Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 31 sierpnia 2016

Gdy wakacje się kończą

Mój wakacyjny obrazek -
szumiące morze i piasek.
Głośno skrzeczące mewy,
cichy głos małej Ewy.
Bardzo wysokie góry,
dosięgłam w nich niejednej chmury.
Pachnące, zielone lasy,
spacerujące juhasy.
Cykające pasikoniki w łące,
pod miedzą hasające zające.
Warkot traktora w oddali,
żniwa i praca w lesie drwali.
Moje miasto i rzeka,
w oddali pies na mnie szczeka.
Tam gdzieś wolno toczą się koła -
wkrótce zacznie się szkoła
Kolejny raz zamieściłam próbkę mojej marnej twórczości z czasów szkolnych. Tym razem powyższy wiersz datuję na klasę V szkoły podstawowej. Kiedy to było? Prawdziwe wieki temu. Wiem, że takiemu Tuwimowi, czy choćby Brzechwie nie dosięgam do pięt, wydaje mi się jednak, że doskonale pasuje do aktualnej sytuacji, czyli zakończenie wakacji.
Kiedy byłam dzieckiem ostatni dzień wakacji był dla mnie bardzo ważny. Wszak nazajutrz miał rozpocząć się nowy rok szkolny. Co prawda nie miałam każdego roku nowego plecaka czy też piórnika, bardzo często miałam również używane książki, zawsze jednak brałam je z ciekawością do rąk, żeby zobaczyć, czego też będę się uczyć przez następnych 9 miesięcy. To nic, że zazwyczaj nic nie rozumiałam, na to przecież zawsze miałam czas.
W ostatni dzień wakacji obkładało się książki i zeszyty, podpisywało je(ach, co to były za emocje, kiedy wybierało się zeszyt do matematyki, historii, czy chemii), wkładało przybory do piórnika. W podstawówce i gimnazjum przygotowywało się jeszcze przybory na plastykę, flet i cymbałki(ciekawe, czy jeszcze uczą  grać na tych instrumentach?). Często też sprzątało się wtedy stół, przy którym odrabiałam prace domowe(tak, tak, zawsze miałam taki mały stolik z półką pod spodem na książki i zeszyty zamiast tradycyjnego biurka i tak mi zostało). Nie wiadomo czemu przez te dwa miesiące gromadziło się na nim tyle niepotrzebnych rzeczy.
W szafie też robiono porządki. Wszelkie bluzki odsłaniające tors szły na bok, a na pierwszy plan wysuwały się moje ukochane koszule, sukienki i tradycyjnie dżinsy. Nie miałam tego dużo, nawet nie były to markowe ciuchy. Jednak zawsze schludne i zadbane. Oczywiście sprawdzało się, czy nie ma dziur, przetarć i tym podobnych niespodzianek.
Kończyła się laba i dłuższe spanie, przed nami było 10 miesięcy wczesnego wstawania, intensywnej nauki, którą łączyłam ze sportem oraz życiem religijnym. 
Ale ja lubiłam ten czas. A szczególnie wrzesień. Bo wrzesień to miesiąc, w którym poznawało się nowych uczniów, którzy przychodzili do naszej klasy oraz nowych nauczycieli(a tych co roku nie brakowało). To czas nadrobienia zaległości w kontaktach z rówieśnikami. To miesiąc, w którym wznawiało działalność parafialne oratorium oraz klub sportowy. To w końcu miesiąc, w którym mam urodziny. I chociaż nigdy nie miałam jakiegoś ogromnego przyjęcia, a i życzenia otrzymywałam zazwyczaj tylko od najbliższej rodziny, to i tak go lubię.
Widziałam dzisiaj wiele dzieciaków z nietęgimi minami. Bo przecież jutro do szkoły. A ja z miłą chęcią zamieniłabym się z nimi. Chociaż mam jeszcze miesiąc wolnego, wszak rok akademicki rozpoczynam w październiku. Mam nadzieję, że parafialne Oratorium rozpocznie jak najszybciej swoją działalność. Tak sobie myślę, że można by zrobić z dzieciakami akademię odnośnie Roku Miłosierdzia. Scenariusz już mam od dawna. Dziesięciolecie parafialnej scholii też można jakoś uczcić... Ech Lolku, Światowe Dni Młodzieży skończyły się miesiąc temu, czas zejść na ziemię. Przyzwyczaj się do wszechobecnej postawy ludzi z parafii nazwanej - "nie-da-się".
A tak na marginesie to odpowiedziałam na komentarze pod poprzednimi postami. To tak jakby ktoś był ciekawy...

6 komentarzy:

  1. Ja jednak wolę ten czas teraz, kiedy szkołę (i studia) mam już za sobą. Pierwsze dni września bywały fajne, tak jak nowe plecaki, piórniki itp, ale potem to już jednak stres i kierat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh, ja tam stresik miałam tylko na konkursach międzyszkolnych. Reszta dni to pikuś.

      Usuń
  2. I ja też bym poszła do szkoły. Dzieciak mają teraz o wiele łatwiej niż kiedyś w dodatku tyle jest fajnych rzeczy do szkoły :D Szkoda, że ten czas tak szybko mija.
    P.s wierszyk bardzo ładny :) Lubię takie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie za szybko :). Też bym chętnie wróciła do tamtych czasów, ale we współczesności. Dzięki za opinię o wierszu :)

      Usuń