Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 1 września 2016

Czy w dzisiejszych czasach ktoś by się na to odwarzył?

Pierwszy dzwonek oznajmił wszystkim uczniom, że dwa miesiące beztroskiej laby się skończyło i czas wrócić do szarej rzeczywistości. Ale jest też dobra strona tego wszystkiego - za 10 miesięcy znowu będą wakacje!
Myślę, że w takim momencie warto przypomnieć wszystkim o wielkim zrywie społecznym mającym miejsce blisko 60 lat temu, a jednocześnie będącym hołdem polskiego społeczeństwa za 1000 lat istnienia państwa. Mówię o słynnych "tysiąclatkach" - ponad tysięcznej liczbie szkół wybudowanej na milenium Polski. A jak to było? Sami przeczytajcie*:

TYSIĄC SZKÓŁ W SIEDEM LAT

W latach 60 cała Polska żyła sztandarową akcją władz PRL budowania "tysiąca szkół na Tysiąclecie Państwa Polskiego". Tysiąclatki miały poprawić trudne warunki nauczania dzieci z wyżu demograficznego lat pięćdziesiątych.
Po raz pierwszy hasło budowy tysiąclatek rzucił Władysław Gomułka, I sekretarz KC PZPR, podczas XII Plenum partii 24 września 1958 r. Wtedy to ruszył jeden z największych w historii Polski boomów budowlanych. Wkrótce, jak grzyby po deszczu, zaczęły wzrastać szkoły, w których do dziś uczy się tysiące dzieci.
Propagandowa i praktyczna
Akcja budowy szkół-pomników Tysiąclecia Państwa miała dwa aspekty. Pierwszy, propagandowy, miał przyćmić organizowane przez Kościół katolicki obchody tysiąclecia chrztu Polski, które zapowiadał prymas Stefan Wyszyński już w 1957 roku na Jasnej Górze. Drugi był czysto praktyczny. Wiek szkolny osiągnęły dzieci z powojennego wyżu demograficznego. Szkoły były przepełnione(na jedną salę lekcyjną przypadało ponad 70 uczniów) i zajęcia odbywały się nawet na trzy zmiany. Poza tym wciąż ich brakowało. Budowa placówek oświatowych stała się koniecznością. Nic więc dziwnego, że akcja "tysiąc lat na tysiąclecie" była strzałem w dziesiątkę i zyskała poparcie szerokich mas społeczeństwa. Na tym właśnie zależało władzy, bo na budowę mieli zrzucać się obywatele.
Składka i czyn społeczny
Już w listopadzie 1958 r. powstał Społeczny Fundusz Budowy Szkół Tysiąclecia, który prowadził zbiórkę. Na szkoły składały się zakłady pracy, kopalnie i osoby prywatne. Zbiórka nie była do końca dobrowolna. Zakłady pracy podejmowały bowiem zbiorowe uchwały, w których ustanowiono "dobrowolne" potrącenia z pensji na rzecz budowy szkoły. Nikt się nie buntował, wszyscy pracownicy wyrażali na to zgodę swoim podpisem na deklaracji. Wpłat dokonywali też Polacy mieszkający za granicą - z ich składek zebrano 210 tys. dol. Jak na tamte czasy była to ogromna kwota. W sumie do 1965 r. zebrano na specjalnym koncie 8,5 mld. zł. Nikogo też specjalnie nie trzeba było przekonywać do czynów społecznych. Górnicy ogłosili nawet "niedzielę górniczą", czyli dodatkowy dzień pracy na rzecz budowy szkół, a budowlańcy odpowiedzieli "niedzielą ceramiczną", kiedy to wypalano cegły. To właśnie na pracy ochotników, a przede wszystkim na pracy wojska opierała się głównie budowa szkół.
Szkolne schrony przeciwatomowe
Tysiąclatki wyglądały niemal identycznie. Większość budowano według kilku standardowych projektów, które trzeba było jedynie dostosować do warunków lokalnych. Stawiano je z przefabrykowanych elementów, które często powstawały wprost na placu budowy. Budynki były na ogół dwu- lub trzykondygnacyjne, miały kształt prostopadłościanu koniecznie z płaskim dachem, ze względu na brak drewna. Przypominały szare, betonowe klocki. Do dzieł sztuki było im daleko, ale wtedy najważniejsze było, by powstawały szybko, były tanie i funkcjonalne. Ponieważ budynki wznoszono w okresie zimnej wojny, która trwała między krajami bloku wschodniego, a krajami zachodnimi, miały one pełnić jeszcze inne funkcje poza oświatową. W razie konfliktu zbrojnego miały służyć jako szpitale polowe. Wiele z nich miało również schrony przeciwatomowe. Do dziś istnieje taki schron w tysiąclatce w Będzinie.
Pierwsza tysiąclatka
Budowę pierwszej szkoły-pomnika rozpoczęto już po miesiącu od apelu Gomułki. Powstała w Czeladzi na Śląsku, w rekordowym tempie. Po 260 dniach wybudowano 15 klasową placówkę z kuchnią, stołówką, świetlicą, sanitariatami i bieżącą wodą, gabinetem lekarskim z pełnym zestawem narzędzi, lekarstw i lampą kwarcową oraz osobnym gabinetem dentystycznym. W szkole był też radiowęzeł ze wzmacniaczem, telewizor, kilka aparatów radiowych i komplet instrumentów dla szkolnej orkiestry dętej. Oprócz szkoły zbudowano dom nauczycielski o 32 izbach mieszkalnych. W niedzielę 26 lipca 1959 r. nastąpiło oficjalne otwarcie tysiąclatki. Dzień ten nazwano "szkolną niedzielą", gdyż tego dnia na Śląsku otwarto 33 nowe szkoły. Przecięcia wstęgi dokonał Władysław Gomułka, w towarzystwie partyjnego gospodarza Śląska, Edwarda Gierka. Szkoła otrzymała imię gen. Karola Świerczewskiego.
Krwawa "szkoła-pomnik"
Pierwsza krakowska tysiąclatka miała powstać w dzielnicy Nowa Huta. Według partii miało to być wzorcowe socjalistyczne miasto bez kościołów. Na fali tzw. październikowej odwilży towarzysze zgodzili się na budowę świątyni. Wierni szybko postawili krzyż na placu budowy, ale wtedy, ku zdziwieniu mieszkańców, wcześniejszą decyzję cofnięto, zasłaniając się budową szkoły. Zarekwirowano też konto bankowe, na którym wierni zgromadzili 2 mln zł na budowę kościoła. Tydzień później zaczęto budować szkołę, ale na przeszkodzie stał krzyż. Podczas jego obrony 27 kwietnia 1960 r. doszło do zamieszek między mieszkańcami i milicją, polała się krew. Po obu stronach było wielu rannych. Milicja do stłumienia rozruchów użyła broni palnej. Śmierć poniosło kilkanaście osób. Ile, nie wiadomo. Nie minął rok, a szkoła została wybudowana. Dziś mówi się o niej "tysiąclatka przy krzyżu". A nowy kościół kościół stanął dopiero 7 lat później.
Tysiąclatki w liczbach
Budowa tysiąclatek była jedną z największych inwestycji w kraju po 1956 r. W sumie w ramach akcji wybudowano 1417 obiektów, w tym 1288 szkół podstawowych, 75 szkół zawodowych, 41 liceów i 3 szkoły specjalne. Najwięcej obiektów powstało w ówczesnym woj. katowickim i woj. warszawskim. Najmniej w koszalińskim, olsztyńskim i zielonogórskim. 20 czerwca 1960 r. otwarto pierwszą "tysiąclatkę" w stolicy. Było nią XVIII Liceum Ogólnokształcące z oddziałami dwujęzycznymi im. Andrzeja Frycza Modrzejewskiego przy ulicy Elektoralnej. 4 września 1965 r. oddana została tysięczna tysiąclatka. Ten zaszczytny numer uzyskała Szkoła Podstawowa im. Hugona Kołłątaja w Warszawie. Cała Polska razem z warszawiakami świętowała ukończenie zadania.
Patroni - liderzy PPR
W tamtym okresie prym wiódł Karol Świerczewski. Imię "człowieka, który się kulom nie kłaniał" otrzymała pierwsza tysiąclatka. Potem patroni wybierani byli najczęściej spośród liderów PPR-owych. Setkom tysiąclatek patronowali: Janek Krasicki, Paweł Finder, Hanka Sawicka, czy Małgorzata Fornalska. Ta, jako ostatnia z komunistycznych bohaterów, wciąż jest patronką jednej ze szkół w Małopolsce. Patronami byli też pisarze, m.in. Stefan Żeromski, Gustaw Morcinek, Leon Kruczkowski, a nawet królowie. Pierwsza tysiąclatka w Częstochowie otrzymała imię Bolesława Chrobrego.

