Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 30 września 2016

Wyjątkowe wakacje

Wakacje powoli przechodzą do historii. Jutro zarzucam plecak na plecy i startuję do szkoły policealnej, po raz kolejny kosztem próby scholi oraz zajęć z dzieciakami w Oratorium. Pocieszam się tym, że to już drugi rok. I że niedzielę mam wolną. W poniedziałek zaś wracam na uczelnie w Krakowie. Mam nadzieję, że nie będę miała żadnej rewolucji w planach zajęć, bo na razie tak mi się ułożyły zajęcia na obydwóch uczelniach, że tylko dwa razy pokrywają mi się zajęcia. Bywało bardziej skomplikowanie. W dodatku ostatni rok ma zazwyczaj to do siebie, że jest na nim mniej godzin do zaliczenia na rzecz pisania pracy dyplomowej. Cieszy mnie też fakt, że na AWFie udało mi się dostać na wymarzoną specjalizację, czyli turystykę motywacyjno - biznesową. Ze wszystkich propozycji ta najbardziej przypadła mi do gustu, w dodatku wydaje mi się najbardziej dopasowana do moich możliwości. Dreszczyku emocji dodaje mi fakt, że na koniec tego roku akademickiego powinnam obronić i tytuł licencjata turystyki religijnej i tytuł magistra turystyki i rekreacji. Oczywiście mam jeszcze traumę z AWFu w Katowicach, gdzie wyleciałam z hukiem tuż przed obroną magisterki i boję się, że i tym razem coś mi pójdzie nie tak, a jednocześnie chcę piąć się do przodu, nie dlatego że, ale mimo wszystko.
Kiedy tak sobie patrzę na moje tegoroczne wakacje przychodzi mi jedna myśl: z całą pewnością było one najlepsze od 5 lat, jeżeli nie w ogóle. Tak wiele się przecież działo. Przede wszystkim weszłam w nie "na czysto", czyli bez żadnej poprawki na wszystkich kierunkach. Te pięć lat temu naznaczone były powtarzaniem do wrześniowej poprawki z angielskiego :/. Tym razem nic, wszystkie przedmioty zaliczone na pozytywne oceny. A to oznaczało, że do października mam spokój. Mogłam więc spokojnie poświęcić się odpoczynkowi i regenerowaniem sił i energii przed nadchodzącym rokiem akademickim.
Maskotka rozgrywek - Super Victor
W wakacje weszłam z rozgrywkami Euro 2016, które tym razem odbywały się we Francji. Pomimo ryzyka wystąpienia ataków terrorystycznych, rozgrywki odbyły się bez większych incydentów. Wiem, niektórzy dziwnie się na mnie patrzą, kiedy mówię że lubię pooglądać sobie rozgrywki piłkarzy, jednak chodzenie przez kilka lat do klasy sportowej, w której miażdżącą większość stanowiła płeć męska(w szóstej klasie byłam nawet jedyną dziewczyną w klasie) musiało mieć jakieś skutki i to nie tylko takie, jak pójście na AWF :P. Oczywiście rozgrywki rozpoczęły się jeszcze w czasie trwania roku akademickiego, a nawet sesji, to mi jednak nie przeszkadzało, aby poświęcić trochę czasu i pokibicować naszym i nie naszym. Wstyd się przyznać, ale bywały mecze, które oglądałam, powtarzając sobie materiał np. do egzaminu z historii kultury, czy też kwalifikacyjnego egzaminy na technika administracji. Pozytywnie zaskoczyła mnie gra polskiej reprezentacji, która grała rewelacyjnie. Ćwierćfinał po ostatnich chudych latach był naprawdę piękną niespodzianką dla wszystkich. Szacun też dla reprezentacji Portugalii - w końcu zostali mistrzami kontynentu.
