Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 15 stycznia 2017

Podróżowanie ponad granicami ludzkich stereotypów

Tydzień temu w grafiku zaznaczyłam, że w ubiegły piątek mam pracę zaliczeniową z przedmiotem zowiącym się "Doświadczenie religii i kultur w turystyce". W tygodniu okazało się jednak, że przedmiot ten jest dopiero w tym tygodniu(wyszło mi masło maślane). Czyli dostałam gratisowe 7 dni na wymyślenie jakiejś super ekstra prezentacji przedstawiającej daną myśl. Nie jest łatwo wpaść na to, w jaki sposób turysta może doświadczyć religii i kultury innych krajów podczas podróżowania, a do tego jeszcze opowiedzieć o tym w interesujący sposób w zaledwie 20 minut. Tym bardziej, że profesorka prowadząca przedmiot od razu zapowiedziała, że wszelkiego rodzaju pielgrzymki nie wchodzą w grę. 
Na szczycie przed Bazyliką du Sacre-Coeur: jako nieliczni z
grupy dotarliśmy na szczyt pieszo po schodach - pozostali
wjechali specjalną windą. A ile się przed tym nasłuchałam,
że nie dam rady wyjść, a tu proszę. Z Z. wszystko się da!
(Paryż, wrzesień 2015 r.)
Pomysł na przedstawienie tematu przyszedł mi na myśl podczas wykładu z "Miejsc turystyki religijnej na trasach rejsów śródziemnomorskich". Prowadzący zajęcia zaproponował wyjazd na weekend na Maltę, aby zobaczyć miejsca związane z podróżami apostolskimi św. Pawła Apostoła. Od razu pojawiła się aprobata grupy, zaczęli myśleć nad rezerwacją biletów samolotowych na wiosnę. I nagle usłyszałam za sobą tekst mówiony półszeptem: "Nie, jedenaście biletów, bo jeszcze przecież jest XYZ". Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że cała nasza grupa liczy 12 osób. A skoro z ową nieobecną tego dnia XYZ policzyli, że potrzeba 11 biletów, to jasne jest, że kogoś nie wzięli pod uwagę. Kogo - nie trudno się domyśleć, skoro na kilkanaście wycieczek przedmiotowych w zeszłym roku wzięłam udział zaledwie w 1,5. I to nie dlatego, że nie mogłam(chociaż tak było w jednym przypadku), ale dlatego, że za każdym razem słyszałam od opiekuna grupy, że sobie nie poradzę. Oczywiście swoją wiedzę oparł tylko na tym, że posiadam orzeczenie o umiarkowanym stopniu niepełnosprawności, bez zweryfikowania moich faktycznych możliwości. Tzn. według niego mogłabym jeździć na wycieczki, ale tylko z indywidualnym opiekunem, bo on nie chce obciążać moją osobą całej grupy.
Oxford :)
Tymczasem ja od 4 lat jeżdżę sama(czytaj BEZ OPIEKUNA) na zagraniczne wycieczki organizowane raz w roku przez ojca jednego z moich przyjaciół, jeszcze z czasów dzieciństwa. Co prawda są one organizowane stricte pod osoby niepełnosprawne, prawda jest jednak taka, że gdyby chcieli, to też by mi powiedzieli "nie, my cię nie weźmiemy, bo jedziesz bez opieki". Tym bardziej, że właściwie tylko ja jeżdżę za każdym razem sama, wszyscy inni niepełnosprawni jeżdżą zawsze z kimś. Owszem, w razie potrzeby mi pomogą, no ale przecież nalać mi herbaty do szklanki, czy też zawiązać sznurówkę to znów nie jest Bóg wie jaka pomoc i nikogo tak bardzo nie obciąża(wiecie chyba co mam na myśli). Wszystko zależy od ludzkiego zrozumienia i chęci. Tak jak już kiedyś mówiłam, bez tego żadna ze stron daleko nie dojdzie.
Nie wiem, może organizator tych wojaży na początku miał pewne wątpliwości, czy powinien mnie brać, ale teraz sam do mnie dzwoni już nie z pytaniem czy nie pojechałabym tu i tu, tylko że mam zacząć zbierać pieniądze na to i na to, bo planuje tam wyjazd wtedy i wtedy. Myślicie, że jakbym była dla nich obciążeniem(pan M. wie, że nikt z rodziny ze mną nie pojedzie) proponowałby mi te wyjazdy? Nie bardzo. Dzięki niemu zwiedziłam m.in. Rzym, Asyż, Padwę, Kromeriż(chyba tak się to pisze), Wenecję, Wiedeń, Budapeszt, Paryż, Londyn i wymarzony Oxford. Przez ten czas chyba nikt nie narzekał, że musi mi zrobić herbatę, czy coś przynieść na stołówce. Wręcz przeciwnie, zawiązały się całkiem fajne znajomości. Doszło do tego, że nie mogę doczekać się września nie ze względu na moje urodziny, ale właśnie dlatego, że jest wtedy możliwość spędzenia tygodnia w wyborowym towarzystwie, w którym nie zwracają uwagi na twoją sprawność, ale na to, co sobą reprezentujesz.
Ja zaś za każdym razem widzę szczęśliwych, uśmiechniętych ludzi, który mimo tego, że mają problemy z poruszaniem się, czy wręcz poruszają się za pomocą wózka, chłoną informacje przekazywane im przez przewodników. Zaś dzięki ich otwartości osoby takie jak ja mają możliwość zwiedzenia obcych krajów, które dotąd mieli okazję zobaczyć w telewizji, internecie, czy też na kartach książki. Wbrew pozorom i o nas trzeba pamiętać pracując w biurach podróży jako np. pilot wycieczki. Bo kierując się własnymi przekonaniami opartymi na stereotypach, możemy stracić naprawdę sporą grupę klientów(nas jeździ średnio 40 osób). Dzięki tym wycieczkom nie musimy siedzieć w domu i poznawać wszystkiego wirtualnie, ale możemy na własne oczy, mamy też okazję poznać regionalną kuchnię. A przecież przeżyć z tym związanych nikt nam nie zabierze, nie ważne czy jesteśmy niepełnosprawni ruchowo, czy umysłowo. Zresztą tak naprawdę osoby upośledzone umysłowo też na swój sposób przeżywają to co zobaczą, usłyszą, czy nawet zwykłą zmianę środowiska. Czyż to nie podchodzi rewelacyjnie pod tematykę zajęć? I jeszcze obrazuje jak wiele da się zrobić, jeżeli pominiemy wiele stereotypów. A przecież to takie ważne dla osób pracujących w branży turystycznej.
Watykan - październik 2013 r
Wzgórze Gellerta w Budapeszcie