Chodził ktoś z Was do tysiąclatki? Jakie wrażenia? I czy wyobrażacie sobie podobną inicjatywę we współczesnym świecie i to w tak zawrotnym tempie, czy może tylko mi szwankuje w tej kwestii wyobraźnia?
* Artykuł przepisałam z dodatku "Historia" do "SuperExpressu". Wyjątkowo napisali coś ciekawego

6 komentarzy:

  1. "SuperExpress" - jakoś mi taki tekst nie pasuje do tej gazety;p Ale bardzie ciekawe informacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami potrafią się postarać. Kiedyś wciągnął mnie tekst o moich ukochanych mruczkach. I włos mi się jeżył na głowie, kiedy czytałam, że w średniowieczu z kociego futerka robiono okrycie dla zakonnic. Nigdy bym nie przeznaczyła mojej Pusi na coś takiego.

      Usuń
  2. W tamtych czasach ludzie byli biedni, ale pełni zapału...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy i w dzisiejszych byłoby to możliwe? I to w tak dobrej jakości? Wątpię...

      Usuń
  3. Ja tam nie chodziłam .
    Ciekawych faktów można się dowiedzieć z Twojego wpisu :)
    Może wspólna obserwacja?
    Zapraszam https://natalie-forever.blogspot.com/2016/08/przepis-na-domowe-spa.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie chodziłam, chociaż sprawdzałam, czy moja pierwsza podstawówka nie zaliczała się do nich, ponieważ miała charakterystyczną budowę. Niestety, została postawiona w 1975 r. Ale za to była najlepiej wyposażoną szkołą podstawową w mieście w tym okresie. I pierwszą integracyjną, niestety nie za mnie, bo wtedy z całą pewnością bym do niej uczęszczała. W moich czasach zaproponowali mi jedynie nauczanie indywidualne, a tego moi rodzice nie chcieli, więc przenieśli mnie do szkoły specjalnej, gdzie jednak realizowałam program normalnej masówki, więc na jedno wyszło.

      Usuń