Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 26 grudnia 2016

Prawda niejedno ma imię...

Przyszedłeś do nas Panie znienacka
gdzieś wśród jagniątek, w jaśle na sianku.
Przyszedłeś do nas, wśród nocnej ciszy,
lecz betlejemscy ludzie Cię nie przyjęli.
Leżałeś Jezu w tej zimnej grocie,
byłeś golutki, jak każde dziecię.
Od prostych ludzi dary przyjąłeś.
bo oni pierwszy widzieli w Tobie Boga.
Płakałeś z zimna, z głodu kwiliłeś,
zrzuciłeś godność Pana Niebiańskiego.
Zrodziłeś się z Dziewicy, skromnej młodej Maryi,
aby ocalić człowieka grzesznego.
Jeszcze raz przyjdziesz, czekamy wytrwale,
trwamy w nadziei adwencie swego życia.
Lecz w naszych sercach brak zwykłej miłości,
w ciepłych mieszkaniach - ludzkiej gościnności.
A Ty co chwila rodzisz się gdzieś w świecie,
w nawróconych sercach zgorzkniałych grzeszników
w Kościele świętym przychodzisz do wiernych.
K. P. "Boże Narodzenie 2016"
Powyższym wierszem witam Was w dzień wspomnienia pierwszego znanego męczennika za wiarę chrześcijańską - świętego Szczepana. Mam nadzieję, że zarówno wigilijny wieczór, jak i samo Boże Narodzenie upłynął Wam w rodzinnej atmosferze. Bo mi tak. Wielu ludzi w dzisiejszych czasach narzeka, że święta straciły już ten urok, jaki miały w czasach ich dzieciństwa. Tymczasem święta mogą być naprawdę udane, jeżeli podejdziemy do nich jak dzieci. Warto na chwilę porzucić wszelkie troski i najzwyczajniej w świecie cieszyć tym niezwykłym czasem - to po pierwsze. Zaś po drugie - nie wyobrażam sobie podzielenia się opłatkiem bez pogodzenia się z innymi. Inaczej te życzenia będą po prostu nieszczere. Oto moja recepta na udane święta.
Słuchając dzisiaj w ramach kazania Listu napisanego przez Rektora Uniwersytetu, do którego mam przyjemność  uczęszczać, poczułam dumę z mojego dosyć szalonego wyboru. Kiedy padły słowa podziękowania studentom za wkład w przygotowanie lipcowych Światowych Dni Młodzieży, odebrałam je, może trochę egoistycznie, jako skierowane też do mnie. Zresztą ludzie ze scholi na te słowa skierowali na mnie wzrok, a nawet usłyszałam szept: w sumie w naszych szeregach mamy studenta tej uczelni. Uśmiechnęłam się mimo wszystko, wszak jeszcze rok temu słyszałam, jaką nieżyciową uczelnię sobie wybrałam. Może i specyficzna, może i o pracę po niej będzie trudno, ale dzięki wielu organizowanym przez nią akcjom wreszcie smakuję życia. No i moja niepełnosprawność przestaje jakby mieć znaczenie w niejednym przedsięwzięciu.
Rok temu na onecie ukazał się całkiem ciekawy artykuł, szczególnie dla mnie, osoby związanej z teologią, wyjaśniający wiele nieścisłości zawartych w Piśmie Świętym. Czy Herod naprawdę przeprowadził „rzeź niewiniątek”? Kim byli Trzej Królowie? Skąd się wzięła Gwiazda Betlejemska? Czy Jezus w ogóle istniał? I chociaż to co za chwilę przeczytacie może w Was wzbudzić kontrowersję, to jednak czasami warto jest sięgnąć do jakiś nieteologicznych źródeł. Chociażby po to, aby poznać inny punkt widzenia na pewne sprawy. Od razu zaznacza, że po przeczytaniu poniższego tekstu mój światopogląd nie uległ zmianie. I tego życzę i Wam Kochani  😃
1. Czy Jezus w ogóle istniał?
Sam fakt, że mamy jakiekolwiek informacje dotyczące narodzin Jezusa Chrystusa jest niezwykły. Jezus był w swoich czasach postacią niewiele znaczącą, jednym z w.elu proroków, bliżej znanym garstce swoich zwolenników. Nawet śmierć na krzyżu – najważniejsze wydarzenie dla dzisiejszego chrześcijaństwa – nie była w ówczesnym Cesarstwie niczym niezwykłym. Co dopiero urodzenie: w miejscu zupełnie nieistotnym z punktu widzenia ówczesnej polityki, w rodzinie zwykłych, niewiele znaczących wówczas ludzi.
Późniejsza działalność Jezusa Chrystusa także nie powinna odbić się szerokim echem – był to przecież jeden z wielu proroków i mesjaszy, jacy działali na obrzeżach rzymskiego imperium.
Niektórzy badacze historii starożytnej zwracają uwagę na podobieństwo przekazów biblijnych o Jezusie do historii przedstawionych na egipskich hieroglifach. W świątyni w Luksorze są malowidła, które przedstawiają narodzenie proroka oraz trzech starców klęczących przed małą boską istotą. Rysunki pochodzą z XIV wieku przed Chrystusem.
Żłób jako miejsce narodzenia boga da się odnaleźć w egipskiej mitologii – Egipcjanie traktowali go nawet jak przedmiot święty, używany podczas publicznych nabożeństw. Perski bóg słońca narodził się w jaskini, a święto jego narodzenia obchodzono w okolicy dzisiejszego 25 grudnia. Z kolei egipski bóg Horus został narodzony z dziewicy, a jego imię tłumaczy się jako „ten, który nadszedł”, co odnosi się do dawnego proroctwa – podobnie, jak przypadku Chrystusa.
Horus według części podań, został również „ukrzyżowany”. Przywiązano go do drzewa lub kamienia i zostawiono na śmierć z pragnienia. Później, gdy zaczęto łączyć go z bogiem słońca, zaczął „zmartwychwstawać” (czyli odradzać się, bo egipska religia była bliższa natury) – każdego dnia, gdy wstawało słońce.
Podobieństw do przedchrześcijańskich, pogańskich religii jest w ewangeliach sporo. Nie musi to koniecznie oznaczać, że Jezus Chrystus nie istniał. Ale część opowieści o nim mogła zostać zapożyczona z ludowych opowiadań. 
2. Gdzie urodził się Jezus?
Według obydwu ewangelistów, Jezus urodził się „w Betlejem Judzkim za panowania Heroda”. Józef i ciężarna Maria udali się tam, by wziąć udział w „spisie ludności”. Szczegółowo opisuje to Łukasz. Dekret wydał cesarz August, a dopilnować miał go Kwiryniusz, który był wówczas namiestnikiem Syrii. Nie chodziło jednak o zwykły spis – cesarz chciał wiedzieć, kto ma ile majątku, by móc nakładać stosowne podatki.
„Szli więc wszyscy, aby zapisać się, każdy do swego miasta. Wyruszył też i Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem.”
Z Nazaretu do Betlejem szło się wówczas ok. dwóch dni. Trudno wyrokować, czy Józef liczył, że zdążą wrócić przed porodem, czy Jezus był wcześniakiem. Na pewno dla Marii „czas rozwiązania” nadszedł, gdy byli w Betlejem.
Istnieją jednak poważne wątpliwości co do dat. Spis ludności, choć zarządzony przez cesarza ok. 8 r. p.n.e., został przez Kwiryniusza przeprowadzony dopiero kilkanaście lat później, bo ok. 6 r. naszej ery – czyli sześć lat „po Chrystusie”. Co do rzeczywistej daty narodzin Chrystusa nie ma zgody, ale uczeni skłaniają się, by umiejscowić je w 7 r. p.n.e. Trudno dziś jednoznacznie rozstrzygnąć, skąd nieścisłości i czy rzeczywiście Jezus urodził się – jak twierdzi ewangelista – podczas trwania spisu.
