Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 9 lipca 2016

4 milionowa rzesza młodzieży świata w Manili

Manila, stolica największego katolickiego kraju w Azji - Filipin, wywodzi się od słowa lilia. Według lokalnej legendy, przed wiekami rzeka przepływająca przez nią miała być pokryta liliami. Zachwycony lud odkrywszy te tereny miał powiedzieć jedno słowo - "nyland", co w języku lokalnym znaczy tyle co "lilia". To właśnie tą "Lilię" papież wyznaczył jako miejsce X Światowego Dnia Młodzieży w 1995 roku.
Dotychczas Światowy Dzień Młodzieży odbywał się w sierpniu. Zważając jednak na fakt, że na Filipinach cieplej jest podczas naszych miesięcy zimowych, postanowiono przenieść całe wydarzenie na styczeń. W ten sposób spotkanie papieża z młodzieżą całego świata odbywało się w stolicy Filipin w dniach od 10 do 15 stycznia, zaś jako hasło przyjęto fragment Ewangelii wg św. Jana - "Jak Ojciec mnie posłał, tak i ja was posyłam"
Światowy Dzień Młodzieży na Filipinach miał stać się zapalnikiem nowej Ewangelizacji Azji. Dosłownie chwilę przed Wielkim Jubileuszem Roku 2000 papież chciał przekazać, że skoro w pierwszym tysiącleciu nastąpiła ewangelizacja Europy, w drugim Afrykę i obie Ameryki, to teraz przyszła pora na Azję ze swoją znacznie starszą i znacznie bardziej odmienną niż europejska kulturą.
Uczestnicy spotkania jeszcze spali, kiedy Jan Paweł II wsiadł do samolotu, aby przylecieć na spotkanie z nimi. Samolot przeleciał tysiące kilometrów nad kontynentem Azjatyckim, aż wreszcie w okolicach godziny 15 czasu lokalnego zgromadzeni na lotnisku widzowie zobaczyli maszynę Alitalii, do której przytwierdzone były dwie flagi - watykańska i filipińska. Kwadrans później papież ukazał się w drzwiach samolotu, aby po raz pierwszy pozdrowić młodzież. Jego słowa wywołały wielki entuzjazm wśród zebranych. Nazwał Filipińczyków "starymi przyjaciółmi", widać było że czekał na to spotkanie.
Na trasie przejazdu papieża z lotniska do nuncjatury zebrał się niezliczony tłum. A to była dopiero zapowiedź późniejszych wydarzeń. Chociaż droga ta zajmuje zazwyczaj kilkanaście minut, teraz wydłużyła się kilkakrotnie. Zgromadzona młodzież zawzięcie wymachiwała sztandarami z logo spotkania, okazując w ten sposób swoją radość.
Papamobile jechał wolno ulicą, a policja z trudem powstrzymywała napierające rzesze młodych ludzi. Szczęśliwcom udawało się przedrzeć przez kordon i dobiec do pojazdu, aby rzucić na niego kwiaty, lub powiedzieć coś Ojcu Świętemu. On sam zaś pozdrawiał ich i błogosławił.
13 stycznia w piątek, tuż po godzinie dziewiątej rano papieski orszak pojechał do Pałacu Malacanang, gdzie papież miał zostać przyjęty przez prezydenta kraju. Jan Paweł II zrezygnował z wjazdu na miejsce spotkania windą i wszedł po schodach na drugie piętro, gdzie czekał na niego prezydent, po czym wpisał się do księgi pamiątkowej wystawionej w sali przyjęć. Po wizycie w Pałacu papież przejechał do Uniwersytetu św. Tomasza, gdzie najpierw odprawił Mszę świętą dla uczestników Międzynarodowego Forum Młodych, a następnie spotkał się z całą wspólnotą uniwersytecką.
Uwagę wszystkich zwróciła niewielka laseczka, której używał papież podczas wszystkich dni spędzonych w Manili. Rok wcześniej poślizgnął się w łazience, w skutek czego doznał uszkodzenia stawu biodrowego i przeszedł operację w Poliklinice Gemelli. Od tego czasu chodziło mu się coraz ciężej. Dlatego w pałacu prezydenckim czekała na niego winda. On jednak z niej nie skorzystał. Tak samo jak odmówił skorzystania z fotela podczas spotkania z uczestnikami Forum Młodych i z każdym z nich rozmawiał na stojąco. A potem, nie zważając na to, że właśnie przyszła pora obiadu, poszedł na spotkanie ze studentami i wykładowcami. Biodro bardzo mu dokuczało, kiedy był sam, przez jego twarz przechodził grymas bólu. Jednak gdy wychodził do ludzi, natychmiast o tym zapominał. Wieczorem odbyło się tradycyjne nabożeństwo Drogi Krzyżowej. Poszczególne jego rozważania dotyczyły woli Bożej, i tego, że należy ją przyjmować z pokorą i wiarą.
