Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Coś o odpowiedzialności za innych

Tydzień temu Polaków wstrząsnęła wiadomość o utonięciu 12-letniego Rafała na basenie, zaś jego rówieśnik, Dominik, w wyniku podtopienia, a przez to niedotlenienia mózgu, został wprowadzony w stan śpiączki farmaceutycznej. Chłopiec wraz z grupką innych dzieci przebywał na zimowisku zorganizowanym przez Urząd Gminy dla dzieci z biedniejszych rodzin. Szczęśliwy wypoczynek zakończył się tragedią dwóch rodzin i traumą kilkudziesięciu dzieci, na których oczach doszło do niej. Zaś ustalenia śledczych są przerażające - na obiekcie nie było żadnego ratownika, a jedynie osoba pełniąca jego obowiązki(której też nie było na miejscu). Dziwi, tym bardziej, że grupa nie weszła sobie ot tak, z ulicy, ale wcześniej była zgłoszona w ośrodku.
Pewnie nie zabierałabym głosu w tej sprawie, gdy nie dwa ważne fakty: znajomość obiektu oraz to, że sama jestem związana w jakimś stopniu z opieką nad "cudzymi" dziećmi.
Po pierwsze. Przez kilka ładnych lat trenowałam lekką atletykę w katowickim oddziale Stowarzyszenia Sportu i Rehabilitacji Niepełnosprawnych "START". W starych, dobrych czasach(czytaj okres gimnazjum + początek szkoły średniej) każdego roku jeździliśmy do Ośrodka Przygotowań Olimpijskich w Wiśle, należącego do centralnego Stowarzyszenia mieszczącego się w Warszawie. Tego samego, w którym doszło do tragedii. Wszyscy pływacy narzekali wtedy na brak warunków do trenowania. Bo o ile my, lekkoatleci mieliśmy wymarzone warunki do uprawiania swojej dyscypliny sportowej, o tyle oni musieli się zadowolić niewielkim basenem rekreacyjnym. Po godzinach korzystaliśmy z niego wszyscy. I wiecie co, nie przypominam sobie(a pamięć mam dobrą), abym kiedykolwiek widziała tam kogoś, kto przypominałby mi ratownika. Nie licząc naszych trenerów, rzecz jasna, którzy zdając sobie sprawę ze specyfiki pracy z dziećmi i młodzieżą niepełnosprawną porobiła wszelkie bardziej lub mniej potrzebne kursy. Ale przecież nie każda grupa odwiedzająca pływalnię będzie miała aż tak wykwalifikowaną kadrę! I tutaj nie można mieć do niej za to pretensji, bowiem zapewnienie ratownika na obiekcie pływackim należy do obowiązków właściciela tegoż obiektu! Zaś wykwalifikowany(!!!) ratownik powinien bez przerwy znajdować się na terenie pływalni. Nie za ścianą z szyby, nie w jakiejś przylegającej do pomieszczenia z basenem, ale przy basenie. Inaczej nie ma szans na w miarę szybkie zareagowanie na to, co się dzieje w wodzie. I nie chodzi tutaj tylko o pilnowanie grupek dziecięcych, ale nawet dorosłych. Tak naprawdę nawet doskonały pływak może się utopić - wystarczy, że zachłyśnie się wodą, czy nawet złapie go skurcz. Tak więc pamiętajmy, że jeżeli nie ma ratownika na terytorium basenu, lepiej zrezygnować z radosnego pluskania się w wodzie.
Ostatnie zdanie w szczególności odnosi się do dorosłych, zwłaszcza opiekunów i wychowawców dzieci i młodzieży. Sama się do nich zaliczam, więc doskonale wiem jaka to jest odpowiedzialność sprawować nad nimi opiekę. Tym bardziej, że z roku na rok zauważam, że maluchy są coraz bardziej przemądrzałe, coraz więcej wygadane i coraz częściej chcą postawić na swoim. Ale to są tylko dzieci i nikt nie ma obowiązku wymagać od nich strategicznego myślenia, które będzie uwzględniała skutki ich czynów. Od tego jesteśmy my, dorośli. Bardzo często jest to trudne, bardzo często możemy być zmęczeni ciągłym zwracaniem uwagi temu czy tamtemu. Ale nie zaprzestawajmy, np. widząc brak ratownika na basenie nie pozwalajmy wchodzić do niego dzieciom tylko po to, aby się wyszalały i były trochę grzeczniejsze. Ja wiem, że tak jest najprościej, sama niekiedy na sobotnim Oratorium mam wszystkiego dosyć i najchętniej zrobiłabym wszystko, aby pozbyć się niektórych gagatków. Najprościej nie zawsze idzie jednak w parze z bezpieczeństwem. Pamiętajmy o tym, nie tylko podczas pracy z dziećmi, ale w ogóle.
Dzisiaj odbył się pogrzeb Rafałka, przed którym przecież było całe życie. Nie chcę tutaj oceniać zachowania organizatorów zimowiska, wychowawców przebywających z dziećmi, czy też zarządu obiektu, w którym wydarzyła się tragedia - tym niech zajmą się osoby bardziej kompetentne, np. prokuratorzy. Chcę tylko przestrzec przed wieloma niebezpieczeństwami, które czekają na nas, a których możemy uniknąć zachowując pewien rozsądek i roztropność.

6 komentarzy:

  1. Poruszyłaś Karolinko ważny temat. Niestety, brak odpowiedzialności cechuje wielu ludzi. Przed laty zorganizowałam dla szkoły podstawowej wycieczkę w Tatry i wynajęłam fachowego przewodnika, który widział, że najmłodsze dzieci są z drugiej klasy. Niestety poprowadził nas w takie miejsca, że ja omal nie umarłam ze strachu o powierzone mi dzieci. Przez trzy następne noce zrywałam się we śnie widząc dziecko spadające w przepaść. Takim ludziom powinno się odbierać licencje, niestety, niektórzy są dobrze ustawieni!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Automatycznie przypomniała mi się głośna historia sprzed kilkunastu lat, kiedy nauczyciel geografii zabrał uczniów liceum na wyprawę w góry i tam zeszła lawina. Prawie wszyscy, którzy wtedy byli na szlaku zginęli. Późniejsze śledztwo wykazało masę nieprawidłowości w przygotowaniu wyprawy. A wystarczyło trochę ludzkiej wyobraźni i zastanowienie się, co będzie, gdy... Co prawda wtedy nie mieli przy sobie wykwalifikowanego przewodnika, zastanawiam się tylko, czy gdyby był, to uniknięto by tej tragedii? Tego nikt nie wie...

      Usuń
  2. Odpowiedzialność, trochę rozsądku, roztropności i wyobraźni - gdy tego zabraknie, często dzieją się tragedie.
    Pozdrawiam, Karolinko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A niestety, wbrew pozorom bardzo często tego brakuje ludziom.

      Usuń
  3. W pracy z dziećmi, młodzieżą potrzebna jest wyjątkowa wyobraźnia.
    Wychowawca opiekun na koloniach, zimowiskach musi być bardzo ostrożny, przewidywalny i przede wszystkim odpowiedzialny!
    Serdecznie pozdrawiam:).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, od kilku dni na te sprawy patrzę zupełnie inaczej. Coś jest w powiedzeniu, że punkt patrzenia zależy od punktu siedzenie. Pozdrawiam

      Usuń