Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 2 grudnia 2016

Na adwent polecam "Cień Ojca" Jana Dobraczyńskiego

Adwent to czas oczekiwania. Zawsze uczono mnie, że oprócz przygotowania fizycznego, np. umycia okien, czy też posprzątania całego domu, powinnam przygotować się do niego w wymiarze duchowym. Ponieważ z powodu nadmiaru obowiązków nie miałam czasu na pójście do kościoła na rekolekcje adwentowe, znajoma podsunęła mi jedną z książek Jana Dobraczyńskiego – „Cień Ojca”. Była to pierwsza książka autora, o którym wcześniej nie słyszałam, toteż szybko zabrałam się za czytanie kolejnych kartek.
Powieść przedstawia życie świętego Józefa, biblijnego opiekuna Jezusa Chrystusa. Poznajemy go jako młodego mężczyznę, który pracuje w zakładzie stolarskim. Dzięki swojemu fachowi jest szanowany w całej okolicy. Jedyne czego brakuje mu do szczęścia to współmałżonki. Pewnego dnia spotyka przy studni skromną dziewczynę, Marię. Pod wpływem rozmowy rodzi się między nimi uczucie. Po kilku spotkaniach dwójka młodych, ale jakże niezwykłych ludzi zostaje małżonkami. W tym samym czasie dzieje się coś niezwykłego – do Maryi przychodzi Archanioł Gabriel i oznajmia jej, że zostanie matką samego Syna Bożego. Młoda kobieta nie rozumie tych słów. Z jeszcze większym niezrozumieniem spotyka się ze strony Józefa, który domyśla się, że to nie on jest ojcem nienarodzonego dziecka. Wszystko zmienia się, kiedy pewnej nocy i do niego przychodzi anioł, wyjaśniając całą sytuację. Przemieniony Józef przeprasza swoją współmałżonkę za niesłuszne oskarżenia i obiecuje być najlepszym ojcem dla Bożego Dziecięcia. Wkrótce zostaje wydany edykt, na mocy którego wszyscy musieli udać się do miejsca swojego narodzenia, aby dać się zapisać. Wśród podróżnych był Józef z ciężarną Marią. W trakcie drogi, w zapadłej szopie należącej do rodziny Józefa rodzi się Jezus.
Kontrastem dla biednie żyjącej Świętej Rodziny jest wytwornie żyjący król Herod. Podobnie jak w Piśmie Świętym, tak i w „Cieniu Ojca” widnieje jako bezwzględny władca, sądzący że ma cały świat w swojej dłoni. Ostre słowa padające z jego ust starają się tylko potwierdzać ten stereotyp. Jedynym usprawiedliwieniem wybuchowego temperamentu władcy może być opisana przez pisarza choroba skóry, na którą cierpiał Herod. Nie zmienia to jednak faktu, że w oczach czytelnika król jest równie negatywnie przedstawiony, jak na kartach historii.
W całej książce ujęła mnie historia, która wydarzyła się podczas podróży Józefa opisana w jej pierwszej części. W grupie podróżujących znalazła się kobieta z mężem i synkiem. Synek, widząc jak ojciec traktuje matkę, postępuje tak samo. Tym razem uporczywie domagał się od matki wody do picia. Zajęta przygotowywaniem posiłku kobieta nie miała jednak czasu, aby napoić dziecko. Wyręczył ją w tym Józef, który nie dość, że zaprowadził malca do rzeki, aby mógł zaspokoić pragnienie, to jeszcze sam zaniósł jego matce kubek z wodą. Ukazany jest tu szacunek, z jakim mężczyzna odnosił się do kobiet, co w tamtych czasach było rzadko spotykane. Niezwykły język, jakim posłużył się autor książki sprawił, że opowieść czyta się lekko i przystępnie, co wręcz zachęca czytelnika do dalszego czytania tej niezwykłej historii.
Książka jest doskonałym uzupełnieniem historii znanej nam z Pisma Świętego. Ponadto odkrywamy jego życie jeszcze przed poznaniem Maryi, jego stosunki z rodziną i konflikt z ojcem, który chciałby już wydać swojego najmłodszego syna za mąż. Ponieważ młodzieniec nie chce się żenić z przymusu, za radą kapłana opuszcza rodzinną wioskę. Motyw pomocy rodzinie przejawia się na każdej kartce książki. Oprócz wspomnianej wcześniej pomocy kobiecie z karawany, Józef z oddaniem pomaga Maryi wtedy, kiedy była w ciąży, jak i podczas wychowywania młodego Jezusa.
Język powieści jest bardzo przystępny i prosty, co sprawia, że książkę czyta się przysłowiowym „jednym tchem”. Obfituje w archaiczne określenia, na przykład zamiast znanemu wszystkim słowa cieśla w książce pojawia się nagar. Następuje też pewna oboczność w imionach Trzech Króli, zamiast znanych wszystkim Baltazara, Kacpra i Melchiora czytamy o Kasparze, Baltazaru oraz Melichu. Pozwala to poznać inne wersje imion, niż te, które podaje polski przekład Pisma Świętego.  W powieści znajdziemy też opisy codziennego życia w Palestynie na początku naszej ery. Autor realistycznie przedstawia opisy domostw, zajęć oraz rozmów prowadzonych między mieszkańcami niewielkich miasteczek. Myślę, że to jest jeden z plusów książki.
Komu poleciłabym tą powieść? Z całą pewnością wszystkim tym, którzy szerzej poznać postać świętego Józefa, o którym tak mało wspomina Pismo Święte. Wbrew pozorem nie był to dobrotliwy staruszek z brodą, ale krzepki młodzieniec rwący się do pracy. Był też najlepszym ojcem dla Syna Bożego, chociaż zawsze pozostawał w jego cieniu. Poza tym poleciłabym ją tym, którzy chcieliby poznać historię Świętej Rodziny bez konieczności sięgania do Pisma Świętego. Według mnie Jan Dobraczyński rewelacyjnie przełożył tę historię na nasz język. Osobiście nie mam nic do zarzucenia tej książce. To idealna lektura nie tylko na czas adwentu, ale i trudne chwile.

P.S. Odwiedzę wszystkie Wasze blogi po powrocie z Oratoriady(czyli w niedzielę), obiecuję :).
P.S2. Wiedzieliście, że podróże apostolskie św. Pawła są takie pasjonujące? Słucham i nie mogę się nasłuchać. To jeden z bardziej pasjonujących wykładów na roku(tak na marginesie, to powyższą notkę napisałam dużo wcześniej, żeby nie było)

6 komentarzy:

  1. Św.Józef to wspaniały święty!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świętemu Józefowi poświęcę kiedyś osobny post ;)

      Usuń
  2. Karolinko, bardzo lubię powieści Dobraczyńskiego i czytałam niemal wszystkie. A moja tegoroczna lektura na adwent to "Jezus z Nazarethu" Romana Brandstaettera.
    Uściski serdeczne:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że po "Cieniu Ojca" złapałam bakcyla na tego pisarza? We wtorek chcę podjechać do uczelnianej biblioteki i coś sobie z jego repertuaru wypożyczyć. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Piękna. A Autor to wspaniała postać, kiedyś marzyłam by nadać szkole jego imię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobno uratował Żydów podczas wojny, przez co został nagrodzony tytułem "Sprawiedliwych wśród Narodów Świata". Postać godna nazwania jej imieniem niejednej szkoły

      Usuń