Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 16 grudnia 2016

"Cieszmy się z małych rzeczy, bo wzór w nich na szczęście zapisany jest" (S. Grzeszczak, "Małe rzeczy")

Było normalnie, a za razem świątecznie. Ósemka zwariowanych na co dzień młodych ludzi spotkało się wraz z księżmi przy wigilijnym stole, aby złożyć sobie życzenia na nadchodzący rok. Tydzień temu ustalili co kto przynosi. No i godzinę spotkania, wszak co niektórzy musieli dojechać aż z królewskiego Krakowa, gdzie na co dzień pobierają naukę w dziedzinie turystyki religijnej oraz turystyki i rekreacji. Co prawda nie wszyscy wiedzą o tych dwóch kierunkach, ale...
Tak, wczoraj nasze parafialne Oratorium miało właściwie pierwszy w tym składzie "Opłatek". Ku mojej uciesze wzięli pod uwagę specyfikę studiów starszej koleżanki i ustalili, że spotkanie odbędzie się o 19:00 dzięki czemu spokojnie mogłam wrócić z uczelni do domu i nawet zdążyłam wstawić kluski i mak, aby się ugotowały. Co więcej, niczego nie przypaliłam/stliłam/spaliłam, do czego jestem zdolna. Tak jak inni w Domu Młodzieżowym pojawiłam się trochę wcześniej, aby pomóc w przygotowaniach. A przy okazji pogadać trochę z innymi. Wiecie jak taka rozmowa buduje relacje międzyludzkie? Wydaje mi się, że gdyby ludzie częściej ze sobą rozmawiali, świat byłby lepszy.
A potem wszyscy zgromadziliśmy się przy odświętnie zastawionym stole. Nasz oratoryjny rodzynek, D. przeczytał fragment Ewangelii wg św. Mateusza opowiadający o przyjściu Syna Bożego na świat, zaś proboszcz podziękował nam za naszą ofiarną pracę oraz życzył sił na nadchodzący rok. Przyszła pora na indywidualne życzenia i łamanie się opłatkiem. Dało się wyczuć szczerość i emocje, jakie temu towarzyszyły. Nie ukrywajmy, każdy każdego tutaj zna w każdym możliwym calu, wiemy jakie kto ma marzenia, pragnienia, a także problemy. Może dlatego słowa przychodziły nam automatycznie. Najwięcej problemów powinno nam przysporzyć składanie życzeń księżom, ale i z tym nie było po chwili większego problemu. Nie wiem jak inni, ale ja postawiłam na spontaniczność. Niby było nas 11, ale to jednak było niezłym wyzwaniem podejść do każdego i wypowiedzieć tych kilka słów od siebie. A potem zasiedliśmy do wieczerzy. Był i barszcz z uszkami, i pierogi z grzybami i kapustą, i mój mak z kluskami, i sałatka warzywna. A i coś słodkiego znalazło się na stole. Dla każdego coś się znalazło, tak że mało co zostało. A to co zostało zostawiliśmy księżom :). Nie obyło się oczywiście bez rozmów i wspólnego kolędowania(mamy nadzieję, że święta Cecylia wybaczy nam wszelkie fałsze :)). Śmiechu było przy tym co niemiara. Aż żal było kończyć, chociaż w telewizji szedł "Titanic", który tonie zresztą przynajmniej raz w roku. 
Ale po wieczerzy posiedzieliśmy jeszcze trochę, aby dopracować plan na dzień jutrzejszy, no i porozmawiać o zbliżających się półkoloniach zimowych. Wszak w tym roku jesteśmy w pierwszej turze. Wcześniej jednak opiekun naszego Oratorium dał nam skromne lampiony z piernikiem i lizakiem w środku, jako prezent mikołajkowy. Proboszcz dorzucił każdemu do tego książkę opowiadającą o stygmatyczce Myrnie Nazzour pochodzącej z Syrii i jej relacji z Bogiem i wiarą. Będzie co czytać w święta(żeby mi tylko czasu starczyło (:). Wracając do półkolonii, to ksiądz J. zaproponował mi... bycie wychowawcą grupy. Wiecie co, ja naprawdę chcę wierzyć, że to nie ma związku z wolontariatem podczas Światowych Dni Młodzieży w Krakowie, ale... No dobrze, nie będę złośliwa. Przynajmniej papierek z odbytego kursu na wychowawcę kolonijnego znajdzie swoje zastosowanie w praktyce. Co prawda termin wypoczynku dzieciaków przypada na mój tydzień zaliczeniowy w Krakowie, ale co tam, będę próbowała zaliczyć wszystko przed nim.
Wigilię zaliczam do udanych. Tworzymy naprawdę wspaniały zespół, który trwa ze sobą nie "dlatego, że", ale "mimo wszystko". Widzę to chociażby po ich stosunku do mnie, który jest jak najbardziej naturalny i szczery. Da się to wyczuć. A to bardzo rzadkie. Niestety, emocje były tak silne, że zdjęć brak(chociaż aparat był w kieszeni spodni - brawo ja!). Wczorajszy wieczór otworzył tym samym cykl spotkań wigilijnych. Następną wigilię, tym razem grupową z AWFu, mam w poniedziałek. Tutaj organizatorka sama mnie zaprosiła. Potem już ta normalna i 29 grudnia - scholowa. Z tymi samymi księżmi co wczoraj. I czego ja im będę wtedy życzyć???

2 komentarze:

  1. Karolinko, takie chwile pozostają w pamięci na zawsze - chwile wspólnych spotkań, wzruszeń, życzeń, kolędowania (choćby nawet święta Cecylia nie do końca była zadowolona:):):) i szczerych rozmów.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I tutaj Małgosiu masz racje. To co najlepsze zawsze w nas pozostanie.
      Również pozdrawiam

      Usuń