Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 12 lipca 2016

Ostatnie takie spotkanie...

Był 11 września 2001 roku. W Stanach Zjednoczonych dochodziła godzina 9:00 kiedy huk lecącego samolotu zwrócił uwagę mieszkańców Nowego Jorku. Zadarli głowy, aby zobaczyć maszynę. Leciała nisko, zdecydowanie za nisko. I niemal na ich oczach wbił się w jedną z bliźniaczych wież World Trade Center. Pasażerowie lecący American Arlines oraz znajdujący się pomiędzy 93 a 99 piętrem wieżowca nie mieli szans na przeżycie. Ci, którzy znajdowali się powyżej 99 piętra zostali uwięzieni przez szalejący ogień. Wiele stacji telewizyjnych, w tym międzynarodowe, niemal natychmiast pojawiło się na miejscu, aby relacjonować całe zdarzenie. I wtedy stało się coś jeszcze straszniejszego - piętnaście minut później na oczach milionów widzów na całym świecie inny samolot wbija się drugą wieżę Światowego Centrum Handlowego. Kwadrans wcześniej mówiono o nieszczęśliwym wypadku. Teraz na ustach ludzi pojawił się inny termin - "zamach terrorystyczny". A przecież to jeszcze nie był koniec tragedii - po jakimś czasie pojawiły się doniesienia o uderzeniu trzeciego porwanego samolotu w zachodnie skrzydło Pentagonu. Ostatni porwany samolot rozbił się na polu w Pensylwanii. Wszyscy lecący samolotami oraz znajdujący się w obszarze uderzeń zginęli na miejscu. Rozpoczęła się nierówna walka z czasem. Wkrótce zawalają się obie wieże World Trade Center oraz płonące skrzydło Pentagonu. Straty w ludziach podawane są w tysiącach. Nie tak miało wyglądać wejście świata w III tysiąclecie, zdecydowanie nie tak!
25 lutego 2002 roku, niecałe pół roku po tragedii na podwyższeniu wybudowanym w miejscu "Strefy Zero" na kilka dni staną Krzyż Światowych Dni Młodzieży. W ten sposób Kanadyjczycy chcieli oddać hołd tym wszystkim, którzy zginęli na Golgocie XXI wieku. W delegacji znalazło się również kilka osób, których bliscy znaleźli się na liście ofiar. Za pół roku papież Jan Paweł II miał przylecieć do czteromilionowej metropolii, której mieszkańcy mówią w prawie 100 różnych językach - położonego w Kanadzie Toronto.
Już drugi raz papież zaprosił młodzież do Ameryki Północnej. Dziewięć lat wcześniej spotkał się z nimi w Denver. Teraz to zaproszenie miało podobny charakter. Miejsce spotkania nie było związane z historycznym sanktuarium, nie mieszkało też w nim szczególnie dużo katolików. Toronto jest bowiem typowym współczesnym wielkim miastem, które poprzez swój gwałtowny wzrost materialny, stwarza szansę dla setek imigrantów i często szuka czegoś więcej, czasami po omacku.
W niedzielę 9 czerwca Krzyż Światowych Dni Młodzieży po swojej pielgrzymce dotarł wreszcie do Toronto. W seminarium św. Augustyna odległym o 15 kilometrów od centrum miasta młodzi ludzie wzięli na swoje ramiona czterometrowy krzyż i ponieśli go ulicami do katedry św. Michała. Za Krzyżem szły setki wiernych wraz z arcybiskupem Toronto, kardynałem Alojzym Ambrozicem. Kiedy Krzyż dotarł na miejsce, ustawiła się przed nim ogromna kolejka licząca blisko tysiąc ludzi. Nie tylko dzieci i młodzież, ale również osoby starsze cierpliwie czekały na możliwość ucałowania Drzewa. Do spotkania Jana Pawła II z młodzieżą zostało niewiele ponad miesiąc.
