Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 13 marca 2017

Cztery!

Na początku tego postu pragnę podziękować wszystkim za słowa otuchy pod poprzednim postem. Tak mi się jakoś miło na duchu zrobiło, kiedy pomyślałam sobie, że tak dużo osób mnie wspiera, że wierzycie w to, że pomimo niepełnosprawności dam sobie ze wszystkim radę. Że nie oceniacie z perspektywy papierka, a tego co piszę tutaj na blogu. A uwierzcie mi, że nic sobie nie wymyślam, nie ubarwiam. Po prostu piszę jak jest. A jest chyba normalnie, jak w życiu wielu moich rówieśników. No nic, jestem po pierwszych rozmowach w mojej sprawie. Co prawda dziekan jest nieugięty pod względem opiekuna, ale jest też szansa, że uczelnia znajdzie środki, aby go zrefundować. Uff... przynajmniej kwestie finansowe być może mnie ominą...
W tak szczególnym dla Polaków dniu - 16 października 2013 r
- podczas Audiencji Generalnej na Placu św. Piotra
Uwierzycie w to? Bo ja do końca nie mogę pojąć, jak ten czas szybko leci. Cztery lata temu, mniej więcej w tych godzinach, ze słynnego komina znajdującego się nad Kaplicą Sykstyńską uniósł się legendarny biały dym. Kilkadziesiąt minut później na balkonie Bazyliki św. Piotra pojawił się skromny jezuita, którego wybrali, jak to on sam określił, "z samego końca świata". Już od pierwszego wejrzenia podbił serca niejednego z nas. Osobiście pomyślałam sobie wtedy, że lepszego wyboru kardynałowie nie mogli dokonać. I jeszcze to imię, Franciszek, zwiastujące szereg zmian doprowadzających do uleczenia zhańbionego grzechem Kościoła. Bo nie da się ukryć, że początek jego pontyfikatu przypadł na światowy kryzys wiary. Niejeden upatrywał w nim czegoś w rodzaju antidotum na to, co się dzieje w duchowieństwie.
Podaj mi swoją dłoń, a ja Cię zaprowadzę do samego Boga
A potem. Potem zadziwiał i zadziwia nieustannie. A za razem mówi tak prostym językiem, że nawet niewykształceni ludzie mówią: "Kurcze, rozumiem co on mówi". Nie da się ukryć, że po naukowych rozprawach Jana Pawła II oraz Benedykta XVI, gdzie słuchacze często gubili się w ich słowach, taka zmiana jest zdecydowanie na plus. Jednocześnie wymaga od innych, a przede wszystkim od siebie. Przemawiając do młodzieży stara się nawiązać dialog, a za razem nie traktować ich z dystansem. Tak jak jego poprzednicy, stara się zwracać uwagę na sprawy słabszych i bezbronnych. Nie przejdzie obojętnie obok niepełnosprawnych i chorych. Zawsze zatrzyma się przy nich i pochyli, aby chociaż pobłogosławić, bo jak sam mówi - "To właśnie tacy ludzie współdźwigają krzyż z Jezusem Chrystusem".
16 październik 2013 - audiencja generalna w Watykanie,
papież pozdrawia zgromadzonych wiernych
Mnie osobiście zachwycił jeszcze jednym - tym, że za każdym razem prosi zgromadzonych pielgrzymów o modlitwę za niego. Tym samym nie wywyższa się poza zwyczajnego człowieka, a wręcz próbuje zrównać się z nim, co jest godne podziwu, zważając na luksusy, w jakie opływają niektórzy jego podwładni. On jednak wybrał proste, zwyczajne życie, takie jakie wiódł przez lata w Argentynie. A to przemawia do ludzi, pokazując, że Kościół można jeszcze uzdrowić.
Wiem, że po abdykacji Benedykta XVI w sercach niejednego Polaka pojawiła się nadzieja, że to jeszcze raz Polak zostanie wybrany na Głowę Kościoła Katolickiego. Ja zaś miałam inne pragnienie - nie chciałam, aby to był Polak, Niemiec, Azjata, czy Amerykanin. Chciałam, aby to była taka osoba, która jeszcze raz swoją charyzmą wpłynie na nasze serca i umysły. I wydaje mi się, że Najwyższy wysłuchał mojej prośby. Bo po tych czterech latach nie wyobrażam sobie innej osoby na Piotrowym Tronie niż papieża Franciszka.

5 komentarzy:

  1. Karolinko, cieszę się, że coś ruszyło w Twojej spawie.
    A Franciszek niech nas prowadzi z radością do Pana...

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak to jego imię przyjęte dużo o nim świadczyło. Ciszę się, że jest to bardzo skromny człowiek, takiego włąsnie potrzebuje Kościół.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak to prawda czas szybko leci, a ja w zupełności niosąc swój Krzyż zapomniałam o tej rocznicy. Wiadomo, że Jan Paweł II był "moim" papieżem, jednak Franciszek też mogę powiedzieć, że nim jest. Człowiek wielkiego serca dla maluczkich ludzi...mam nadzieję, że jeszcze wiele lat będzie z nami i dla nas na Stolicy Piotrowej!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Faktycznie, szybko czas leci. A Duch Święty wciąż działa.
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  5. FRANCISZEK, WYJĄTKOWY PAPIEŻ I CZŁOWIEK. CAŁKOWICIE ZAPOMNIAŁAM, ŻE PRZEWODZI NAM JUŻ CZWARTY ROK.
    MAM SPORE ZALEGŁOŚCI W CZYTANIU TWOICH WSPANIAŁYCH POSTÓW...KAROLINKO CZYNIĘ TO Z OGROMNĄ PRZYJEMNOŚCIĄ.
    BARDZO DZIĘKUJĘ, ŻE ZAWSZE O MNIE PAMIĘTASZ.
    CAŁUJĘ I SERDECZNIE POZDRAWIAM:)

    OdpowiedzUsuń