12 komentarzy:

  1. Karolinko, choć dziś podróżować można wszędzie, niedługo pewnie nawet w przestrzeń kosmiczną, to jednak podróże poza granice stereotypów nadal sprawiają wielu osobom trudność. Przykre, że u Ciebie na roku ludziom zabrakło empatii i zrozumienia.
    Pozdrawiam i przesyłam uściski:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się... Właściwie wszystko mi się podoba :) Nowy wystrój Twojego bloga (bardziej "klimatyczny" niż poprzedni, moim zdaniem), Twoja otwartość, Twój power, to, że tyle zwiedzasz i działasz...

    Widzę, że o paru miejscach marzymy wspólnie... Rzym, Londyn, Oksford....

    Ściskam Cię mocno! :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękne zdjęcia i cudowne miejsca w Rzymie kiedyś tam byłam, ale marzy mi się by jeszcze raz tam pojechać, czy się uda...raczej szanse marne. W każdym razie w ogóle Włochy to magiczne państwo.
    Serdecznie Cię pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Piękne zdjęcia, wspaniała wycieczka, wspomnienia, które nigdy nie zostaną zapomniane..Cudo!!! Dziękuję za odwiedziny u mnie, pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego!

    OdpowiedzUsuń
  5. zazdroszczę Ci tych wszystkich wypraw, chciałabym tak z Gabrysiem ale własnie nie wiem czy dałabym radę, czy nie opóźniałabym całej grupy, więc musimy pozostać przy zwiedzaniu Polski ;) przykre że twojej grupie zabrakło empatii, przecież "obcują" z Tobą na codzień to chyba nie byłby problem dać Ci odrobinę wsparcia, świadczy to o tym że integracja i tolerancja w naszym kraju wciąż jeszcze kiełkują :/
    uściski od nas

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałam we Wrocławiu całe grupy młodzieży jadące z różnych krajów świata do Krakowa, wśród nich było wielu na wózkach i nikt się nie zastanawiał: dlaczego. Tym tzw. pełnosprawnym czasami brakuje kawałka serca, więc oni tez są niepełnosprawni i to jest cięższa wada.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wycieczki świetne, wspaniałe zdjęcia i z pewnością wspomnienia. Cieszę się, że jesteś samodzielna. Nie potrzebujesz opiekuna, bo to jest ważne, że nie musisz czekać na czyjąś pomoc, po prostu robisz to co chcesz w danym momencie.
    Mam nadzieję, że jeszcze w Twoim życie dużo takich wycieczek.

    OdpowiedzUsuń
  8. Karolinko, super, że jesteś odważna jak Stephen i pewnie dlatego osiągać cele. np. zobaczyć świat. Ludzie są w większości bardzo serdeczni, i jak to ktoś powiedział, czują się lepiej kiedy mogą komuś pomóc. Ale czasem zdarzają się egoiści, których celem jest własna wygoda. Fajnie, że Cię to nie zraża, choć rozumiem,że bywa bardzo przykro. Ale nagroda Cię spotkała, sami zaprosili, hehe. czasem trzeba czasu, żeby ktoś doszedł do rozumu. Właśnie zaczęłam posta z niebem, które Ci kiedyś obiecałam i chciałam wziąć link do Ciebie a tu taki super post przeczytałam. Podziwiam, a wręcz jestem zauroczona Twoją aurą :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. To przykre, że zostałaś tak potraktowana, że nawet nie zapytali się Ciebie co o tym myślisz i czy dasz radę...

    OdpowiedzUsuń
  10. Jak się czegoś pragnie, to żadne ograniczenia nie stanowią problemu :) Podziwiam Cię, że zwiedziłaś tyle miejsc. Życzę dalszych podróży !

    OdpowiedzUsuń
  11. Karolinko!
    czytam Twój post kolejny raz i powiem Ci, że nie mogę uwierzyć, że ludzie dla ludzi są tak bardzo źli. Może pamiętasz gdy dziewięciu niepełnosprawnych z fundacji Anny Dymnej "Mimo wszystko" zdobyło Kilimandżaro. Nawet tego nie można porównać pięciotysięcznik i rejs na Maltę.
    Tak się cieszę, że poznajesz kolejne nowe kraje i wspaniałe miejsca z ciekawymi zabytkami.
    Karolinko, życzę Ci dotarcia do wielu fantastycznych miejsc. Wiem, że dasz radę.
    Całuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Karolinko,
    byłam ostatnio bardzo zajęta. Wpadałam do Ciebie, czytałam post i brakowało mi czasu na napisanie nawet kilku słów. Przepraszam.
    Całuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń