą" - św. Augustyn

Życie niewątpliwie jest walką. Walką samego z sobą, ze swoimi wadami, przeciwnościami losu, kłodami rzucanymi nam przez los czy też innych ludzi. Mamy dwie możliwości na działanie z nimi: albo siedzieć z założonymi rękoma, albo wyjść naprzeciw przeciwnościom losu i po prostu z nimi walczyć.
Wczorajszy dzień był taką walką mnie samej z sobą, swoimi ograniczeniami oraz przeszkodami, które chciały przeszkodzić mi w dążeniu do wyznaczonego sobie celu. Na dzień dobry - państwowy egzamin zawodowy w zawodzie technik administracji, specjalizacja - obsługa klienta w jednostce administracyjnej. Wiem, pewnie wielu z Was myśli - phi, też mi coś. Sytuacja jednak zmienia swoje położenie, kiedy wyzwanie takiego egzaminu podejmuje osoba mająca problem z pisaniem. Co prawda każdy egzamin kończący dany etap nauki pisałam na komputerze, jednak w zeszłym roku drastycznie zmieniły się przepisy i grono "uprzywilejowanych" schorzeń i niepełnosprawności zostało zawężone. Czterokończynowe mpd w pewnym stopniu również znalazło się poza listą. W praktyce wyglądało to tak - za niepełnosprawna, żeby pisać w tradycyjny sposób, ale za zdrowa, aby otrzymać możliwość pisania pracy na komputerze, ewentualnie z nauczycielem wspomagającym. Na szczęście dyrekcja szkoły policealnej stanęła na wysokości zadania - jeździła do OKE, dzwoniła, prosiła, aż wreszcie uzyskała zgodę na zdawanie przeze mnie drugiej części egzaminu w wersji elektronicznej(pierwsza polegała na wybraniu jednej odpowiedzi spośród czterech - to bez problemu daję radę zrobić moimi niezgrabnymi rękoma). Po drodze oczywiście było x zmian, w ostateczności skończyło się na tym, że wszystko pisałam na moim własnym laptopie(nota bene mogłam se porobić ściągi :), jednak za uczciwy ze mnie człek). Wbrew proroctwom większości nauczycieli nie było wniosku o przyznanie 500+, ale o wydanie zgody na wywóz śmieci. Egzamin uważam za łatwy - sądzę, że napisałam na wymagane 75%(aczkolwiek mogę się mylić). Muszę jednak przyznać, że wyrobienie się ze wszystkim w przepisowe 3 godziny wymagało ode mnie nie lata kondycji - zwłaszcza, że moje ruchy są znacznie spowolnione. Jak mi poszło - dowiem się w przyszłości.
Po egzaminie szybkie spakowanie klamotów i sprint do centrum miasta, z którego odjeżdża bus do Krakowa. Tego dnia czekał mnie jeszcze egzamin z historii kultury i szlaku cysterskiego w Polsce - tym razem obydwa w wersji ustnej. Historię kultury zdawaliśmy przez 3 dni, alfabetycznie. Z racji mojego nazwiska wypadło mi zmierz2yć się z tym wyzwaniem w czwartek. Do pokoju profesora wchodziliśmy po troje, po czym losowaliśmy karteczki z pytaniami. Moje dotyczyło roli średniowiecznych zakonów w szerzeniu kultury, oświaty i zdobyczy cywilizacyjnych. Temat łatwy, prosty i przyjemny. Stres jednak zrobił swoje - mięśnie mojej twarzy były napięte do granic możliwości, co spowodowało trudności podczas odpowiadania. Na szczęście dostałam 4, z czego bardzo się cieszę
Ostatnim punktem dnia było podjechanie do słynnego klasztoru cysterskiego w Mogile i zaliczenie materiału u jednego z tamtejszych ojców, który miał z moją grupą zajęcia. Godzina hardcorowa - 18. Ale jak trzeba to trzeba. Spokojnie podjechałam tramwajem na Mogiłę, podeszłam do klasztoru. Trochę mi zeszło zanim znalazłam furtę(chociaż minęłam ją dwa razu), ale w końcu znalazłam to czego szukałam. Zadzwoniłam dzwonkiem, otworzył mi świecki mężczyzna(a już myślałam, że będzie to kolejny cysters). W skrócie wyjaśniłam mu z czym przychodzę, zastanawiając się czy w ogóle rozumie co do niego mówię. Chyba zrozumiał, bo kazał mi poczekać. Po półgodzinnym oczekiwaniu furtian na nowo do mnie wyszedł i poprosił o indeks. Coś mi się nie zgadzało, bowiem na zajęciach ojciec mówił, że trzeba zaliczyć zajęcia, na których się nie było(w moim przypadku ich liczba wynosiła 2), no ale dałam mu niewielką książeczkę. Po chwili mężczyzna wrócił, oddał mi indeks. Otwieram go na odpowiedniej stronie, a tam... 4,5 - tadam, tadam! Tak od razu, bez zbędnego ale.
Wymienione wyżej sytuacje wymagały ode mnie walki najczęściej samej z sobą, ze swoimi niedoskonałościami i wadami. Ja jednak nie poddałam się i stanęłam do niej. Bo tak naprawdę, jeżeli staniemy oko oko z przeciwnościami losu możemy zyskać nawet więcej niżby nam się wydawało. Rezygnując zaś z walki, nie tylko nic nie zyskujemy, ale najczęściej tracimy jeszcze więcej - pamiętajmy o tym!
Już dzisiaj mogę powiedzieć, że w prawie 64% wygrałam tą bitwę, z czego bardzo się cieszę. Mimo ogromu nauki i materiału, a także sporych ograniczeń fizycznych, zaliczyłam wszystko w pierwszym terminie, a nawet w "zerówkach". Dostałam się tym samym na 3 rok studiów z turystyki religijnej i 2 rok studiów z turystyki i rekreacji oraz 3 semestr technika archiwistyki. Teraz czekają mnie ponad dwumiesięczne wakacje. Jutro czeka mnie natomiast jeszcze jedna walka - walka z ludzkimi stereotypami i nieufnością wobec potencjału osób takich jak ja. Nie znam finału tej sprawy, jakkolwiek by on nie brzmiał, będę na plus. Bo przecież zawsze warto jest walczyć - bez walki nigdy nie będziemy mieć nawet cienia szansy na wygranie danej sprawy.

8 komentarzy:

  1. Gratuluje i podziwiam, jesteś bardzo zdolna :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po prostu mi się chce - a to już połowa sukcesu

      Usuń
  2. Powodzenia w kolejnych bitwach! Piękne to, co piszesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo - a powodzenie z pewnością się przyda. Przecież jeszcze niejedna bitwa przede mną.

      Usuń
  3. Gratuluję :-) Dużo wzięłaś na siebie. Ja to bym nie dała radę studiować 2 kierunków jednocześnie a co dopiero 3. Podziwiam Cię za to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, wszyscy mi mówią, że jestem super bo robię 4 kierunki, ja jednak uważam się po prostu za osobę realizującą swoje marzenia i pasje. Nic więcej

      Usuń
  4. Ale z Ciebie silna kobieta! Szacunek. Mimo ograniczeń - dajesz radę i nie marudzisz. Prawda, że największe ograniczenia czają się w naszym mózgu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami marudzę, ale nigdy publicznie :). A ze stereotypami staram się walczyć na swój sposób. Nie zawsze mi się to udaje, to fakt, ale przecież: "dopóki walczysz jesteś zwycięzcą".

      Usuń