Dzień później kilkaset tysięcy osób przyszło do Parku Rizana, w którym odbyło się wieczorne czuwanie z Janem Pawłem II. Ponieważ na Filipinach, z powodu położenia tuż przy równiku, nie znany jest mrok i świt, dzień niemal natychmiast przechodzi w noc. Uczestnicy spotkania przynieśli więc z sobą świece, aby chociaż trochę rozjaśnić ciemności. Sprawiło to atmosferę wręcz magiczną. Kiedy papież pojawił się na podium, młodzież zaczęła skandować zdrobnienie, którym zwracano się do niego w rodzinie:
- Lolek! Lolek!
- Lolek to nie brzmi zbyt poważnie - papież zaczął się z nimi przekomarzać. - Jan Paweł II to znów zbyt poważnie. Spróbujmy więc poszukać jakiegoś określenia pośrodku. Lolek to dziecko, Jan Paweł II to stary człowiek. Pomiędzy nimi był Karol!
 - Karol! Karol! - zaczęto skandować na nowo.
Procesyjnie wniesiono Krzyż Światowych Dni Młodzieży. Jan Paweł II odmówił modlitwę, po której młodzież całego świata zaczęła zadawać mu pytania: Czego oczekiwałeś od nas, zwołując Światowy Dzień Młodzieży?Dlaczego każesz nam przemierzać świat? Czy spełniliśmy twoje oczekiwania? Co jeszcze mamy uczynić?
- Wasze pytania odtwarzają jak gdyby scenę z Ewangelii, w której młodzieniec pyta Jezusa: Nauczycielu dobry, co mam czynić? Jezus zwrócił przede wszystkim uwagę na postawę pytającego - na szczerość jego poszukiwania. Zrozumiał, że młodzieniec rzeczywiście szczerze szuka prawdy o życiu i o własnej drodze życiowej
- usłyszeli w odpowiedzi. Wszyscy widzieli, jak Jan Paweł II młodnieje przy nich. Filipińczycy tańczyli i śpiewali, a Ojciec Święty kołysał się w rytm tych dźwięków, a nawet kręcił swoją laseczką niczym Charie Chaplin w swoich komediach. Na koniec spotkania padło miejsce następnego ogólnoświatowego spotkania młodych:
 - Czy wiecie, gdzie będziemy mieć następny Światowy Dzień Młodzieży? Zapytacie się kardynała Paryża. On wam zdradzi tajemnicę. Ale pamiętajcie, to jest ściśle tajne!
- Jesteście za dwa lata zaproszeni do Paryża - ogłosił uroczystym tonem kardynał Jean-Marie Lustiger.
Przez całą noc do Parku Rizala napływały tłumy ludzi, którzy chcieli uczestniczyć w Mszy świętej na zakończenie X Światowego Dnia Młodzieży. 4 milionowy tłum zajął nie tylko sam Park, ale i przylegające do niego ulice - głowa przy głowie, ramie przy ramieniu, na przestrzeni wielu kilometrów kwadratowych nie było ani kawałka wolnego miejsca. Organizatorzy zastanawiali się jak w takich okolicznościach przybędzie papież. Dotychczas poruszał się po mieście swoim papamobile i sprawiało mu to wiele radości. Teraz przyleciał na miejsce spotkania helikoptera, z którego zeszedł sam po schodach. Dopingowały go okrzyki, których pielgrzymi z Polski nauczyli obcokrajowców, a także hymn spotkania:
Spotkanie dochodziło do końca. Dni spędzone na Filipinach były dla Ojca Świętego nadzwyczajnym przeżyciem. Zobaczył radosny, wierny i zdolny do poświęceń naród. Już samo czwartkowe powitanie na lotnisku zwiastował magiczną atmosferę. Również później papież przekonywał się, że jego poświęcenie i radość znajdowały zwielokrotnioną odpowiedź wśród Filipińczyków. Szczególnie dało się to odczuć podczas sobotniego wieczornego czuwania o czym przypomniał podczas niedzielnej Mszy świętej. Każda osobista wypowiedź Jana Pawła II wywoływała entuzjazm zgromadzonych ludzi. Nie tylko dlatego, że były one dowcipne, ale też dlatego, że zawierały własne świadectwo Ojca Świętego.

3 komentarze:

  1. Świetny cykl stworzyłaś. Poczytam go sobie w wolnej chwili.

    OdpowiedzUsuń
  2. Warto powspominać...Mam nadzieję,że za parę lat tak samo ciepło pomyślimy o spotkaniu w Krakowie.

    OdpowiedzUsuń