Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 28 czerwca 2016

Wilki przemienione w owieczki

W wieku 9 lat święty Jan Bosko miał pierwszy ze snów, który po latach otrzymał miano proroczej wizji. Znalazł się w nim na łące, którą doskonale znał, ponieważ znajdowała się blisko jego domu i on sam często się na niej bawił. Znajdowało się na niej wiele chłopców - jedni śmiali się, inni toczyli wspólne rozgrywki. Znaleźli się wśród nich i tacy, którzy przeklinali i wyzywali się wzajemnie. Usłyszawszy to Janek rzucił się między nich, aby ich uciszyć. Chociaż był od nich mniejszy i drobniejszy, nie wahał się użyć do tego siły. Nagle jego oczom ukazał się majestatyczny Mężczyzna, który ubrany był w biały płaszcz. Przedstawił się Jankowi jako Syn Tej, która nauczyła go pozdrawia trzy razy w ciągu dnia. Wezwał chłopca po imieniu oznajmiając mu, że jego życiowym zadaniem będzie pozyskać wszystkich niegrzecznych chłopców nie siłą i głośnym krzykiem, ale łagodnością, miłością oraz dobrocią, ponieważ tylko wtedy osiągnie wszystko. Oczywiście mały Janek bronił się mówiąc, że jest tylko niewykształconym, biednym chłopcem, który nie wie, jak miałby spełnić tą prośbę. Tajemnicza postać wskazała mu wtedy piękną Kobietę oznajmiając: Janku, to będzie twoja Mistrzyni". Wtem łąka, na której Janek zobaczył chłopców stała się pełna dzikich zwierząt, takich jak wilki, koźlęta i niedźwiedzie. Przerażony chłopiec spojrzał na nie. Pani powiedziała wtedy do niego: „Oto pole twojej  pracy. Tu będziesz pracował, a to, co teraz stanie się ze zwierzętami, ty będziesz musiał uczynić z moimi dziećmi”. I nagle wszystkie dzikie zwierzęta przemieniły się w łagodne jagnięta i owieczki, które biegały i podskakiwały, tuląc się co chwilę do Pana i Pani, którzy byli obecni w tej cudownej wizji.
Kiedy rano mały Janek opowiedział ten sen swojej rodzinie, jego starszy brat Antoni stwierdził, że ten zostanie przywódcą jakiejś dużej zgrai opryszków. Mama pocieszyła najmłodszego synka przepowiadając mu, że zostanie księdzem, albo kimś równie wielkim. Po latach święty Jan Bosko zrozumiał sens tego snu. Kiedy otworzył ośrodek dla chłopców, nazywany potocznie Oratorium, zdarzało się, że trafiali do niego łobuzy wprost z ulicy. Wiedział ksiądz Bosko, że stosując uliczne metody niewiele zmieni w zachowaniu podopiecznych. Dlatego zastosował zupełnie inny system wychowawczy - zamiast kar cielesnych, rozmowa, rozmowa i pokazywanie, że każdy jest tak samo ważny. I wiecie, że to się sprawdzało? Nawet prawdziwi chuligani przemieniali się w grzecznych, wychodzili na prostą, zdobywali zawód, zostawali w Oratorium, aby szerzyć dzieło księdza Bosko.
Te metody wychowawcze sprawdzają się także i dzisiaj, w XXI wieku, pomimo upływu czasu. Do naszego parafialnego Oratorium przychodzą różne dzieci, nie ważne czy na półkolonie, czy też na sobotnie gry i zabawy. Niektóre z nich są z rozbitych, czy też naprawdę biednych rodzin. Taka sytuacja rodzinna niekorzystnie wpływa na psychikę tych maluchów, niekiedy bywają one agresywne nie tylko względem innych dzieci i nas, animatorów, ale nawet samych siebie. Dlatego naszym zadaniem jest stworzyć im takie sytuacje, aby oni zdali sobie sprawę z tego, że są kimś ważnym, niepowtarzalnym, potrzebnym. To nie jest łatwe, wiele razy odnosimy klęskę na takim polu bitwy, ale możliwe.
A wiecie co jest w tym wszystkim dla mnie najpiękniejsze? Takie obrazki, jakie działy się dzisiaj podczas wieloboju: miałam konkurencję polegającą na napełnianiu słoików wodą za pomocą gąbek. Trochę to trwało. Ale nikt nikogo nie poganiał, żadne dziecko nie krzyczało, że za wolno piszę, wszyscy cierpliwie czekali, zarówno na swoją kolej, jak i na karteczkę z wynikiem. Mało tego, dzieciaki nawet wylewały do pierwszego wiaderka wodę z napełnionych słoików, tak same z siebie. I to nawet te, które sprawiają najwięcej kłopotów. Czyż to nie piękne? A może po prostu dewiza św. Jana Bosko ma swoje zastosowanie również po latach - "Biciem nie pozyskasz ich przyjaźni, tylko łagodnością i miłością". Coś musi być w tych słowach, skoro stały się ponadczasowe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz