Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 26 września 2016

A miało być tylko kilka godzin

Kolejny dzień przeszedł do historii. Jeszcze tylko przeczytać trochę "Inferna" Browna i będzie można położyć się spać. Na pozór zwyczajny dzień przepełniony obowiązkami domowymi. Ostatnie pranie i prasowanie przed powrotem na uczelnie, zabawa z kotem, notatka do kroniki parafialnej, samodzielna nauka języka angielskiego(pamiętacie, że w planach mam lot za 2,5 roku na ŚDM w Panamie?), gotowanie obiadu. Ale to właśnie obiad zdradzał, że ten dzień jest po troszku świąteczny. Bowiem frytki zdarzają się u mnie od wielkiego dzwonu. I krojąc poszczególne ziemniaki w talarki, a następnie w paseczki(oczywiście tylko sobie znanym sposobem) śmiałam się sama do siebie myśląc, kto te 26 lat temu mógł przypuszczać, że dojdę do takiego etapu w swoim życiu. Bo oto właśnie dzisiaj wchodzę na kolejny szczebel w latach mojego życia. Kiedy w środowy wieczór 1990 roku pojawiłam się na tym świecie, nikt nie wróżył mi świetlanej i długiej przyszłości. Urodziłam się jako wcześniak, blisko 11 tygodni przed terminem, z zapadłymi płucami i głębokim niedotlenieniem. Dostałam 1 punkt Apgar i miejsce w inkubatorze na intensywnej terapii. W pierwszej dobie mojego życia nastąpiło wodogłowie, jednak nikt nie miał odwagi zoperować tego. Wróżono mi kilka godzin życia, w pośpiechu ochrzczono z wody, bo przecież i tak prędzej umrę, niż w szpitalu pojawi się kapłan. Ale ja przeżyłam pierwszą dobę, a potem następną, i następną. Powoli zaczęłam przybierać na wadze. Po trzech miesiącach zostałam odłączona od respiratora, po pięciu wyszłam z inkubatora. Lekarze nie do końca umieli określić moją przyszłość i dawali różne scenariusze: będzie roślinką, nie będzie mówić i chodzić, będzie upośledzona umysłowo... Oczywiście nie informując o moim podstawowym schorzeniu, czyli o dziecięcym porażeniu mózgowym. Tymczasem ja na przekór wszystkim zaczęłam zdobywać umiejętności potrzebne do samodzielnej egzystencji. Wolniej, bo wolniej, ale zaczęłam raczkować, stawiać pierwsze kroki, w końcu mówić. A potem, w wieku niespełna pięciu lat, podczas zajęć przedszkolnych stało się coś zupełnie nieoczekiwanego - wzięłam leżącą na stoliku książkę i ku zdumieniu wychowawczyń, zaczęłam ją czytać. Wszelkie proroctwa co do mojego upośledzenia umysłowego legły w gruzach. A ja, mimo ograniczeń wynikających z trudności w pisaniu, szłam w edukacji jak burza. Mam nadzieję, że za rok pochwalę się tytułem magistra turystyki i rekreacji uzyskanym równolegle z tytułem licencjata turystyki pielgrzymkowej.
Codziennie cieszę się z kolejnego dnia, jaki mam przed sobą. Wiem Komu za to dziękować, pomimo ograniczeń związanych z moim życiem. Wszak zawsze mogło być gorzej. Albo w ogóle nie być... Może jest mi łatwiej, jako osobie wychowanej w wierze. I absolutnie nie zgadzam się z faktem, że zostałam pokarana, czy też w jakiś sposób wybrana. Widocznie tak miało być. Nie zastanawiam się też, dlaczego to ja jestem niepełnosprawna, bo czasami warto sobie zadać odwrotne pytanie: a dlaczego to właśnie nie ja miałabym być osobą niepełnosprawną? Czyż to nie przez nasz życiowy trud Chrystus przyniesie światu zbawienie? Stało się i nic na to nie poradzę. Muszę żyć z moją chorobą. Cieszę się jednak, że umiem czerpać radość z życia, a wyrazem tego niech będzie poniższa pieśń:
Przepiękna, prawda?