Jeśli w Betlejem trwało jakieś ważne wydarzenie, dla ciężarnej Marii i Józefa rzeczywiście mogło „zabraknąć miejsca w gospodzie”. Dlatego rodzina mogła znaleźć sobie miejsce „wśród zwierząt hodowlanych”. Kolędy mówią o stajence, ale z pewnością była to grota, której pasterze używali jako schronienia. Kto był we współczesnym Betlejem, zapewne odwiedził Grotę Narodzenia – nie zaś stajnię.
Mało prawdopodobne, by urodzeniu towarzyszył ktoś trzeci – Łukasz pisze, że pasterze przybyli do groty kilka dni po narodzinach, gdy o niezwykłych narodzinach poinformował ich anioł. Jeszcze mniej prawdopodobne, by w grocie znajdowały się jakiekolwiek zwierzęta. Zwierzęta hodowlane „witające Zbawiciela” to wymysł chrześcijan pierwszych wieków. Po raz pierwszy pojawiają się w tzw. ewangelii pseudo-Mateusza. Nie wiadomo także, czy przy narodzinach był Józef. Wedle apokryfów, mógł udać się do miasta w poszukiwaniu położnej.
Tradycyjne przedstawienia pokazują noworodka w żłobie. Ale to europejska późna naleciałość. W czasach Jezusa karmnik dla zwierząt to było kilka kawałków drewna, zbitych lub związanych powrozem – trudno było je traktować jak kołyskę. Były zresztą obecne tylko tam, gdzie trzymano większe bydło. Istnieją jednak przekazy, że w okolicy Betlejem w jednej z pasterskich grót znaleziono taki karmnik.
3. Czym była Gwiazda Betlejemska?
Ówczesne osady ludzkie nie były oświetlone w nocy, a więc nie było znanego nam „zanieczyszczenia światłem”. W nocy niebo było doskonale widoczne. Dlatego dało się zaobserwować o wiele więcej zjawisk atmosferycznych i astronomicznych.
Coś na niebie zapewne się pojawiło. Opisy niezwykłego zjawiska atmosferycznego da się znaleźć w wielu źródłach z „czasów Jezusa” – np. Chińczycy pisali o niezwykle jasnej gwieździe, która rozświetliła niebo ok. 5 r p.n.e. Niebo mogła także rozświetlić supernowa, czyli wybuchająca gwiazda.
Astronomowie obliczyli z kolei, że jakieś dwa lata wcześniej miała miejsce koniunkcja Jowisza i Saturna. Kilka lat później – było blisko koniunkcji Jowisza i Wenus. Te zjawiska nie były co prawda widoczne gołym okiem, ale astrologowie musieli być ich świadomi. A jeśli założyć, że Mędrcy trudnili się astrologią – mogli mieć na myśli właśnie koniunkcję, gdy mówili o „gwieździe”.
Zapewne nie był to natomiast meteoryt – opis Mateusza wskazuje, że „gwiazda” była widoczna na niebie przez dłuższy czas. Spalający się meteoryt widać bardzo krótko.
Prawdopodobna wydaje się natomiast kometa. Współczesny wizerunek „gwiazdy betlejemskiej” zawdzięczamy włoskiemu malarzowi Giotto, który ok. 1301 r. mógł obserwować kometę Haleya, zaś w 1304 r. – deszcz meteorytów. Dlatego na jego obrazie gwiazda betlejemska najbardziej przypomina kometę.
Tutaj także są wątpliwości, czy w ogóle ówczesne zjawiska na niebie należy łączyć z narodzeniem Jezusa. Jeśli nie istnieli Mędrcy, niepotrzebna jest też Gwiazda. Zresztą, podobny motyw pojawia się w wielu mitach i legendach. Eneasza podczas podróży z Troi do Lacjum także prowadziła gwiazda.
4. Kim byli Trzej Królowie?
Nie było ich trzech, nie byli królami i nie wiadomo, czy w ogóle istnieli. Więcej wiemy o tym, co z pewnością nie jest prawdą.
Mateusz pisze po prostu o „mędrcach ze Wschodu”, którzy szukali „nowo narodzonego króla Żydów”. Jeśli w ogóle istnieli, z pewnością nie zastali małego w grocie, niedługo po narodzeniu. Być może spotkali prawie dwuletniego chłopca. Opis Mateusza może sugerować, że ich wizyta i poszukiwania Jezusa trwały co najmniej kilkanaście miesięcy, a spotkanie małego Jezusa nie musiało być głównym celem.