Podczas tygodnia poprzedzającego przybycie papieża do Kanady, wszyscy pielgrzymi zobaczyli piękno tego tajemniczego kraju, bowiem nigdy w historii Światowych Dni Młodzieży nie było takiego obsadzenia w naturze jak teraz. Kanada słynie ze wspaniałej przyrody, którą uczestnicy spotkania mogli podziwiać przed wyjazdem do Toronto. W lasach roi się od łosi, niedźwiedzi i żubrów. W położonym na północy Parku Algonquin ustawiona jest ogromna tablica, na której turyści mogą wpisać zwierzęta, jakie udało im się zobaczyć. Jeszcze dalej na północ istnieje możliwość popływania kajakiem wśród wielorybów. Jedną z pasji Kanadyjczyków jest wędkarstwo - w tutejszych licznych zbiornikach wodnych. Wszystko to zostało później nazwane mianem "Bożej reżyserii".
23 lipca samolot z papieżem na pokładzie wylądował na lotnisku Pearsona w Toronto. Nie było widać windy, przygotowanej do schorowanego papieża, który z trudem wykonywał kilka kroków. Jednak, ku zdumieniu wszystkich, Jan Paweł II mimo trudów lotu, pojawił się na szczycie schodów i z widocznym trudem, ale zdecydowanie, zaczął po nich schodzić. Towarzyszący mu ksiądz chciał w pewnym momencie chwycić Ojca Świętego pod ramię, ale ten zdecydowanie zaprotestował. Jan Paweł II, zanim jeszcze stanął na ziemi, wygłosił kazanie właściwie bez słów, a mimo tego głęboko wbijające się w pamięć. Kilkanaście minut później znalazł się na pokładzie helikoptera, który odwiózł go na Wyspę Truskawkową, na której miał nabrać sił przed spotkaniem z Młodzieżą. Papież nie chciał jednak tak długo czekać, toteż przeleciał nad Exhibition Center, gdzie zbierały się już rzesze młodzieży, która późnym popołudniem miała uczestniczyć we Mszy świętej otwierającej XVII Światowy Dzień Młodzieży. Porywisty wiatr, słońce na błękitnym niebie, setki flag kilkudziesięciu państw i radosny śpiew hymnu spotkania:
W rytm muzyki młodzi wymachiwali flagami z emblematem XVII Światowych Dni Młodzieży:
W takiej uroczystej scenerii odbyła się inauguracja Światowych Dni Młodzieży, których hasło przewodnie brzmiało: "Wy jesteście solą dla ziemi... Wy jesteście światłem świata"(Ewangelia według św. Mateusza). W czasie uroczystości przyniesiono do ołtarza płomień pokoju, który Ojciec Święty zapalił w Kanadzie w czasie swojej poprzedniej pielgrzymki do Kanady, która miała miejsce w 1984 roku. Wtedy został przywieziony z miasta śmierci - Hiroszimy. Teraz znalazł się na miejscu rozpoczęcia Światowych Dni Młodzieży symbolizując Chrystusa - światło naszego życia.
Nazajutrz podczas podróży statkiem po jeziorze Simcoe, nieopodal Wyspy Truskawkowej, zdecydował się na podpłynięcie do grupy niepełnosprawnych przebywającej w pobliżu na pontonach. Nie myślał o swoim prawie do wypoczynku lecz o tych, którym mógł sprawić radość.
Dwa dni później papież ponownie pojawił się na Exhibition Center. Magiczności chwili nadawał fakt, że był on położony nad przepięknym jeziorem Ontario, które przypominało Ojcu Świętemu Jezioro Tyberiadzkie. On sam był uśmiechnięty i pogodny, rozpromienionym wzrokiem patrzył na kipiącą radością młodzież. Kilkakrotnie podnosił się z fotela i pozdrawiał cisnących się do niego ludzi. A było ich wielu, wstępne dane mówiły o 400 tysiącach, czyli dwa razy tyle, ile oficjalnie zarejestrowało się na całe uroczystości. Sporo było też polskich flag, a papież słyszał nawoływania swoich rodaków. Odpowiedział im, a jakżeby inaczej, po polsku: "Słyszę Wasze radosne głosy, Wasze okrzyki, Wasze śpiewy i dostrzegam w tym głębokie pragnienie Waszych serc: chciejcie być szczęśliwi!". O entuzjazmie jaki wywołał tymi słowami nie trzeba chyba pisać. Wszystkich zaś młodych papież nazwał "ludźmi błogosławieństw".