22 komentarze:

  1. Karolinko, Twój post powinien przeczytać każdy, jeśli pozwolisz, dam linka w moim najbliższym poście, bo do mnie zagląda wiele osób. Chcę to zrobić nie dla Ciebie, ale dla tych osób, co czasami narzekają, co nie szanują w pełni darów otrzymanych od losu.
    Tylko Bóg zna naszą przyszłość, a ludzie często się mylą. Twoje życie jest dowodem na to, że nikogo nigdy nie wolno przekreślić. A ileż to zdrowych, pełnosprawnych osób urodzonych w 1990 roku już nie żyje...a Ty pięknie spełniasz swoje powołanie. Życzę Ci byś zawsze była taka radosna i pełna życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basieńko, jeżeli uważasz, że ten post naprawdę może komuś pomóc, to czemu nie? Dziękuję Ci bardzo za ciepłe, pokrzepiające słowa :). Ludzie często chcą być bogami, jednak daleko im do Niego. I dobrze, ponieważ życie jest pełne niespodzianek i zwrotów akcji. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
    2. Dziękuję Ci Karolinko za zgodę, Twoje piękne świadectwo może się wielu osobom przydać. Zamieszczam linka w dzisiejszym poście i jeszcze raz pozdrawiam.

      Usuń
  2. Życzę wytrwałości i dużo zdrowia! Pozdrawiam najserdeczniej! :-)))

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  3. No widzisz twarda z Ciebie sztuka. Tak jak czytałam ten tekst, to sobie pomyślałam, że o wielu rzeczach człowiek zdrowy nie zdaje sobie sprawy. Umiemy chodzić, poruszać się, pisać, czytać. A co mają powiedzieć ludzie, którzy tego nie potrafią.
    Czasami jak mam migrenowy ból głowy, gdzie każdy ruch jest dla mnie wielkim wyzwaniem to zaczynam zdawać sobie sprawę, jak wiele cennych rzeczy nie zauważam na co dzień. A ja mam tylko migrenę!

    So seize a day! --> tak do poćwiczenia języka angielskiego!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Chwytaj dzień" - uwierz mi, to jedna z dewiz towarzyszących mi w życiu

      Usuń
  4. Kochana wszystkiego pięknego życzymy Ci razem z Biniem, "idź zawsze do przodu" - jak spiewa jeden z moich ulubieńców, i niech spełniają wszystkie twoje wszystkie marzenia a jeśli czasem zechcesz sie z nami nimi podzielić, będziemy bardzo szczęśliwi :* uściski i serdeczności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za życzenia. A z tymi marzeniami to zapewne nie raz się z Wami tutaj nimi podzielę :)

      Usuń
  5. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin zdrówka szczęścia i spełnienia wszelkich marzeń
    wow jak dobrze wiesz o swoich urodzinach wiesz to ważne dla psychiki człowieka by wiedzieć.... a mnie miałam takiej możliwości... ech

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem tyle, co zostało napisane na mojej karcie wypisowej. A i tak przedstawiłam tutaj tylko jaśniejszą stronę tego wszystkiego. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  6. No no no, ktoś tu świętuje :) Więc życzę wszystkiego najlepszego, wszystkiego najpiękniejszego i wszystkiego czego pragniesz by się spełniło!!!!!!!!! No i dalej prowadź bloga, bo lubię tu do Ciebie zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wszystkiego najlepszego :) Spełnienia marzeń tych małych i tych wielkich:)

    OdpowiedzUsuń
  8. najlepsze życzenia i ode mnie Karolinko:)
    Mamy coś wspólnego - też jestem z Górnego Śląska, a mój Brat prawie 41 letni facet po dziecięcym porażeniu mózgowym.... Zarówno On jak i Ty obalacie wszelkie złe opinie na temat ograniczeń związanych z niepełnosprawnością - jestem z Was dumna :) pozdrawiam ciepło:)

    a tu w wolnej chwili znajdziesz mojego Wielkiego Brata ;) http://www.mariusz.pol-media.com.pl/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie witam serdecznie na moim blogu krajankę :). A z tą niepełnosprawnością to prawda jest taka, że największe ograniczenia siedzą w naszych głowach. A z Twojego brata jest naprawdę wspaniały mężczyzna. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Bardzo poruszający tekst. I zgadzam się - każdy z nas jest na swój sposób niepełnosprawny.
    Trzeba umieć cieszyć się z małych rzeczy i za wszystko dziękować...: "w każdym położeniu dziękujcie".
    Pieśń piękna - jedna z moich ulubionych, również po polsku :-)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet nie wiedziałam, że ta pieśń ma swój polski odpowiednik. W takim razie muszę go sobie odnaleźć i odsłuchać :). Również pozdrawiam

      Usuń
  10. Dzień dobry, Karolinko ! zajrzałam do Ciebie od Basi i strasznie się cieszę. Ja ostatnio pisałam jak potrzebna mi była wiara w siebie. Ale to nie znaczy, że nie wierzę w cuda. wierzę bardzo i ludzkie losy nie raz potwierdzają Boża Moc, Bożą Miłość. Poczytam sobie Twoje historie bo też jestem ciekawa ludzi i świata. Pozdrawiam Cię serdecznie Karolinko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło Cię gościć w moich skromnych progach

      Usuń