Mędrzec może oznaczać zarówno kapłana, jak i maga. Być może pochodzili z ludu Chaldejczyków, których z ziem żydowskich wypędzili Persowie sześć wieków wcześniej. Możliwe też, że pochodzili z Babilonii, na co wskazywać może zainteresowanie astrologią. Jeszcze inną wersję zapisał w swoim pamiętniku wenecki podróżnik Marco Polo. Podczas podróży na Daleki Wschód usłyszał bowiem opowieść o magach, którzy wyruszyli z jednego z perskich miast.
Tradycyjnie określa się ich królami. Teoretycznie jest możliwe, by rzeczywiście byli władcami. Bardziej prawdopodobne, że to późniejsi chrześcijanie uznali strojnie i zamożnie odzianych przedstawicieli innej kultury za „królów”.
Tradycyjnie przedstawia się trzy postacie: Kacpra, Melchiora i Baltazara. Ale to późniejszy pomysł: mędrców jest trzech od mniej więcej III w n.e. Prawdopodobnie ówczesnym malarzom i rzeźbiarzom pasowało, by przyporządkować jednego „króla” do jednego „daru”: kadzidła, mirry i złota – i tak powstali Trzej Królowie. Zresztą, liczba „trzy” ma dla starożytnych znaczenie magiczne – figura trzech mędrców-starców pojawia się choćby w egipskich hieroglifach.
Mateusz nie wspomina jednak, ilu ich było. Pierwsi chrześcijanie mówią o 12, czasem o sześciu, niekiedy o dwóch.
Z pewnością fałszywe są także tradycyjne imiona. Kacper, Melchior i Baltazar to z kolei prawdopodobnie pomysł artysty z Rawenny, który nadał takie imiona rzeźbom na swojej mozaice.
Warto dodać, że rysowane w Święto Objawienia 6 stycznie litery C, M i B także nie symbolizują trzech mędrców, ale są skrótem łacińskiej sentencji „Christus Mansionem Benedicat” – „Chrystus błogosławi dom”.
Nie ma zresztą pewności, czy „trzej magowie” w ogóle istnieli. Opowieść Mateusza nie musi być „historyczna” – w tym miejscu Mateusz nie jest kronikarzem, ale nauczycielem. Fragment o Mędrcach wydaje się zbudowany na wzór żydowskiego midraszu – historii mającej pouczyć słuchacza o zamiarach Stwórcy.
5. Czy Maria była dziewicą?
O urodzeniu Jezusa mamy szczątkowe informacje. Wspomina o tym dwóch z czterech ewangelistów: Łukasz i Mateusz. U Mateusza znajdziemy szczegółowo opisany rodowód Jezusa. „Wszystkich pokoleń od Abrahama do Dawida było czternaście, także od Dawida do zesłania do Babilonu – czternaście pokoleń i od zesłania do Babilonu aż do Chrystusa – czternaście pokoleń”. Jak łatwo obliczyć – historia zamyka się w 42 pokoleniach, czyli tysiącu lat z okładem.
Łukasz zaczyna od opowieści o narodzinach Jana. Jego matka była zaawansowana wiekiem, więc poczęcie i urodzenie dziecka przez kobietę w tym wieku mogło zostać uznane za cud. Ewangelista traktuje tę historię jako pewien wstęp do opowieści o niepokalanym poczęciu – zaczyna od „mniejszego” cudu, by uczynić podglebie pod ten „wielki”.
Żydowskie małżeństwa były wówczas zawierane dwuetapowo. Najpierw kobieta „ślubowała”, a raczej „była ślubowana” (obiecana) mężczyźnie przez rodzinę – często w bardzo młodym wieku. To mniej więcej odpowiednik dzisiejszych zaręczyn, z tą różnicą, że „ślubowanie” było wiążące. Los kilkuletniej nawet dziewczynki, którą rodzina przeznaczyła do ślubu z chłopcem (a czasami o wiele starszym mężczyzną) z zaprzyjaźnionego domu był przesądzony. Ze wspólnym zamieszkaniem oczekiwano, aż dziewczyna osiągnie odpowiedni wiek. Dopiero wówczas odbywała się także konsumpcja związku.
