Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 30 października 2016

Paluszek i główka to żadna wymówka

Nie wiem czy to dzisiejsza zmiana czasu, czy może ogólne rozstrojenie, ale rano otwierając kotu puszkę z jedzeniem rozwaliłam sobie palec. Pociągnęłam za wieczko pierwszą - lipa, uchwyt się tak urwał, że jedyna szansa na dostanie się do smakowitego kąska prowadzi przez otwieracz do konserw. Na to jednak nie miałam czasu, wszak na 11:00 szłam do kościoła. Ale była jeszcze druga karma. Co prawda otwierając ją też urwałam uszko, jednak okazało się, że wieczko trochę puściło. Logicznie myślący człowiek podważyłby je czymś. Ja jednak chciałam być sprytniejsza i podważyłam je, ale palcem. W pewnym momencie poczułam przenikliwy ból, a skóra w momencie przybrała kolor czerwony. Automatycznie wsunęłam rękę pod zimną wodę, mając naiwnie nadzieję, że szybko zahamuję krwotok. Nic z tego. Tragizmu nadawał fakt słabej krzepliwości mojej krwi. Właściwie zawsze z ran krew leje mi się strumieniami. Dlaczego więc tym razem miałoby być inaczej, prawda? Po opanowaniu z grubsza bólu i wsadzeniu krwawiącego palucha do paszczy poszłam szukać plastrów opatrunkowych. Ok, z tym nie było problemów, wiedziałam gdzie je mam. Udałam się więc do łazienki, aby się opatrzyć. Wyjęłam palec z buzi i... ble... w ustach miałam pełno krwi, której krople ciurkiem ciekły z uszkodzonego ciała. Szybko zakleiłam sobie ranę i poszłam się przebrać. Po kilku chwilach okryłam, że plaster przemókł kompletnie, tak że czerwona substancja przeciekała nawet przez pozornie szczelną część z klejem. Znowu pobiegłam do łazienki, w której jeszcze były plastry i zmieniłam opatrunek. W pewnym momencie miałam ochotę zadzwonić do babki ze scholi, że jednak nie przyjdę dzisiaj, bo się wykrwawiam, ale z drugiej strony - co to za wymówka? Dlatego założyłam ciemne rękawiczki(które wkrótce też przemokły), ciemną kurtkę, wzięłam paczkę chusteczek higienicznych i w drogę. Mszę wytrzymałam, chociaż ciężko było. Urwałam się dopiero po pieśni na wyjście i pobiegłam do domu, gdzie szybko wsadziłam rękę pod zimną wodę i znowu zawinęłam w plaster. Tym razem jednak włączyłam sobie telewizor i czekałam na dalszą część wydarzeń. W końcu rana zaczęła się sklepiać, chociaż bolało jak diabli. Ale przynajmniej krew się nie lała. Za to zaczęła boleć mnie głowa. A tu jeszcze czekało mnie nabożeństwo różańcowe, na które tak bardzo chciałam iść. I poszłam. Co prawda nawet opiekunka scholi pytała się mnie, czy wszystko w porządku, bo jakoś tak dziwnie wyglądam. Nie no, o 16:30 już było w porządku. Chociaż jeszcze mi ciekło z rany, ale tragedii nie było. Tym bardziej, że znowu miałam rękawiczki na dłoniach. No nic, na drugi raz człowiek będzie mądrzejszy i użyje jakiejś wajchy do podważenia wieczka :). Przynajmniej oszczędzę palce.
Jak pewnie zauważyliście, na prawym panelu ponownie pojawił się baner informujący o zbiórce pieniędzy, tym razem na ogród sensoryczny dla dwójki uroczych maluchów - Poli i Maksa. Obydwoje chorują na niezwykle rzadkie schorzenie genetyczne - zespół Leigha. Nie ukrywajmy, na dzień dzisiejszy jest to choroba nieuleczalne, pacjenci nie dożywają pełnoletności. Dzieciaki mają jednak coś, czego niejeden może im pozazdrościć - wspaniałych, kochających rodziców, którzy walczą o każdy dzień ich życia. Szukając kolejnych sposobów terapii maluchów, matka trafiła któregoś dnia na trop Ani. Przeczytawszy na jej blogu o ogrodach sensorycznych stwierdziła, że byłaby to doskonała terapia dla jej ukochanych pociech. Skontaktowała się więc z Anią, która bez problemu zgodziła się pomóc rodzinie. Zrobiła już pewien kosztorys, a wiedzcie, że taka specjalna ścieżka nie jest wcale tania:

Wiem, wiem. Pewnie wielu z Was puka się w głowę widząc tak zawrotną sumę. Wielu z Was może sobie pomyśleć, że to szaleństwo wydawać tyle pieniędzy na pomoc dzieciom, które i tak odejdą z tego świata. Może i macie rację, ale z drugiej strony dzięki temu ogrodowi zmysły tych maleństw będą pobudzone, zaś w ich życie wkradnie się jeszcze więcej radości. Zresztą któż z nas nie zrobiłby wszystkiego dla dobra swoich dzieci, nie wniósłby w życie nawet najbardziej szalonego pomysłu? Dlatego proszę, nie oceniajmy ich rodziców, nie wytykajmy im "szalonych pomysłów". To tylko rodzice, którzy chcą jak najlepiej dla swoich dzieci - Maksa i Poli. Zwracam się też o udostępnienie apelu na swoich blogach i stronach. To nic nie kosztuje, a może bardzo pomóc. Kod do baneru to ->  <iframe width="300" height="419" src="https://zrzutka.pl/cbd68p/widget/13" frameborder="0" scrolling="no"></iframe>. Możecie też pomóc przekazując potrzebne materiały autorce projektu ścieżki, Ani. Bliższe informacje na ten temat znajdziecie na jej blogu -> http://pomyslowyogrod.blogspot.com/. A ja ze swojej strony wrzucam zdjęcia maluchów, abyście się jeszcze bardziej przekonali, że tym kochanym buźkom naprawdę warto pomóc:
To jak? Mogę jakoś na Was liczyć?

10 komentarzy:

  1. Karolinko, bardzo dziękuję za zamieszczenie banera i wspomnienie o akcji. Dziękuję w imieniu tych maluchów i ich rodziców. Pozdrawiam serdecznie :-)
    ps. I mam nadzieję, że palec już się zagoił?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Drobiazg, na tyle na ile mogę to zawsze pomogę :). Z palcem ok, chociaż sklepił mi się dopiero w nocy. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Hej dobrze mieć w apteczce też takie plastry ,,szwy" takie są najlepsze przy większych skaleczeniach. Mam nadzieję, że już przeszło :D Ja z chęcią dołożę się do projektu, symbolicznie ale zawsze coś !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.s na razie nie pokazuje nic pisze
      Użytkownik nie zorganizował jeszcze żadnej zrzutki publicznej.

      Usuń
    2. Czy jak będzie aktywna dasz mi znać na blogu ? Mogę zapomnieć a z chcę pomóc.

      Usuń
    3. Jasne, zapytam Ani co i jak. Dzięki za pomoc :)

      Usuń
    4. Już zmieniłam status na publiczny. Mam nadzieję, że wszystko działa. Dziękuję za informację :-)

      Usuń
  3. tego właśnie w puszkach nie lubię że się te uchwyciki wyrywają... i to zawszee kiedy człowiek ma mało czasu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio zauważyłam, że urywają się coraz częściej

      Usuń