Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 16 października 2016

"Szczęśliwi miłosierni"

Kiedy w Polsce cieszymy się z 38 rocznicy wybory kardynała Karola Wojtyły na głowę Kościoła Katolickiego, w Watykanie papież Franciszek wzniósł oficjalnie do świętości siedmiu dotychczasowych błogosławionych. Najmłodszym wśród nich jest młody meksykański męczennik za wiarę, niespełna 15-letni Jose Sanchez del Rio. Młodzieniec został beatyfikowany 11 lat temu, już przez papieża Benedykta XVI.
Przyznam szczerze, nigdy wcześniej jego nazwisko nie otarło mi się o uszy, chociaż o powstaniu Cristero, w którym brał udział, słyszałam co nieco. Pierwszy raz o Jose usłyszałam zaledwie dwa miesiące temu, podczas powitania papieża Franciszka na krakowskich Błoniach. Nic też dziwnego, że zaraz po powrocie z tego spotkania, zaintrygowana tym nieznanym mi dotychczas błogosławionym postanowiłam dowiedzieć się czegoś na temat jego życia. Im więcej przeczytałam informacji na jego temat, tym bardziej nabierałam przekonania, że ten młody człowiek, właściwie jeszcze dziecko, powinno świecić przykładem dla niejednego z nas, w kwestii nawet nie tyle wyznawania swojej wiary, ale przede wszystkim niewyparcia się jej w trudnych chwilach.
Aby jednak zrozumieć bohaterstwo Josego, trzeba poznać skomplikowaną sytuację Meksyku na przełomie XIX i XX w. W drugiej połowie XIX wieku Kościół katolicki w Meksyku coraz częściej stawał się obiektem ataków. Na nic zdał się fakt, że kultura tego kraju mocno była zakorzeniona w katolicyzmie. Masoneria wywierała wpływ na kolejnych władców państwa. Doszło do tego, że Konstytucja Meksyku z 1857 roku zawierała elementy, które były nieprzyjazne Kościołowi. Sytuacja uległa jeszcze większemu pogorszeniu, kiedy w 1914 roku do władzy doszedł Venustiano Carranza. Obok reformy rolnej wprowadzono ograniczenie działalności duszpasterskiej wraz ze szkolnictwem katolickim. Dyktatorskie wojsko nie tylko bezcześciło Najświętszy Sakrament w kościołach, ale wręcz urządzało sobie w nich bale. W czasie fikcyjnych wyborów w 1924 roku generał Obregon umieścił na swoim miejscu Plutarco Eliasa Callesa. Ten były nauczyciel nakazał pozamykać wszystkie szkoły katolickie, zakazał publicznej działalności księży, usunął misjonarzy. W kraju panował terror. Pomimo tych okoliczności papież Pius XI na zakończenie Roku Świętego 1925 ogłosił Chrystusa Królem Wszechświata.
W takich właśnie czasach przyszło żyć Josemu Sanchez del Rio. Urodził się ponad 100 lat temu w katolickiej rodzinie. Chłopiec miał dwóch braci i siostrę. Ojciec był właścicielem rancza, nic więc dziwnego, że Jose kochał wręcz jeździć konno. Po kilku latach rodzina przeniosła się do Guadalajary, dzięki czemu chłopiec zaczął uczęszczać do szkoły katolickiej, w której miał styczność z Katolickim Stowarzyszeniem Młodzieży Meksykańskiej. Kiedy w 1926 roku wybuchło Powstanie Cristero*, Jose wraz z braćmi przyłączył się do grupy powstańczej. Przydzielono mu zadanie noszenia sztandaru. Powstańcy nazwali go Tarsycjuszem na cześć starożytnego męczennika, który będąc jeszcze dzieckiem, został zabity w czasie obrony Eucharystii przed profanacją. W święto Nawrócenia świętego Pawła Apostoła 1928 roku podczas walki z wojskami federalnymi zabito konia przywódcy powstańców. Jose, nie zważając na grożące jemu samemu niebezpieczeństwo, użyczył mu swojego, aby generał mógł ratować się ucieczką. Podczas odwrotu zatrzymano grupę powstańczą. Wśród niej znalazł się Jose. Na początku lutego nastolatek został odprowadzony do rodzinnej miejscowości i uwięziony w kościele