Tak było też w przypadku Marii i o wiele od niej starszego „cieśli imieniem Józef”. Nastąpiło jednak wydarzenie, które mogło być tragiczne w skutkach: zanim młode małżeństwo zamieszkało ze sobą, Maria zaszła w ciążę.
O tym niezwykłym wydarzeniu, czyli „zwiastowaniu” opowiada jedynie Łukasz. „U dziewicy poślubionej mężowi imieniem Józef” pojawia się anioł. Zapowiada, że ta urodzi syna i da mu na imię Jezus. Maria początkowo jest zdziwiona, nie rozumie, o co chodzi. „Jak, skoro nie znam pożycia małżeńskiego?”. Anioł odpowiada: „Duch Święty zstąpi na Ciebie”. A żeby Maria uwierzyła, zapowiada jeszcze jeden cud. Otóż jej krewna Elżbieta, uznana za bezpłodną zaszła w ciążę.
Łukasz opisuje, jak Maria odwiedza Elżbietę, by sprawdzić, czy może wierzyć w słowa anioła. Po rozmowie – modli się pieśnią dziękczynną, która dziś znana jest jako osobny utwór – „Magnificat”. Tekst to mozaika tekstów ze Starego Testamentu – czyli dobrze znanych ówczesnym Żydom pism. Wątpliwe jednak, by młodziutka, niezamożna dziewczyna była na tyle oczytana, by modlić się słowami z uczonych ksiąg.
Wróćmy do ciąży Marii. Z punktu widzenia starego cieśli sprawa wyglądała dość jasno. Maria zaszła w ciążę zanim zamieszkali razem, bo „poznała pożycie” z kimś innym – dziś powiedzieliśmy, że zdradziła swego przyszłego męża. Józef miał prawo ją ukamienować. Ewangelista pisze o nim jako poczciwym, dobry człowieku. Dlatego postanowił „oddalić ją potajemnie”.
Według relacji Mateusza, wtedy na scenę znów wkroczył anioł, który przyszedł we śnie do Józefa. Zapewnił, że „to, co się w niej poczęło pochodzi z Ducha Świętego”. Mateusz zaznacza przy tym, że Józef „nie współżył z nią”, aż urodziła syna. Według ewangelisty, Maria pozostała dziewicą aż do narodzenia Jezusa. Nie musi to jednak oznaczać, że nie zaznała „pożycia małżeńskiego” później.
Dowodów na „niepokalane poczęcie” oczywiście nie ma. Skąd Mateusz i Łukasz mieliby znać okoliczności narodzenia swojego nauczyciela? Być może od samej Marii, być może od świadków związanych z rodziną cieśli, być może od samego Jezusa. Prorok mógłby przecież opowiadać o boskich cudach towarzyszących własnemu narodzeniu, by się uwiarygodnić i wyróżnić z tłumu podobnych „zbawicieli”.
Słowo „dziewica” w hebrajskim może też oznaczać po prostu „młodą dziewczynę”, co każe wątpić w „niepokalane poczęcie”. Bez niego Jezus traci jednak nieco z boskości. Jan i Marek w swoich ewangeliach „udowadniają”, że jest synem Boga dopiero w momencie śmierci na krzyżu i zmartwychwstania. Mateusz i Łukasz pokazują boską interwencję już w momencie narodzenia.
Historia o niepokalanym poczęciu nie jest zresztą ani oryginalna, ani zarezerwowana dla Chrześcijan – podobne spotyka się w wielu starożytnych mitologiach. Badacze określają ją jako „z ducha pogańską”. O rzymskich cesarzach Aleksandrze i Auguście hagiografowie pisali, jakoby ich ojcami był sam Apollo, który „dał ich” matkom podczas snu. Sporo jest legend o bogach, którzy „zapładniają” młode dziewczyny, a urodzone w ten sposób dzieci to herosi mający swoiste „supermoce”. Takie opowieści, bliskie historii o Jezusie snuje choćby Owidiusz. Ten rzymski poeta choć żył w czasach Jezusa, prawdopodobnie nigdy o nim nie słyszał.
