Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 22 stycznia 2017

"Rozmawiaj z rodzicami, z osobami starszymi, ale zwłaszcza rozmawiaj z dziadkami. Jasne?"*

Pamiętam jak dziś ten wieczór, kiedy po całym dniu zwiedzania najpierw Kalisza, a następnie Lichenia udaliśmy się w tym drugim na spoczynek. Tak się złożyło, że przyszło mi dzielić pokój z pewną sympatyczną staruszką. Nawet za bardzo nie wiem, czy rozumiała to co mówię. Nieważne, ważne jest to, że ja rozumiałam, co ona mówi. A mówiła bardzo ciekawe historię z jej życia. Jedna szczególnie mnie wzruszyła, a za razem utkwiła w mojej pamięci. Zdarzyła się w czasie II wojny światowej, kiedy rodzice kilkunastoletniej Wirki(tak wołano na tą kobietę), już nie żyli ona sama zaś ukrywała się po wsiach u tak zwanych "dobrych ludzi". Czasami zostawała u nich na jedną noc, czasami na cały miesiąc. Pewnego razu udało jej się zatrzymać u pewnej rodziny na dłużej. Była to jedna z zubożałych dawnych rodzin szlacheckich, która jednak mieszkała jeszcze w swoim dworze. Młoda Wirka tak się zżyła z właścicielami, że mówiła do nich "mamo", "tato". Zresztą tak wydawało się być bezpiecznie. Pewnej nocy, kiedy wszyscy już spali, do środka wkroczyli oficerowie armii rosyjskiej. Szukali ukrywających się jeńców, a może czegoś jeszcze - staruszka po tylu latach już tego nie pamiętała. Pamiętała jednak jak właściciel posiadłość, zanim żołnierze wkroczyli do izb, kazał wszystkim się schronić w piwnicy na tyle dworu, jedynym murowanym pomieszczeniu. Był to ostatni raz, kiedy widzieli go żywego. Potem, siedząc już w ciasnej piwnicy, słyszeli już tylko serię strzałów. Kilka chwil po tym zdarzeniu oprawcy podpalili posiadłość. Nikt, kto tego nie przeżył nie jest sobie w stanie wyobrazić, co czuje osoba, znajdująca się w samym środku ogniowego piekła. Zewsząd dochodził gryzący dym i niesamowity smród, było duszno i nie dało się oddychać. W tak koszmarnych warunkach spędzili dwa dni. Ich strach był tak silny, że nikt, nawet małe dzieci, nie odważyły się pisnąć ani słowa. Na trzeci dzień wyszli z ukrycia. Okazało się, że stracili wszystko wraz ze zwierzętami, ale ocaleli to co najcenniejsze - własne życie.
Albo taki pan Henio. Pan Henio podczas drugiej wojny światowej walczył w Legionach. Zawsze w święta państwowe, czy też kościelne, zjawiał się na Mszy świętej w galowym mundurze. A potem, w drodze powrotnej do domu, opowiadał nam o tym jak jego oddział "skopał Ruskom tyłek". Ciekawe były te jego opowieści, dużo bardziej pasjonujące niż to, o czym uczyliśmy się na lekcjach historii.
W moim rodzinnym bloku mieszkała też pewna pani Halinka. Pani Halinka nosiła grube okulary oraz spódnice w kratę. Wychowała szóstkę dzieci. Przyjechała z Syberii, gdzie zesłano jej rodzinę w XIX wieku, tuż po zakończeniu wojny. Do Polski przybyła dosłownie z jedną torbą, w której spakowany był cały jej dobytek. Tutaj zamieszkała, ukończyła studia pedagogiczne, z czasem założyła rodzinę, potem przeprowadzili się z mężem do Zagłębia Dąbrowskiego. Kiedy mama wychodziła załatwić coś na mieście, zostawiała mnie właśnie u niej. Zawsze zadziwiała mnie opowieściami o trudach życia na dalekiej Syberii, a za razem o pięknie tamtejszego krajobrazu. Do dzisiaj pamiętam, chociaż minęło już ponad dwadzieścia lat od chwili, kiedy ją usłyszałam, historię o dziadku pani Halinki, który pracował w jednej z tamtejszych kopalni. W pewnym momencie wzrok mu się pogorszył tak, że orientował się już praktycznie tylko za pomocą słuchu w dodatku cierpiał na coś w rodzaju pylicy. Przeczuwał zbliżający się koniec. Miał jednak jedno marzenie - wyspowiadać się przed śmiercią. Niestety, w okolicy nie było katolickiej świątyni. Ba, tam gdzie oni mieszkali nie było nawet Polaków. Pewnego razu, pracując w kopalni, usłyszał polską mowę, która w dodatku wypowiadała słowa modlitwy. Poszedł za jego dźwiękiem. W końcu w słabym świetle dostrzegł jakąś postać. Od słowa do słowa doszedł do tego, że jest to polski ksiądz katolicki, który tak jak on został zesłany na Syberię. Niemal od razu się wyspowiadał. Tego samego dnia dziadek pani Halinki odszedł do wieczności. Parę godzin wcześniej zdążył jednak pojednać się z Najwyższym.
Albo taki pan Wojtek, który przeszedł w dzieciństwie przez piekło rozgrywające się w obozie koncentracyjnym w Oświęcimiu. Na wspomnienie "małych Żydziądek" idących na jego oczach "do kąpieli", z której nigdy nie wracali zawsze się wzdrygał. Albo takie jedzenie, na które składał się spleśniały czarny chleb, który i tak wszyscy sobie wyrywali z rąk. Do końca życia dbał o to, aby ani odrobinka tego podstawowego produktu się nie zmarnowała.
Chyba każdy z nas pamięta też wspomnienia papieża Jana Pawła II podczas kolejnych pielgrzymek do ojczyzny. Czy to o rodzinnych Wadowicach i dzieciństwie które w nich spędził, czy to o czasach studenckich na Uniwersytecie Jagiellońskim, czy o wojennej zawierusze, aż w końcu o swoim powołaniu kapłańskim - w każdej z opowieści można było znaleźć jakąś ciekawostkę. A my słuchaliśmy tych opowieści nie jak wierni kapłana, ale jak wnuczki swoich dziadków. Ileż w nich było przekazu historycznego? Ile ciekawych sytuacji.
Wspomniane przeze mnie postacie niestety już nie żyją. Przekazali jednak pewną historię, która miała miejsce w przeszłości. To co najbardziej z niej zapamiętali. Wiem, że w dzisiejszej dobie globalizacji takie wspomnienia z przeszłości mogą okazać się dla młodych po prostu nudne, ja jednak zachęcam każdego z Was, aby czasami oderwać się od dobrodziejstw współczesnej techniki i najzwyczajniej w świecie porozmawiać z nimi. Bo tak naprawdę "jeśli chcesz być nadzieją przyszłości musisz przejąć pochodnię od swojego dziadka i babci."**, a "jeśli zaś dziadkowie są już niebie, czy będziecie rozmawiać z osobami starszymi? Będziecie zadawać im pytania? Pytajcie ich, bo oni są mądrością narodu"***. 

W piątek podano termin kolejnych Światowych Dni Młodzieży, które tym razem odbędą się w znajdującej się po drugiej kuli ziemskiej Panamie. Młodzież spotka się z papieżem i wzajemnie ze sobą od 22 do 27 stycznia 2019 roku. Wiecie, że planuję tam się udać bez względu na wszystko, nawet na małą wiarę osób studiujących i wykładających na mojej uczelni(nota bene katolickiej). Mam nadzieję, że mi się to uda(już zbieram pieniądze, nawet Gosia wie w jaki "szalony" sposób hi, hi, hi!, nauka angielskiego też idzie pełną parą, planuję też od września zacząć uczyć się hiszpańskiego, wszak to urzędowy język Panamy). Tak więc możemy oficjalnie odliczać dwa lata, które dzielą młodzież od tego wspaniałego wydarzenia.

*, **, *** - cytaty pochodzą z przemówienia, jakie wygłosił papież Franciszek do wolontariuszy podczas spotkania na zakończenie XXXI Światowych Dni Młodzieży w Krakowie w "Tauron Arena" 31 lipca 2016 roku

6 komentarzy:

  1. Wojna to coś strasznego i wcale nie trzeba jej przeżyć aby o tym wiedzieć. Dlatego dziwi mnie, że młodzi ludzie, dzieci w dobie pokoju szukają gierek wojennych, kręcą filmy ogólnie wojenne nawet nie historyczne. Nie rozumiem tego. Póki jest pokój to trzeba się nim cieszyć, bo nigdy nie wiadomo jak długo będzie.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko, dziękuję, że podzieliłaś się wspomnieniami o takich zwyczajnych - niezwyczajnych ludziach.
    Co do wyjazdu na ŚDM, to nawet przez chwilę nie wątpię, że Ci się uda. Tak jak wszystko, co tylko sobie zamierzysz.
    Buziaczki, kochana:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne są takie wspomnienia, dobrze się ich słucha. Niestety kiedy moi dziadkowie i babcie jeszcze żyły byłam za głupia na ich opowieści, a teraz żałuję. Bo teoretycznie miała już 20 lat i mogłam słuchać. Nie raz jak jeździliśmy do rodziny to wujek opowiadał o przeżyciach z Syberii - niestety jest bardzo chory i pewnie już nie poopowiada.
    Co do ŚDM, zrobisz jak zechcesz, ale ja bym nie jechała, wiem, że Ty mury przenosisz, no ale nie wiem...nie pojechała bym mimo wszystko inna kultura, a przede wszystkim klimat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jedni moi dziadkowie odeszli kiedy byłam mała. Z drugimi mieszkaliśmy w jednym domu.
    Często wracali do swoich wspomnień, Słuchałam ich ale niezbyt uważnie. Tylko część ich wspomnień zapamiętałam. Teraz bardzo żałuję.
    Wierzę, że spełnisz swoje marzenie i pojedziesz na ŚDM. Ciągnie mnie w tamte strony tylko ta wielogodzinna podróż mnie trochę przeraża.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Brawo Karolinko, odpowiadam z pozycji babci:-)
    Spełnienia marzeń Kochana.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowicie wzruszające wspomnienia tutaj przywołałaś... Piękna, żywa Historia.

    Aż przypomniała mi się moja Prababcia Rózia - kochana, ciepła, rodzinna Prababcia. Skarb całej rodziny. Przyszła na świat w 1911, wychowała cztery córki (w tym moją ukochaną Busię), przeżyła I wojnę, II Rzeczypospolitą, II wojnę, komunizm i III RP. Kiedy miała dobr dzień, to było lepsze niż najlepsza książka do Historii :)

    Kiedyś w szkole pani zadała nam zadanie na 6... Nie pamiętam z czego już, ale odpowiedź ciężko było znaleźć. Nie było jej nigdzie - ani w podręczniku, ani w necie... W końcu pojechaliśmy w odwiedziny do Babci Rózi. Zaczęliśmy rozmawiać i tak od słowa do słowa okazało się, że Babcia znała odpowiedź na moje zadanie z historii! :D Dzięki niej dostałem szóstkę!

    Od sierpnia zeszłego roku nie mam już dziadków. Noszę ich tylko w sercu... :( Tęsknię okropnie.

    Dziękuję Ci bardzo za tę notkę...

    OdpowiedzUsuń