Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 28 listopada 2016

Antybiotyk dobry na wszystko?

Nie da się ukryć - zima sprzyja wszelkim przeziębieniom, zaziębieniom i w ogóle chorobą. Wszyscy dookoła kaszlą, kichają, prychają rozsiewając zarazki w promieniu kilku metrów. A inni je wdychają, co nierzadko kończy się objawami chorobowymi i u nich. Większość z nas wraz z pojawieniem się pierwszych symptomów chorobowych wybiera się do lekarza po "zbawienny" antybiotyk.
Kiedy w 1928 roku Alexander Fleming wrócił do domu z wakacji, nawet nie podejrzewać że za chwilę odkryje coś, co całkowicie zrewolucjonizuje medycynę na następne lata. Kiedy podszedł do szklanki, w której hodował kolonię gronkowca zauważył, że na szybce pojawiła się pleśń. Najbardziej zdziwiło go jednak to, że szybka wokół grzyba była czysta tak, jakby gronkowiec uległ rozpuszczeniu. Szybko odkrył, że stało się tak przez jeden z gatunków pędzlaka - Penicillium notatum. Posłużył on naukowcowi do dalszych badań. Kiedy udało mu się wyizolować z pleśni substancję czynną, świat poznał nowy, niezwykle skuteczny lek - penicylinę. Wkrótce po wprowadzeniu go do masowej produkcji, zostało ogłoszone zwycięstwo nad chorobotwórczymi bakteriami. Dalszy rozwój tej nauki pozwolił na wyodrębnienie kolejnych antybiotyków. Do dzisiaj odkryto ich ponad 100. Problem w tym, że większość z nich szybko przestała działać i dzisiaj lekarze mogą aplikować ok. 30 z nich.
Już w 1945 roku Fleming ostrzegał wszystkich przed bezmyślnością ludzi stosujących nieodpowiednie dawki antybiotyków i skutkami takiego działania, czyli uodpornienie się szczepów bakterii na antybiotyki. Prawie 90 lat od odkrycia penicyliny jesteśmy tego świadkami. Początkowo do penicyliny dostęp miało tylko wojsko, z czasem jednak można było ją dostać w każdej aptece bez umiaru. Zażywano ją więc bez umiaru i co gorsze, bez powodu. Wkrótce zaczęto zauważać pierwsze skutki uboczne takiego postępowania - bakteryjne szczepy potraktowane penicyliną zaczęły się na nią uodparniać. To samo zaobserwowano w przypadku innych lekarstw. Dlatego zdecydowano, że antybiotyki będą wydawane tylko na receptę.
Nóż mi się otwiera w kieszeni, kiedy słyszę, że ludzie potrafią brać antybiotyk, nawet pozostały po poprzednim leczeniu przy byle przeziębieniu, czy infekcji wirusowej. Tymczasem nie trzeba mieć medycznej wiedzy, aby wiedzieć, że antybiotyki są owszem skuteczne, ale przy chorobach o podłożu bakteryjnym. Przy innych są nie dość że nieskuteczne, to w dodatku wyjaławiają organizm, paradoksalnie robiąc więcej szkód niż pożytku. Co prawda przy kuracji antybiotykowej podczas chorób o podłożu bakteryjnym organizm też jest wyjaławiany, ale przynajmniej buszująca w naszym organizmie bakteria zostaje wyeliminowana. Do czasu, ponieważ nasz organizm z każdą kuracją antybiotykową coraz bardziej staje się odporny na tego typu terapię.
Trzeba też pamiętać, że w terapii antybiotykowej powinny obowiązywać trzy kamienne zasady: maksymalnie rzadko(czyli wyłącznie wtedy, kiedy jest to absolutnie konieczne), maksymalnie krótko(tylko do momentu wyzdrowienia, nigdy dłużej) i maksymalnie wysoko(czyli w dawkach uderzeniowych, które zniszczą drobnoustroje, zanim te zdążą się uodpornić). Przede wszystkim nie należy ich jednak nadużywać, szczególnie wtedy, kiedy nie są niezbędne w procesie leczenia(np. podanie amoksycyliny w infekcji wirusowej nie tylko nas nie wyleczy, ale będzie miało działanie odwrotne - pomoże bakteriom w naszym ciele w nabyciu odporności na specyfik).
Zalecenia te są jednak rzadko stosowane w praktyce. Powszechna odporność na antybiotyki to efekt nadużywania tego typu substancji zarówno przez ludzi, jak i zwierzęta. Coraz częściej specjaliści apelują o zaprzestanie rutynowego i profilaktycznego zażywania antybiotyków. Głównym grzechem lekarzy pierwszego kontaktu jest przepisywanie bakteriobójczych lekarstw nawet wtedy, kiedy infekcja ma podłoże wirusowe. Z kolei większość pacjentów nie stosują zaleceń internistów dotyczących dawkowania albo zażywają lekarstwa na własną rękę. Tymczasem tego typu lek działa niczym granat - niszczy wszystko i bez wyjątku. Dodatkowym problemem jest nadużywanie antybiotyków na wielkoprzemysłowych farmach. Na świecie aż 70% środków bakteriobójczych trafia właśnie do zwierząt. Dodaje się je do paszy w celach profilaktycznych, ponieważ producenci żywności nie chcą sobie pozwolić na straty wywołane przez choroby. Następnie antybiotyki niestety przedostają się do środowiska, powodując zdobywanie odporności przez bakterie. Najgorsze jest to, że zwierzętom podaje się "lekarstwo ostatniej szansy", czyli kolistynę, co powoduje zaprzestania działania większości specyfików.
