Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 2 lutego 2017

"Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi"

Drugiego lutego w Kościele Katolickim obchodzone jest święto Ofiarowania Pańskiego, znane dawniej pod nazwą święta Oczyszczenia Najświętszej Maryi Panny. Związane jest ono z żydowską tradycją oddania najstarszego syna Najwyższemu w Świątyni Jerozolimskiej, lub jakiejś innej(kiedy rodzina mieszkała np. w Egipcie), po dokonaniu się u kobiety procesu oczyszczenia po porodzie(zwykle trwającego właśnie 40 dni). Tego dnia, podczas Mszy świętej, odczytywany jest fragment Ewangelii według św. Łukasza, opowiadający o tym jak sędziwy człowiek imieniem Symeon rozpoznał w zaledwie miesięcznym niemowlęciu zapowiadanego przez proroków Mesjasza, nazywając go światłem na oświecenie pogan. Zawsze, kiedy słyszę tego typu fragmenty, zastanawiam się, co w takich chwilach czuli Józef z Maryją. Przecież oni znali prawdę, zmuszeni byli jednak ją ukrywać.
Mogłoby nam się wydawać, że porównanie małego Jezusa do światła na oświecenie pogan doskonale odzwierciedla święto Matki Boskiej Gromnicznej, przypadający tego samego dnia. Tymczasem zwyczaj ten przejęliśmy od pogan, dla których zapalona świeca była symbolem walki ze złymi mocami(np. podczas burzy stawiano ją w oknach, aby odpędzała pioruny). Chrześcijaństwo nadało poświęconej gromnicy nieco inny charakter: poświęconą i zapaloną przynosiło się do domu, aby ogień Najwyższego czuwał nad domownikami, zapalano ją podczas chrztów, komunii świętych i pogrzebów, wkładano w ręce osoby umierającej, aby "szła za światłem", oświetlała zaciemniony pokój, w którym leżał nieboszczyk. Ciekawostką jest, że święto to znane jest w Polsce i kilku ościennych krajach, gdzie indziej się go nie praktykuje. Trochę więcej o nim informacji znajdziecie w krótkim artykule, który napisałam na portalu wiadomości24: http://www.wiadomosci24.pl/artykul/uroczystosc_matki_boskiej_gromnicznej_pamiatka_poganska_358709.html
Trzymając dzisiaj taką prawdziwą gromnicę w kościele wywołałam niemałą sensację. Z bólem serca muszę przyznać, że te tradycyjne, grube świece zostały wyparte przez zwykłe, chude świeczuszki. Może jestem zbyt staroświecka na swój wiek, ale jakoś do pewnych tradycji, czy też obyczajów jestem jakoś szczególnie przywiązana. Przed Mszą świętą mieliśmy spotkanie animatorów w parafialnym oratorium i wszyscy dziwili się, że idę dzisiaj na nabożeństwo. Tymczasem ja uważam, że wiara jest dla wszystkich, nie tylko dla przysłowiowych "starych babć". I że należy ją formować od najmłodszych lat, nie tylko poprzez służbę w oratorium, ale przede wszystkim przez szczere uczestnictwo we Mszach świętych. No, ale przecież każdy z nas ma wolną wolę oraz sumienie, które powinno nam podpowiadać co mamy czynić. A potem, zgodnie z prastarą tradycją, przyniosłam zapaloną świecę do domu, chociaż był to niemały wyczyn. W pewnych miejscach są niesamowite przeciągi, a i dłonie nie zawsze chcą mnie słuchać. Zawsze w takich sytuacjach wyobrażałam sobie moich rodziców, niosących zapalone gromnice przez kilka kilometrów po "łysych polach", bądź gęstych lasach. Traf chciał, że zarówno mama, jak i tata wychowali się na wsiach, a wręcz przyczółkach, w których nie było kościoła, zaś zarówno parafia, jak i szkoła oddalona była od nich o kilka kilometrów, które musieli pokonać na nogach. Bez bieżącej wody, bez elektryczności, w biednych, rozpadających się chatynkach, pamiętających jeszcze lata, kiedy Polska była pod zaborami. Za to z głęboką wiarą religijną. Tata do dzisiaj wspomina, jak wychodził z domu o czwartej rano, żeby zdążyć na roraty na 7 rano. Cóż to więc jest te moje kilkaset metrów?
I tak na koniec wiersz mojego autorstwa napisany gdzieś w połowie liceum: 
Ty chronisz nas przed burzą.
Ty oświetlasz ostatnią drogę konającym.
Ty wprowadzasz ochrzczonych w świat wiary.
I wznosisz modlitwy szeptane przy zimnych już trupach.
Oświetlasz drogę dzieci przystępujących do Stołu Pańskiego.
Chociaż niedostrzegana, wiara nie miały by sensy bez Ciebie.
Jesteś z chrześcijanami od początku do końca,
Od urodzenia - do śmierci.
Niczym alfa i omega naszego życia.
Niech Twój ciepły ogień nigdy nie gaśnie,
Niczym Boży ogień miłości, względem każdego z nas.
Gromnico - cicha Boża pomocnico już tutaj, na ziemi.

10 komentarzy:

  1. Karolinko, kolejny piękny wiersz.
    Kiedyś ludziom nie przeszkadzała odległość czy pogoda, by pójść do kościoła. Dziś niestety jest coraz więcej wygodnictwa, w którym gubi się to, co najważniejsze.
    Tulę Cię mocno.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ładny wiersz ! Powinnaś częściej dzielić się z Nami swoją poezją :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny wiersz! Pozdrawiam i życzę wspaniałego weekendu!:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  4. Wspaniały wiersz, pełen prawdy. Pozdrawiam ciepło!!Dziękuję za pamieć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że mój skromny wiersz przypadł Wam do gustu :)

      Usuń
  5. Karolinko, w tym wierszu jest wszystko.
    Ja też chodziłam do kościoła 5 km a do drugiego, tego związanego z moją szkołą podst. 7 km.

    OdpowiedzUsuń
  6. Tak, droga Karolino, wiara jest dla wszystkich; uważam też, że dla tych mało wierzących,czy sceptycznych. Rzeczywiście, prawdziwa gromnica budzi dziś zadziwienie (nie mylić z podziwem) i trudno jest się skupić na nabożeństwie, gdy niemal wszyscy w okół stukają się w czoła na widok kogoś z taką gromnicą. Jak ja Cię rozumiem... Piękny i wzruszający wiersz (życzę powodzenia w dalszej twórczości)
    Serdeczności życzę i obiecuję odwiedzać Twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło czytać takie słowa. Również pozdrawiam

      Usuń
  7. Przypuszczam, że wiesz o odwiedzinach u Ciebie. Czytałam Twój post i piękny wiersz.
    Przepraszam ale brak czasu nie pozwalał na napisanie nawet jednego zdania.
    Całuję i serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łucjo, wbrew pozorom ja też ostatnio cierpię na wieczny brak czasu, więc doskonale Cię rozumiem! Cieszę się, że jesteś!

      Usuń