6. Czy Herod naprawdę przeprowadził „rzeź niewiniątek”?
Król Herod Wielki (jego syn – Herod Antypas był obecny przy ukrzyżowaniu Jezusa) był władcą Judei „z łaski Rzymu”, a więc poddanym cesarza. Miał za zadanie utrzymywać porządek na podległych terenach, nie mógł więc pozwolić sobie na niepokoje albo co gorsza – powstanie. Choć prawdopodobnie nie należał do osób przesadnie religijnych, znał żydowskie proroctwo z Księgi Liczb: „Gwiazda wyjdzie z Jakuba, a berło powstanie z Izraela”. Jeśli na ówczesnym niebie rzeczywiście zajaśniało jakieś zjawisko atmosferyczne, a w okolicy pojawili się przybysze rozpytujący o „króla Żydów” – Herod mógł się zaniepokoić.
Według Mateusza – władca początkowo chciał wykorzystać Mędrów do własnych celów. Poprosił, by – gdy już znajdą małego – dali znać, aby i król „mógł pójść i oddać mu hołd”. To oczywiście podstęp: Herod chciał po cichu pozbyć się małego „konkurenta”.
Mędrcom drogę wskazała „gwiazda”, dzięki czemu udało im się spotkać Marię i małego Jezusa. W drodze powrotnej do Heroda już nie zajechali. Kolejny raz w tej historii pojawił się bowiem anioł, który im tego zabronił.
Herod wpadł we wściekłość, że podstęp z Mędrcami się nie udał. Mateusz twierdzi, że Herod kazał wówczas w Betlejem i całej okolicy zabić wszystkich chłopców poniżej dwóch lat. Zanim to nastąpiło – znowu za sprawą anioła – Józef z żoną i synem uciekli do Egiptu. Wrócili do domu dopiero po śmierci Heroda.
W źródłach historycznych o podobnym wydarzeniu nie ma ani słowa. Nawet jeżeli miało miejsce, a po prostu umknęło kronikarzom, z pewnością nie miało wiele wspólnego z filmowymi przedstawieniami spływających krwią ulic. W Betlejem mieszkało wówczas zapewne około kilkuset, może nieco ponad tysiąc osób. Gdyby nawet Herodot zarządził „rzeź niewiniątek”, ofiary można byłoby policzyć na palcach obydwu rąk.

4 komentarze:

  1. Odniosę się do wymiaru świat. Dla mnie zdecydowanie mają one inne znaczenie, magia z najmłodszych lat zginęła. Nie da rady udawać dziecka, kiedy na naszej głowie przygotowanie świąt :-( A przynajmniej ja nie potrafię tego pogodzić. Teraz święta to głównie radość ze spotkania z dziećmi, które na codzień mieszkają poza domem i za często się w trakcie roku nie widujemy. Pewnie dla każdego z nas świeta mają inny wymiar, na pewno dla osób religijnych ten wymiar jest szczególny. Ale jest jak jest, wieloma drógami można dostać się na szczyt góry.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja wiara daje mi ogrom radości...

    OdpowiedzUsuń
  3. Żadne teksty nie są w stanie podważyć mojej wiary. Zwłaszcza źródła internetowe. Co do realnego istnienia Jezusa - wspomina o Nim historyk Józef Flawiusz. Poza tym ten artykuł z Onetu błędnie rozumie termin "niepokalane poczęcie", bo przecież nie odnosi się on do dziewictwa Maryi lecz do tego, że urodziła się Ona wolna od grzechu pierworodnego. Taki niby drobiazg, ale dla mnie już podważa wiarygodność artykułu. Taki już ze mnie sceptyk:):):)
    Pozdrawiam serdecznie, Karolinko i przesyłam uściski<3

    OdpowiedzUsuń
  4. U mnie różnie bywa z tą wiarą, ale święta starałam się przeżyć najlepiej jak umiem.

    OdpowiedzUsuń