Musimy wiedzieć, że w Europie z powodu uodpornienia się na działanie antybiotyków umiera rocznie 25 tysięcy osób. Na świecie zaś ta liczba sięga 700 tysięcy. Najczęstszymi przyczynami zgonów są tak błahe sprawy jak zakażenie szpitalne, infekcja dróg oddechowych, czy zwykła biegunka. Naukowcy alarmują, że odporność mikrobów na antybiotyki to problem globalny. Raport przygotowany na zlecenie brytyjskiego rządu prognozuje, że do 2050 roku śmierć z tego powodu poniesie 300 milionów osób. Nie ma więc wątpliwości co do tego, że wkrótce odporne na leki bakterie pochłoną więcej żyć niż nowotwory. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich 20 lat ryzyko zgonu z powodu infekcji mikrobami odpornymi na leczenie antybiotykami wzrosło aż o 65%. A może być jeszcze gorzej, ponieważ zagrażają nam masowe epidemie. Szacuje się, że w najbliższym czasie bakterie gronkowca złocistego, pałeczki zapalenia płuc czy prątki gruźlicy staną się o 40% odporniejsze na współczesne leki i doprowadzą do podwójnej liczby zachorowań. Jeszcze bardziej drastyczniejszy może okazać się fakt, że te drobnoustroje uodpornią się całkowicie. Do tego może dojść wzrost zgonów wśród osób chorych na tyfus oraz rzeżączkę. Niewielu z nas zdaje sobie też sprawę z tego, że w świecie bez antybiotyków niebezpieczne staną się wszelkie zabiegi medyczne, nawet rutynowe usunięcie wyrostka robaczkowego, czy też wizyta u dentysty, ponieważ nie będzie możliwości zwalczenia najprostszej infekcji.
Na razie jednak firmy farmaceutyczne zdają się nie zauważać tego problemu. Większość współczesnych antybiotyków powstała pod koniec lat 80. XX wieku. Od tamtego czasu nie powstał żaden skuteczny, który nadawałby się do powszechnego użytku. Wszystko dlatego, że koncerny farmaceutyczne nie są zainteresowane prowadzenia nietanich badań nad nowymi lekarstwami. Zamiast inwestować pieniądze w specyfiki brane przez pacjentów przez góra kilkanaście dni w roku wolą wydawać je na lekarstwa stosowane przy chorobach przewlekłych, a więc długotrwale. Nie ma wątpliwości, że chęć powiększenia zysków to główna przyczyna zastoju w badaniach nad nowymi antybiotykami, które mogły by być bardziej skuteczne niż aktualne. Jaka jest więc przyszłość antybiotyków? Specjaliści podają cztery możliwości:
  1. Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda chcą produkować substancje przeciwbakteryjne od podstaw. Przypominałoby to układankę z klocków lego, którymi w tym przypadku byłyby cząsteczki chemiczne. Tajemnicą sukcesu byłoby ich właściwe dobranie. Rozdysponowanie budowy poszczególnych części antybiotyków już dzisiaj powierzono kilku niezależnym zespołom.
  2. W 2014 roku badacze z Uniwersytetu Notre Dame w USA odkryli grupę antybiotyków, które nazwano oksadiazolami. Udało się to dzięki przeprowadzeniu stymulacji komputerowej z udziałem aż 1,2 milionów związków chemicznych. Właściwości nowego specyfiku zostały przetestowane na muszkach laboratoryjnych zarażonych gronkowcem złocistym. Ich wynik był pozytywny. Naukowcy przewidują, że oksadiazole będą w stanie pokonać oporne na antybiotyki szczepy bakterii.
  3. Międzynarodowy zespół mikrobiologów z Uniwersytetu Aberdeen poszukuje substancji o działaniu antybakteryjnym na dnie mórz i oceanów. Eksperci są bowiem przekonani, iż w rowach oceanicznych żyją organizmy, które musiały rozwinąć nieodkryte dotąd metody walki z zakażeniami. Inaczej nie byłyby w stanie przetrwać. Ponieważ były od siebie odseparowane, wytworzyły różne substancje ochronne. Znalezione w głębinach bakterie i grzyby już wkrótce mogą być bazą pod nowe antybiotyki.
  4. Naukowcy pokładają też niemałe nadzieję w odkrytej w zeszłym roku tejksobaktynie. Mikrobiologom udało się wyhodować mikrokolonię bakterii o nazwie Elephtheria terrae. Dokonano tego dzięki urządzeniu iChip pozwalającemu na docieranie składników odżywczych i innych substancji z naturalnego środowiska do drobnoustrojów trzymanych w niewielkich, półprzepuszczalnych pojemnikach z rozcieńczoną próbką gleby. Bakteria ta spowodowała powstanie nowego rodzaju antybiotyków. Testy na myszach wykazały, że pokonuje ona m.in. gruźlicę, sepsę oraz zakażenia wywołane przez gronkowca złocistego.
A może zamiast brać chemiczne antybiotyki w stanach przeziębienia warto sięgnąć po naturalne produkty, które dają podobne działanie? Można do nich zaliczyć m.in. cebulę, czosnek, kit pszczeli, żurawinę, bazylię, oregano, tymianek, szałwię lekarską, sosnę zwyczajną oraz cynamon. Można je mieszać z innymi potrawami, dodawać do smaku. Zazwyczaj nie tracą swoich właściwości, ani nieuodparnianą na sztucznie wytworzone szczepy antybiotyków. Może warto się nad tym zastanowić, kiedy przy byle katarze będziemy mieli ochotę sięgnąć po specyfik w tabletce.