Przyznawanie punktów za konkurencję - o dziwo nikt nie
marudził, że tak długo to trwa
W czasie Euro w naszej parafii odbywały się tygodniowe półkolonie dla dzieci z podstawówki. Kolejne z moim udziałem jako animatora. Fajnie jest być czasami przydatnym. Tym razem udostępniono nam gmach Miejskiej Biblioteki, dzięki czemu półkolonie mogły być zarejestrowane oficjalnie w kuratorium oświaty. Tematem przewodnim całego tygodnia była przezabawna bajka "Zwierzogród". Kto nie oglądał to szczerze polecam, bo naprawdę można się super bawić. A przy okazji  przekonać się, że nie ma takiego marzenia, którego nie moglibyśmy spełnić. Nawet, gdybyśmy mieli czekać na jego realizację całe życie. Całą ekipą staraliśmy się maksymalnie urozmaicić naszym podopiecznym spędzone z nami chwile, toteż czekały ich takie atrakcje jak wielobój indywidualny oraz grupowy, i wyjście na basen do miejskiego aquaparku, i cały dzień zabaw w Parku Miejskim, i podchody związane z 100 leciem naszego miasta, a w sobotę wszyscy chętni pojechali na wycieczkę do Ogrodu Biblijnego w Proszowicach oraz Parku Doświadczeń w Krakowie. Trochę się musiał człowiek napracować, zwłaszcza kiedy miał stację podczas wieloboju(wszak musiałam przygotować materiały), albo kiedy musiałam opracować takie podchody, ale uśmiech dzieciaków wynagradzał wszelkie trudy. A naszą codzienną pracę wraz z efektami chyba najlepiej obrazuje poniższy film:
A dwa tygodnie później przyszły Światowe Dni Młodzieży, co dla mnie wiązało się z podjęciem funkcji wolontariusza, najpierw podczas goszczenia Włochów w naszej parafii, poprzez posługę podczas sobotniej Mszy świętej na Placu Papieskim w Sosnowcu, aż po przecudowny tydzień w Krakowie, podczas którego też mogłam pełnić posługę jako wolontariusz. W parafii po dłuższej przerwie mogłam sobie przeczytać dwa wezwania z modlitwy wiernych. W Krakowie tak każdy inny wolontariusz dostałam "służbową" koszulkę, pakiet pielgrzyma i całkiem wygodne zakwaterowanie z własnym łóżkiem, a nawet szafką(a ja szykowałam się na halę na setki osób). Pomimo moich obaw zostałam przyjęta przez wszystkich jako swoja, nie miałam nawet problemu większego dogadania się, czy to w rodzimym języku polskim, czy to po angielsku. Widok papieża Franciszka przejeżdżającego tuż obok Ciebie na zawsze pozostanie w mojej pamięci, tak samo jak serdeczność wielu poznanych przez te dni ludzi. Starałam się jak najwięcej wynieść z tego spotkania, zarówno w wymiarze zdobytego doświadczenia, jak i w tym duchowym. O ŚDM możecie jeszcze poczytać >>Tutaj<<, >>Tutaj<<, >>Tutaj<<, >>Tutaj<<, >>Tutaj<<, >>Tutaj<< oraz >>Tutaj<<.
Przed koncertem akordeonowym
Trzy tygodnie po Światowych Dniach Młodzieży nasze miasto obchodziło uroczystość 100-lecia nadania praw miejskich. Stało się to podczas I wojny światowej z okazji... urodzin cesarza Franciszka. A co, niech prężnie rozwijająca się osada też ma jakiś prezent z tej okazji. W sumie to prędzej czy później i tak by to nastąpiło, ale zawsze lepiej, aby to było wcześniej, prawda? Z okazji setnej rocznicy nadania miastu praw miejskich świętowano aż 4 dni. Każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Mnie osobiście zachwycił występ orkiestr dętych, a szczególnie takiej, która przyjechała z Ukrainy. Godne uwagi było także przedstawienie opowiadające dzieje osady górniczej do czasu nadania praw miejskich, jak również mapping przedstawiający 100 lat Dąbrowy Górniczej. Zawiodłam się natomiast koncertem 100 akordeonów na 100 lecie miasta. Przygotowałam się na moc atrakcji, a tymczasem akordeoniści zagrali zaledwie trzy kawałki. Więcej o rocznicy nadania praw miejskich >>Tutaj<<, >>Tutaj<< i >>Tutaj<<.