W piątek, 26 lipca, odbyła się tradycyjna Droga Krzyżowa. Wcześniej jednak każdy chętny mógł przystąpić do sakramentu pojednania. W jednym z najbardziej malowniczych miejsc w Toronto - Coronation Park, urządzono strefę o symbolicznej nazwie "Wypłyń na głębie". Nad samym brzegiem jeziora Ontanio wśród drzew ustawiono kilkaset fioletowych parawanów z parą krzeseł w każdym z nich. W tych prowizorycznych konfesjonałach spowiadało codziennie ok. 200 księży. Wieczorem konfesjonały opustoszały, cała młodzież przeniosła się do centrum miasta, gdzie ulicami Tokio miała przejść tradycyjna Droga Krzyżowa. Przygotowania do niej zaczął już w lutym 2002 roku ksiądz Robert Gendreau, który przed święceniami kapłańskimi był aktorem. Był to spektakl z tekstami autorstwa samego Jana Pawła II wykorzystanymi podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Koloseum w 2000 roku. Aktora grającego rolę Jezusa znalazł przechadzając się po parku miejskim, rolę Matki Boskiej otrzymała Urszula Fiederczuk, imigrantka z Polski, Szymon Cyrenejczyk to zaś chłopak poruszający się na wózku. O  godzinie 19:30 spod ratusza wyruszyła Droga Krzyżowa. Takiego wydarzenia nie było jeszcze w przeszło siedemnastoletniej historii tego święta. Na długości ponad 4 kilometrów zamontowano 12 scen przypominających estrady. Stały one wzdłuż University Street, wiodącej do Parlamentu Ontario. Pół milionowa rzesza ludzi przeszła za krzyżem Chrystusa pośród strzelających w górę wieżowców. Agonia Syna Bożego zrobiła na wszystkich ogromne wrażenie. Grający go Robert Regere został przywiązany do krzyża, a następnie wzniesiony w górę. Oczom wszystkich ukazał się człowiek w koronie cierniowej, który nienaturalnie szybko oddychał, skłaniał głowę to w jedną, to w drugą stronę. W końcu umarł.
Przyszła sobota, a wraz z nią czuwanie młodych... Podczas tego spotkania Jan Paweł II wracał do genezy i kolejnych stacji Światowych Dni Młodzieży. Zgromadzeni mogli wtedy usłyszeć: „Gdy w 1985 r. chciałem zacząć Światowe Dni Młodzieży, wyobraziłem sobie te spotkania jako niezwykły moment, w którym młodzi ludzie z całego świata mogli spotkać Chrystusa, który jest wiecznie młody, i mogli dowiedzieć się od Niego, jak przekazywać Ewangelię innym młodym ludziom. Tego wieczora razem z Wami wychwalam Boga i składam Mu dzięki za dar, jakim obdarzył On Kościół poprzez Światowe Dni Młodzieży. Uczestniczyły w nich miliony młodych ludzi, którzy dzięki temu stali się lepszymi i bardziej zaangażowanymi chrześcijańskimi świadkami. Jestem szczególnie wdzięczny Wam, którzy odpowiedzieliście na moje zaproszenie, aby przybyć tutaj, i aby powiedzieć światu o szczęściu, jakie znaleźliście spotykając Jezusa Chrystusa”. To wyobrażenie stało się rzeczywistością. Światowe Dni Młodzieży odmierzały drogę do Wielkiego Jubileuszu, gromadząc coraz większe rzesze. Rzymski Jubileusz Młodych, tak samo jak cały Rok Jubileuszowy, okazały się wielkimi przeżyciami, a Jan Paweł II mógł na własne oczy zobaczyć owoce, które zasiał. "Nowe tysiąclecie rozpoczęło się dwoma kontrastującymi ze sobą scenariuszami: jednym, będącym widokiem rzesz pielgrzymów przybywających do Rzymu podczas Wielkiego Jubileuszu, aby móc przejść przez święte Drzwi, którymi jest Chrystus, nasz Zbawiciel i Odkupiciel. I drugim - straszliwym atakiem terrorystycznym na Nowy Jork, obrazem, będącym dla świata pewnego rodzaju symbolem, w którym zdają się brać górę wrogość i nienawiść." - przypomniał po chwili, wskazując na fundamenty epoki, w jaką wkraczaliśmy. Wiedział, że zbliża się kres jego ziemskiego pielgrzymowania. Był przygotowany na spotkanie z najwyższym. A jednak cieszył się z tego, że mimo całej swojej słabości, mógł jeszcze przyjechać do Toronto i przekazać pałeczkę tym młodym ludziom z całego świata. Było już zupełnie ciemno, gdy przedstawiciele młodzieży przynieśli Ojcu Świętemu 12 płonących pochodni i 12 koszyczków soli. Potem ogień przekazano ludziom otaczającym podium. Na całym olbrzymim obszarze rozbłysły świece - znak zaczynającego się oczekiwania na Mszę świętą kończącą obchody XVII Światowych Dni Młodzieży.