7 komentarzy:

  1. Ja wolę produkty naturalne! :)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  2. Przypomniały mi się słowa Hipokratesa : żeby twoje pożywienie było lekarstwem, a twoje lekarstwo pożywieniem. Lekarz zachęcał do zdrowego jedzenia, które zapewni zdrowie i nie trzeba będzie zażywać lekarstw. Ja już od 2 miesięcy pilnuje zdrowego, naturalnego żywienia w miarę możliwości bez chemii. Nie widać jeszcze poprawy ale ja w to uwierzyłam i mam nadzieję, że jeszcze się tym nacieszę. Oczywiście są choroby, które się nie obejdą bez leków ale na pewno mam większą szansę nie zachorować niż gdybym nie dbała o siebie. Pozdrawiam zdrowo, Karolinko :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. u nas antybiotyk to ostateczność i nasza lekarka mądra kobieta z doświadczeniem tez od razu nie daje antybiotyku ewentualnie jakieś syropki

    OdpowiedzUsuń
  4. Witaj, ciekawy blog, pozwól, że spędzę tu troszkę czasu, jednocześnie zapraszam Cię w moje progi, może Ci się spodoba??

    Co do postu, ja lubię produkty naturalne, chociaż w dzisiejszym świecie to bywa różnie z tą naturalnością. Ale owoce, warzywa to moi przyjaciele.. Jesli nie muszę nie przyjaźnię się z lekami, ale jeśli muszę to trzeba się przeprosić. Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego!!!

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż, na przeziębienie żaden antybiotyk nie pomoże, bo to infekcja wirusowa, a na nie antybiotyk nie działa. Dawniej lekarze nadużywali przepisywania antybiotyków i doprowadziło to do tego, że wiele szczepów bakterii się uodporniło, a wynalezienie nowych antybiotyków wcale nie jest proste.
    I zgadzam się, że najpierw warto leczyć się domowymi sposobami, a dopiero później wybrać się do lekarza. Tylo z wizytą też nie należy zwlekać za bardzo...

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja przez pół roku brałam antybiotyk na boreliozę przenoszoną (taki jest schemat leczenia tej choroby). Wiem, że borelioza może spowodować bardzo duże spustoszenie w organizmie i dlatego zdecydowałam się na taką kurację. Osłabiła ona mój organizm niesamowicie. Jestem bardzo odwodniona do tej pory, choć to było kilka lat temu. Od tego czasu nie daje sobie wmówić żadnego antybiotyku, ale muszę przyznać, że nie choruję tak, żebym była skazana na antybiotyk. Prawdopodobnie zawdzięczam to naturalnej medycynie, czyli produktom spożywczym, które wymieniłaś.

    OdpowiedzUsuń
  7. Czyli jednym zdaniem lepiej nie brać antybiotyków przy przysłowiowym katarze niż być nadgorliwym i brać go bez potrzeby. A naturalnych preparatów nic nie zastąpi

    OdpowiedzUsuń