Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 24 listopada 2016

Nie rozumiem tego!

Może przesadzam, może jestem przewrażliwiona na swoim punkcie, ale... Są sytuacje, które wytrącają mnie z równowagi. Mam dosyć dobry kontakt z osobą prowadzącą przedmiot hotelarstwo i domy pielgrzyma. Zresztą w zeszłym roku mieliśmy z nią podstawy turystyki, a następnie organizację ruchu turystycznego. Już wtedy zaimponowałam jej dwoma kierunkami studiów przy moim stanie sprawności. A ponieważ jedną z moich życiowych dywiz jest hasło "chcieć to móc", to w miarę systematycznie uczęszczałam na jej zajęcia. Doszło do tego, że miałam(i w dalszym ciągu mam) "darowane" spóźnienia, wszak pomiędzy AWFem, a Uniwersytetem Papieskim jest spora odległość. Za to zawsze zostaję do końca co też działa na moją korzyść.
W zeszłym(IV) semestrze mieliśmy taką nieprzyjemną sytuację - system ustalający plan zajęć umieścił zajęcia z ORTu w tym samym czasie i miejscu, w jakim miał pierwszy rok ten sam przedmiot. Udaliśmy się na pierwsze zajęcia i zostaliśmy delikatnie wyproszeni z sali przez ową wykładowczynię, ponieważ i program nauczania mieliśmy inny, i z miejscem dla wszystkich był problem. Starościna od razu pobiegła ze skargą i nadzieją na zwolnienie nauczycielki do dziekana, bo "jak to tak może być". Oczywiście nic nie zdziałała, bo szybko doszli do tego co, jak i dlaczego, a przy okazji zmieniono termin zajęć. Niektórym osobom nie było to w smak i ogłosiły "strajk" polegający na niechodzeniu na zajęcia. Ok., są dorośli. Żeby jednak mieli się z czego uczyć, brałam im prezentacje multimedialne z każdych zajęć i w miarę regularnie umieszczałam na meilu klasowym. Przyszedł czas zaliczenia, kilka osób nie zdało(w tym wszystkie, które nie chodziły na zajęcia). Poszły potem na poprawę, poprawiły, chociaż gadali na nauczycielkę, że aż uszy puchły. Przyszły wakacje, myślałam że temat zakończony.
Tymczasem dzisiaj po zajęciach z hotelarstwa nauczycielka poprosiła mnie o pozostanie w sali. To co od niej usłyszałam przeszło wszelkie moje oczekiwania. Podobno po tej całej akcji jedna z osób, które nie zaliczyły przedmiotu w pierwszym terminie poszły do dziekanatu ze skargą, jakobym nie przesyłała im prezentacji multimedialnych. Profesorka oczywiście zapewniała mnie, że znając moją osobowość nie tylko nie uwierzyła w te pomówienia, ale też wzięła mnie w obronę przed dziekanem. Ja też jej powiedziałam, że wszystko było regularnie umieszczane na poczcie, żałowałam tylko, że już schowałam laptopa, bo bym jej pokazała. 
Po powrocie do domu zajrzałam na pocztę i uwierzcie mi, wszystkie prezentacje jakie miałam od prowadzącej na niej były. Dziwnie się teraz czuję. Z jednej strony nie mam sobie nic do zarzucenia, bo przecież wszystko jest w porządku, ale z drugiej jakiś niedosyt całej sytuacji zostaje. Zastawiam się tylko dlaczego nikt nie zgłosił "braku materiałów" podczas poprawy sprawdzianu? Przecież jakoś wyjaśniłoby się to. Czy na prawdę musieli z tym gonić do dziekanatu? Jeszcze chwila, a będą skarżyć u samego rektora. Nie rozumiem tego, na prawdę nie mieści mi się to w głowie. I nie rozumiem dlaczego tak postąpili...

6 komentarzy:

  1. Przykro mi, że Ci się tak "oberwało"... :(

    Tak to bywa czasami - im lepsza jesteś w tym, co robisz, im bardziej się dla innych starasz, tym mniej co niektórzy będą Cie lubić. Zawsze ktoś będzie chciał zrobić ze wszystkiego aferę...

    Mam tylko nadzieję, że to się jakoś odkręci. Uważaj na siebie.

    Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz Celcie, wydaje mi się, że przy niektórych osobach nie jest możliwe żadne odkręcenie. A ja też nie mam siły tłumaczyć się z czegoś, co zrobiłam. Czasami lepiej jest coś kolokwialnie mówiąc olać i robić swoje. Profesorka też mi kazała uważać na te osoby, bo one po prostu będą robić wszystko, żeby wygryźć tych lepszych. Pozdrawiam

      Usuń
  2. Mnie się tak oberwało od moich niektórych nauczycieli gdy zaczęło brakować godzin z powodu zmniejszającej się liczby dzieci i klas. Wymyślili, że trzeba iść na skargę do wójta- niby ludzie wykształceni! Nie przejmuj się Karolinko, podłość niektórych nie zna granic!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem że mam się nie przejmować, ale przez takie pochopne oskarżenia cierpi moja opinia, i to u samego dziekana. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. to proste nie zdały i musiały na kogoś wine zwalić... nie przejmuj się... zrobiłaś wszystko co mogłaś

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I widać za mało - na początku była winna wykładowca(bo zostały "wyrzucone" z ORT-u, a potem ja. A wszystko do tego czasu było takie piękne...

      Usuń