parafialnym, który sprofanowały i zdewastowały wojska federalne. Chłopca czekała śmierć. Zaproponowano mu jednak dwie możliwości uniknięcia tej kary: wpłacenie 5000 pesos albo dobrowolne wstąpienie do państwowej szkoły wojskowej. Młody chrześcijanin odmówił. Torturowany nie tylko za wiarę, ale też za pozabijanie kur trzymanych przez federalnych w sprofanowanej świątyni, przebywał w prowizorycznym więzieniu do dnia swojej śmierci, czyli 10 lutego. Dwa dni wcześniej został zmuszony do wzięcia udziału w egzekucji innego więźnia. Żołnierze sądzili, że na ten widok chłopiec zmieni swoje zachowanie. Jose jednak do końca pozostał wierny wyznawanym przez siebie regułom. W dniu wykonania wyroku chłopcu poprzecinano skórę na stopach i w tym stanie został zmuszony do dojścia na cmentarz. Następnie miał stanąć nad wykopem, do którego miało wpaść jego ciało. Jose został pchnięty nożem i ponownie zmuszony do wyparcia się katolicyzmu. Chłopiec jednak krzyknął po hiszpańsku "Niech żyje Chrystus Król!", po czym poprosił o rozstrzelanie. Zdenerwowany takim zachowaniem kapitan zastrzelił go z własnego pistoletu. Upadłszy na ziemię, młody męczennik zakreślił własną krwią znak krzyża na ziemi i skonał.
Jose w mundurze
W bardzo przejrzysty sposób powyższe wydarzenia zostały przedstawiane w filmie "Cristiada" z 2012 roku. Chociaż Jose jest w nim tylko postacią drugoplanową, to jego męczeńska śmierć, jak i wydarzenia z jego życia zostały w doskonały sposób ukazane. Oglądając produkcję zastanawiałam się, czy współcześni rówieśnicy Jose byliby skłonni oddać wszystko, nawet własne życie za wiarę? W czasach, kiedy w niektórych środowiskach młodzieżowych jest się wyśmiewanym za wyznawane wartości, czy na pewno potrafilibyśmy wykrzyczeń "Niech żyje Chrystus Król!". Bohaterstwo tego niespełna piętnastoletniego meksykanina zadziwia do dzisiaj. Może być wzorem dla niejednego z nas, zwłaszcza że też miał 15 lat, był młody, ambitny, pełen życia, zapewne niejednokrotnie coś spsocił, jak zostało to ukazane na filmie. No i żył w stosunkowo nieodległych czasach. A za razem jest świadectwem tego, że również w XX wieku zdarzały się wojny religijne, nawet w tak chrześcijańskim kraju, jakim był Meksyk. Chociaż tak naprawdę i dzisiaj chrześcijanie są prześladowani za wiarę w Chrystusa, chociażby w krajach Bliskiego Wschodu.
Święty już Jose jeszcze raz "przemówił" do swoich rówieśników na krakowskich Błoniach. Dał nam wskazówkę, jaką powinniśmy się kierować w naszym życiu:
video
Czy z niej skorzystamy zależy tylko od nas.

* Powstanie Cristeros, Powstanie Chrystusowców, Cristiada, Powstanie meksykańskie 1926-1929 – okres walk w Meksyku w latach 1926-1929 pomiędzy katolikami zwanymi Cristeros a rządem meksykańskim wprowadzającym w życie niezrealizowane ustawy antyklerykalne konstytucji z 1917.(źródło: wikipedia.pl)

4 komentarze:

  1. Piękna Postać, nie była mi znana.Dziękuję, że nam Ją przybliżyłaś, warto mówić o wspaniałych ludziach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po zapoznaniu się z biografią Józefa, bo tak można na polski tłumaczyć imię Jose, postanowiłam włączyć go w mój prywatny poczet ulubionych błogosławionych i świętych, bo Postać naprawdę wspaniała. Cieszę się, że mogłam dzisiaj o niej opowiedzieć, chociaż w zanadrzu czeka post o dzisiejszej akademii w mojej parafii

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy wpis! W dzisiejszych czasach powinno się dużo mówić o Wielkich Ludziach!

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami staram się przybliżyć Wam sylwetki mało znanych osób

      Usuń