Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 7 listopada 2016

Różnice piorytetów

Na początku dziękuję Wam za zainteresowanie się sprawą osiemnastki Dominika i życzeniach dla chłopca z okazji wejścia w pełnoletność. 1 grudnia, czyli dzień jego urodzin, zbliża się nieubłaganie. Sama mam już dla niego kartkę(którą sama zrobiłam), 3 audiobooki(wiecie ile się nakombinowałam szukając czegoś, co mu się może spodobać), dzięki życzliwości znajomej z kiosku zdobyłam też klocki lego, które Dominik uwielbia. Chcę jeszcze w sobotę zmobilizować dzieciaki z Oratorium do narysowania coś starszemu "koledze". A uwierzcie mi, dzieciaki naprawdę potrafią być kreatywne w tej kwestii. A przy okazji wrażliwe. Wyrosną z nich wspaniałe, empatyczne i altruistyczne osoby. Zresztą dla autora tak pięknego wypracowania o Janie Pawle II chyba warto. Jednocześnie przypominam o zbiórce prowadzonej przez Anię na ogród sensoryczny dla Maxia i Poli. Czasu coraz mniej, a środków pieniężnych jest dalej za mało. Może ktoś tutaj trafi przez przypadek i skusi się na pomoc?
---------------------------------------------------------------------
Od początku mojej kariery studenckiej, czyli października 2009 roku zawsze starałam się siadać w pierwszym rzędzie auli bądź sali, w której odbywały się zajęcia. Niekoniecznie dlatego, że jestem typem kujona, chociaż staram się na bieżąco ogarniać tematy zajęć. Powód jest bardziej prozaiczny: nie jestem w stanie robić sobie ręcznie notatek, ale mam przyzwolenie na nagrywanie wykładów na dyktafon. Nie jest zaś tajemnicą, że najlepiej to robić siedząc w pierwszych 2 rzędach. A nie jest to trudne, ponieważ studenci wolą raczej dalsze miejsca. Nie miałam więc problemów z upatrzoną miejscówką. Do czasu.
Poniedziałek. AWF w Krakowie. Godzina 9:03. Pod salą C tłok studentów drugiego roku studiów magisterskich z turystyki i rekreacji. Ktoś z boku mógłby pomyśleć - studenci łaknący wiedzy. Tymczasem powód jest zupełnie inny. Za chwilę rozpocznie się wykład z przedmiotu zowiącego się polityka w turystyce i rekreacji. Prowadzi go jedna z legend uczelni, pan profesor A. Już na pierwszych zajęciach zapowiedział, że pyta z materiału tych, którzy siedzą na tyłach. Teraz jest zaś walka o byt, a raczej o miejsca w pierwszych rzędach. Żeby nie być pytanym. Tym samym ja, nawet jak wejdę minutę po innych, ląduję w dalszych rzędach. A tam? O Sodomo i Gomoro. Pogaduszki, chichotki, całkowity brak skupienia na temacie zajęć. Do tego dochodzi słaba akustyka na sali. No i cichy głos prowadzącego. A mikrofonu w wyposażeniu uczelni brak. Nie licząc auli, w rzeczy samej. Ale od auli do sali "C" daleka droga. Wszystkie te okoliczności nie sprzyjają nagrywaniu wykładu na dyktafon, oj nie. Dwa wykłady poszły w eter. A ambicje Lolka są jasne - zaliczyć wszystko w pierwszym terminie i spokojnie dojść do etapu obrony pracy magisterskiej. Czy to zbyt wiele? Chyba nie. 
Dzisiaj pojechałam do Krakowa godzinę wcześniej. Trochę poczekałam sobie pod salą(akurat zaczęłam czytać "Pana Wołodyjowskiego", więc czas jakoś mi zleciał), ale udało mi się wskoczyć na pierwszy rząd, chociaż próbowano mnie wygryźć. Na szczęście znalazły się osoby, którym nie przeszkadzała moja osoba. A jak potem odsłuchałam nagranie. Raj dla uszu kochani, raj dla uszu! I godzina piętnaście wykładu została zapisana w niewiele ponad dwie godziny. Różnica kolosalna, zważając na to, że ostatnio podobny okres czasu opracowywałam trzy razy dłużej. Zaczynam się zastanawiać, czy nie zostawiać dyktafonu w razie czego komuś zaufanemu z grupy, komu uda się wbić do pierwszego rzędu. Wszak sporo ludzi z roku jest mi przychylnych.

I na koniec hasło dnia:
"Wielki test o Sienkiewiczu" TVP1. Prezenterka pyta pana Kazimierza Kaczora:
- Panie Kazimierzu, jaka książka Sienkiewicza jest pana ulubioną?
- Yyy... powódź? Czy coś takiego.
Słysząc to łzy mi pociekły ze śmiechu.
Oczywiście prowadzący doszli do tego, że prawidłowy tytuł to "Potop"

6 komentarzy:

  1. Przeczytałam z wielką uwagą i rozmyślam...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero dziś przeczytałam wpis o Dominiku. Zaangażuję moich chłopców do wyrysowania laurki. Na pewno się ucieszą, Dominik mam nadzieję również :-)
    ps. Przedłużyłam już akcję dla Maxa i Poli, mamy czas do wiosny. Dziękuję za pamięć o tych dzieciaczkach :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. Też mam nadzieję, że chociaż na moment wniesiemy radość w jego życie

      Usuń
  3. Jakbym był u siebie na uczelni :D

    Część grupy też za nic nie chce być pytana i woli pozostać na tyłach, a na stamtąd czasami słychać na przodzie jakieś pogaduszki i śmiechy :D

    Mnie też najlepiej jest siedzieć w pierwszym rzędzie, bo wolno piszę ręcznie, no i wzrok nieco słabszy też...

    A Pana Wołodyjowskiego nie dalej jak wczoraj oglądałem!

    Sporo mamy wspólnego! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za zrozumienie. Niestety, nie każdy nas zrozumie. A na pogaduszki można wybrać się po zajęciach, prawda?

      Usuń
    2. Pewnie, że można. Ale niektórzy albo nie mogą się powstrzymać, wykład akurat im się nudzi, albo siedzą tak daleko z tyłu, że myślą, że nikt nie zauważy... ;)

      Usuń