Tuż po obchodach stulecia miasta po raz drugi wybrałam się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. Relacja >>Tutaj<<. Z uwagą oglądałam i śledziłam poczynania naszych sportowców i paraolimpijczyków na igrzyskach olimpijskich oraz paraolimpijskich w Rio de Janeiro. Jako sportowiec mówię stanowcze nie wszelkiemu dopingowi. Ale o tym też wkrótce napiszę. Tutaj niestety zabrakło czasu na notatki, więc niech chociaż mój głos w sprawie dopingu będzie ich namiastką.
Wzruszającym dla mnie momentem była Msza święta dziękczynna za Światowe Dni Młodzieży, podczas której biskup naszej diecezji skierował gorące słowa podziękowania dla wszystkich wolontariuszy pełniących w tych dniach swoją posługę. Taką skromną "zapłatą" za trud i czas, jaki poświęciliśmy naszej służbie, był piknik. Dłuższą relację znajdziecie >>Tutaj<<.
W parku tuż przy jasnogórskim klasztorze
Nazajutrz brałam udział w uroczystych dożynkach miejskich połączonych z pożegnaniem lata, o których napisałam >>Tutaj<<. Osobiście bardzo przeżyłam udział w uroczystym rozpoczęciu jubileuszu 300-lecia koronacji obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej, włączając się w akcję Żywej Korony Maryi. Wspominałam o tym >>Tutaj<<. Z całą pewnością na długo w mojej pamięci pozostanie prawe tygodniowa wycieczka do Londynu, dzięki której mogłam poznać kolejną europejską stolicę, a przy okazji postawić nogę na słynnym Oxfordzie. Wyjazd opisałam >>Tutaj<<. Zamierzam jeszcze jedną notatkę poświęcić temu tematowi, ale wciąż czekam na zdjęcia z wyjazdu. 
Mimo ogólnej maszynie antysmoleńskiej postanowiłam udać się na film o największej współczesnej polskiej katastrofie lotniczej. I po wnikliwej obserwacji całej produkcji śmiem twierdzić, że nie doszukuję się w niej oznak manipulacji, czy też narzucania jakiegoś punktu widzenia. Szerzej o filmie - >>Tutaj<<.
Czasami nawet ławka może służyć za statyw :) - w Warszawie
Tydzień temu rzutem na taśmę wybrałam się w jednodniową podróż do Warszawy, aby zobaczyć wystawę "Titanica" oraz zwiedzić Muzeum Historii Żydów. Wystawa "Titanica" szczerze mnie zauroczyła, momentami czułam, że sama znajduję się na jego pokładzie. Na dokładniejszą relację zapraszam >>Tutaj<<. Muzeum POLIN również mnie oczarowało, niestety nie miałam zbyt dużo czasu, aby go zwiedzić. Mimo to w najbliższym czasie postaram się umieścić o nim notatkę, bo naprawdę jest warte zwiedzenia i zastanowienia się nad kruchością ludzkiego życia.
Kulminacją tegorocznych wakacji było dla mnie dziesięciolecie parafialnej scholi, które obchodziliśmy bardzo uroczyście. Zresztą możecie sami o tym się przekonać wchodząc >>Tutaj<<.
Ktoś czytając o moich wakacjach może pomyśleć, że mało sobie odpoczęłam, wszak tyle się wokół mnie działo. To prawda, czasami musiałam wstać i o 5:00 żeby coś zdziałać, ale ja kocham taki aktywny odpoczynek o wiele bardziej, niż leżenie na plaży. To właśnie on najbardziej mnie relaksuje. A tymczasem ja powoli przestawiam się na tryb pracy. Wszak od jutra będzie to mój chleb codzienny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz