Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 7 stycznia 2017

Lepsza gorzka prawda od słodkiego kłamstwa

Rozwaliła mnie dzisiejsza rozmowa z pewnym sympatycznym ośmiolatkiem:
- Lolek, będziesz animatorką na półkoloniach?
- Oczywiście H.
- O, fajnie, bardzo się cieszę.
I jak tu nie kochać tak szczerych dzieci? Tym bardziej, że inni animatorzy nie koniecznie pałają do mnie miłością. Wiecie, ja nie wymagam dużo, ale jak ktoś traktuje cię z reguły jak powietrze, to raczej nie jest miłe. Mówię zwykłe "cześć" - cisza. Chcę zaproponować jakąś zabawę z dziećmi - zero odzewu. Całkowita ignorancja, właściwie nie wiem dlaczego. Jeszcze ten dziwny komentarz na facebooku odnośnie mojego wychowawstwa na półkoloniach... Nie wiem, może powiedziałam coś, co tą osobę uraziło, bo i tak mogło być. Ale... ale zawsze wolę, aby dana osoba powiedziała mi o co chodzi, niż z jednej strony ironicznie się uśmiechać, a z drugiej traktować człowieka, jako tego gorszej kategorii. Innymi słowy wolę gorzką prawdę od słodkiego kłamstwa. Nie wiem, może komuś nie podoba się to, że chodzę na Oratorium, że ksiądz powierza mi trochę rzeczy. No dobrze, ale na Oratorium byłam animatorem już wtedy, kiedy niektórzy z dzisiejszych animatorów chodzili do podstawówki, mam z nich wszystkich najdłuższy staż i największe doświadczenie. A tym samym przejmuję od księdza pałeczkę, kiedy go nie ma. Poza tym jako jedyna z towarzystwa jestem pełnoletnia więc... Czy to ich tak boli? Myślę, że zrobiłam dużo w swoim przygotowaniu do tego zadania. Kurs animatora czasu wolnego, wychowawcy kolonijnego. No i mam trochę inne priorytety, przychodząc na Oratorium przychodzę dla dzieci, a nie żeby cały czas gadać o chłopakach, lakierach do paznokci, czy też o tym, że dostałam jedynkę, bo nie odrobiłam pracy domowej... A potem dziwić się, że dochodzi do takiej sytuacji, jak u mojej sąsiadki, która wychowuję dwójkę swoich wnucząt(dziewczyna była nawet animatorką w Oratorium). Naprawdę, niczego im nie brakuje, a już na pewno nie miłości i zainteresowania. Jedyną rzeczą, jaką dziadkowie od nich wymagają jest nauka. Ale przyznajcie szczerze, którzy rodzice tego nie wymagają od swoich dzieci(chociaż biologiczna matka nie wymagała tego od A. i M.). Dzieciaki dostały się do dobrych liceów. I tu zaczęły się schody. A raczej kłopoty z A. W końcu doszło do tego, że zaczęła nasyłać na dziadków policję i opiekę społeczną. Kiedyś nawet poszła do opieki społecznej po to, aby przenieść ją do innej rodziny zastępczej(tylko kto przyjmie 16-latkę). Dziadkowie mieli już dosyć tego wszystkiego i postanowili po Nowym Roku rozwiązać rodzinę zastępczą względem jej. Tymczasem A. pojechała na święta do matki(mimo wszystko dziadkowie nie chcieli utrudniać dzieciom kontaktu z matką). Z powrotem wróciła tylko po swoje rzeczy. Dziadkom nie jest już żal wnuczki, bardziej boją się o jej brata bliźniaka. M. czuje się u nich jak w niebie, jest bardzo z nimi zżyty, chodzi do dobrego liceum i bardzo dobrze się uczy. Tymczasem wracając do domu znowu byłby bity i wyzyskiwany, kiedy A. z mamą spędzałyby czas na malowaniu paznokci. Nic więc dziwnego, że chłopak nie chce wracać do domu, chodzi zdenerwowany, a z tego wszystkiego zaczął gorzej się uczyć. Niedługo rozprawa sądowa w jego sprawie, mam nadzieję, że sędzia weźmie pod uwagę zdanie tego szesnastolatka. W końcu dobro dziecka powinno być najważniejsze.

Czasami zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, skoro nie rozumiem ludzkiego postępowania

Wiecie co, nie mogę doczekać się poniedziałku. A dlaczego? O tym już niebawem...
No i dziękuję Basi za tak piękne słowa na mój temat. Czytając je miałam łzy w oczach. Zwłaszcza, że tak naprawdę jestem zwyczajną dziewczyną, której los po prostu nawrzucał kamieni do życiowego plecaka. Zresztą kto zna Basieńkę ten wie, że zawsze znajdzie u niej dobre słowo. Dlatego wpadając do niej na bloga, czuję się tak, jakbym wpadała na kawę do własnej hmm... mamy, babci, cioci. I przy okazji podziwiała piękno tego świata.

16 komentarzy:

  1. Kochana Karolinko, dobrze Cię rozumiem. Niestety w życiu bywa wiele niesprawiedliwości, musimy być przygotowani na ciosy. To co robisz jest piękne, czasami inni zazdroszczą do tego stopnia, że posuwają się do nikczemnych działań. Cieszę się, że lubisz do mnie wpadać, zapraszam, dla takich Osób jak Ty warto publikować kolejne posty.Buziaki posyłam, jak mama i babcia i ciocia:-)cieszę się z tego porównania, bo wiem, że jestem Ci bliska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Basiu, jesteś tak sympatyczną osobą, że nie może być inaczej

      Usuń
  2. Ja myślę że może właśnie w Twoim wieku jest problem. Nie zawsze da się dogadać z młodzieżą, zwłaszcza taką jak teraz. Nie przejmuj się, bo tak naprawdę nic z tym nie zrobisz i szkoda Twoich nerwów. Grunt, że przychodzisz tam dla dzieci i masz dobre intencje :) Pozdrawiam. P.s mam nadzieję, że moją szczerością Cię nie uraziłam :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, no co Ty, wcale mnie nie uraziłaś;). Zdaję sobie sprawę z tego, że wraz z wiekiem zmieniają się priorytety i tematy do rozmów. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Karolinko ja nie wiem co się dzieje w tym dzisiejszym świecie - młodzież jest bardzo trudna i nie jedna nauczycielka ma z nią problem, a co dopiero Ty. Ja i tak Cię podziwiam, nie warto się przejmować i psuć sobie nerwy. Pozdrawiam cieplutko i głowa do góry!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tam się bardziej martwię o wnuka mojej sąsiadki, przed którym stoi wizja powrotu do domowego piekła, niż o młodzież. W ogóle cieszę się, że Oratorium jest dla dzieci z podstawówki, a nie starszych. Bo tak naprawdę im się jeszcze naturalnie chce pracować, a z gimnazjalistami różnie to bywa. Pozdrawiam

      Usuń
  4. Praca z młodzieżą, to praca wymagająca bardzo dużo cierpliwości!
    Pozdrawiam i buziaczki przesyłam!:))

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie pracuję z młodzieżą, a z dziećmi. A młodzież jest tylko do pomocy

      Usuń
  5. wiem co czujesz też tak często miałam ale nigdy się tym nie przejmowałam i robiłam swoje co do mnie należało robiłam zawsze zgodnie ze swoim sumieniem reszta świata nie zawsze była po mojej stronie cóż... trudno najważniejssze by nikomu nie robić krzywdy i żyć swoim życiem tak by nikt przez Ciebie nie płakał reszta jakoś się ułozy....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, muszę chyba po prostu przestać się wszystkim przejmować - wtedy na pewno będę "zdrowsza"

      Usuń
  6. Karolinko, jakoś tak już jest, że im bardziej człowiek się stara i chce dobrze, tym więcej ciosów na niego spada. Nie jest łatwo się zdystansować, zwłaszcza osobie wrażliwej i o bogatym życiu wewnętrznym. Ale na przekór wszystkiemu - warto robić swoje. W ostatecznym rozrachunku dobro i tak zatriumfuje.
    Pozdrawiam Cię serdecznie i mocno przytulam.
    Dobrej niedzieli, kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że dobro zatriumfuje, pomimo wszechobecnej mocy szatana. A niedziela była udana. Ale o tym za chwilę.

      Usuń
  7. Kiedyś widziałam w sieci rysunek z tekstem: jeśli coś nie mieści się w głowie, mniej to w d...pie. Oprócz akcentu żartobliwego jest w tym zawarte całkiem sporo prawdy życiowej. Już dawno przestałam próbować zrozumieć ludzkie zachowania, które nie mieszczą się w mojej głowie.
    Z ludźmi bywa czasem cudownie, a czasem... dziwnie. Czasem brak im odwagi do powiedzenia czegoś wprost. Czasem przenoszą na innych swoje wady, kompleksy i inne braki. Czasem, czasem, czasem... :) I nawet jak dajesz im coś dobrego nie oznacza, że po pierwsze - dla nich będzie to miało jakąś wartość, po drugie - że nie ubabrają tego w fekaliach i nie będą chcieli rozmazać tej brei dobroczyńcy po twarzy. Niestety niektórzy tak brną w jakąś dziwną logikę swoich uczynków, że zatracają trzeźwość osądu (który dojrzewa razem z wiekiem... Podobno ;) ). Całe szczęście niektórzy uczą się na błędach nie po to, by móc je bezbłędnie powtarzać. ;)
    Pozdrawiam Cię Karolinko serdecznie i życzę więcej wiary w to, że z Tobą jest wszystko jak najbardziej tak. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cię na moim blogu i muszę przyznać, że w tym co piszesz jest dużo racji. Niestety, człowiek jest istotą niedoskonałą i często wyładowuje swoją złość na innych. Wiem to także po sobie. Staram się jednak być dla innych życzliwa i miła, bo od tego nie zwalnia mnie moje mpd. Pozdrawiam

      Usuń
  8. Karolinko,
    jesteś bardzo wrażliwą i delikatną dziewczyną. Ty i ja wiemy, że nie wszystka młodzież jest zła.
    Bardzo duża część pragnie popisać się przed innymi. Potem utwierdzają się w tym marznie. Mimo wszystko warto pracować z młodzieżą bo dobro zawsze zwycięża.
    Bardzo dziękuję za odwiedziny!!!!
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że nie wszystka młodzież jest zła. Gdyby tak było, to nie miałby kto pracować z dzieciakami w Oratorium(na przykład). Tymczasem opiera się ono głównie na młodzieży będącej animatorami. Mnie tylko denerwuje bezmyślność w niektórych momentach. Chociaż podobno uczymy się na błędach. Co jednak, kiedy błędu nie da się poprawić?
      Łucjo, ciekawe blogi zawsze z miłą chęcią będę odwiedzać, a Twój niewątpliwie do nich należy :-)
      Pozdrawiam

      Usuń