Niespodziewany był finał nocy dzielącej sobotnie czuwanie od niedzielnej Mszy Świętej. Nad ranem na ludzi znajdujących się na Downsviev spadły kaskady wody. A było ich wielu - aż 800 tysięcy. Do deszczu doszedł porywisty wiatr, który o mało nie zdmuchnął rzeczy znajdujących się na ołtarzu. Wicher dokonał jednak niebywałej rzeczy - chmury, które ogarniały całe niebo zaczęły ustępować. Kiedy rozpoczynała się Msza Święta, z chmur jeszcze siąpił deszcz, lecz kiedy Jan Paweł II zaczął wygłaszać homilię, wyszło słońce. "Deszcz - wiatr - słońce" - powiedział Jan Paweł II po hiszpańsku, czym wzbudził radość zgromadzonej młodzieży. A więc nie tylko nie uląkł się burzy, a nawet stwierdził, że wszyscy przyjęli "naturalny chrzest". W swojej homilii nawiązał do tego, że każdy człowiek powinien być jak "sól ziemi". Zachęcał też do założenia krzyży będących w pakiecie pielgrzyma i oznajmił, że "wpatrując się w krzyż będziecie światłem świata. Ucząc się od niego życia chrześcijańskiego, staniecie się solą ziemi".
Dokładnie w południe 29 lipca, samolot środkowoamerykańskich linii lotniczych TACA wystartował z lotniska Pearson w Toronto. Wizyta Ojca Świętego w Kanadzie dobiegła końca. Ceremonia pożegnalna została ograniczona do minimum. Nie było przemówień. Nie było też władz lokalnych, ani federalnych. Mimo tego pożegnanie przyciągnęło ogromną uwagę wszystkich. Wszyscy byli ciekawi czy Jan Paweł II zakończy swój pobyt tak samo jak go zaczął? A on ich nie zawiódł - z trudem, bo z trudem, ale pokonał 19 stopni dzielących ziemię od wejścia do samolotu, odwrócił się i pomachał zebranym na pożegnanie. Wcześniej jednak umówił się ze wszystkimi na spotkanie w 2005 roku w niemieckiej Kolonii.
***
- Lolek, pospiesz się! Papież nie będzie czekał! - dwie nastolatki stały nad swoją młodszą kuzynką, która nieporadnie próbowała zawiązać sznurówki w swoich pierwszych w życiu adidasach.
- Zamiast nad nią krzyczeć, może któraś z was zawiązałaby jej te buty - zaproponowała ich mama. Spór ucichł. Po chwili cała trójka zmierzała na wadowicki rynek, gdzie za pomocą telebimu miano połączyć się z przebywającym po drugiej stronie kuli ziemskiej papieżem. Od kilku dni w jego rodzinnym mieście trwało Międzynarodowe Forum Młodych, a kontakt z rodakiem był szczytowym momentem, na który zaproszono nie tylko uczestników spotkania, ale też samych Wadowiczan. Pomimo późnej pory(dochodziła północ) na rynku wstawił się tłum ludzi. W pewnej chwili na ekranie telebimu pojawił się niewyraźny obraz, który z czasem przemienił się w sylwetkę papieża - Polaka. Co więcej, ta sylwetka przemówiła, wzbudzając w nich falę radości. Niespełna dwunastolatka patrzyła na wszystko jak zaczarowana. Szczególne wrażenie zrobiła na niej rzesza ludzi w tle za papieżem. Pomimo swojego wieku wiedziała jedno - kiedyś na pewno pojedzie na takie coś. Na razie pozostaje jej jednak oglądanie wszystkiego na wizji. Zaraz, jak to było? Następne spotkanie za trzy lata w Kolonii? Nie szkodzi - poczekam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz