Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 19 marca 2017

Święty Józef - cichy bohater

Na kartach Pisma Świętego nie znajdziemy ani jednego słowa, którego autorstwo przypisywano by świętemu Józefowi. Zawsze znajdował się w cieniu Syna Bożego, dla którego miał stać się ziemskim opiekunem oraz swojej żony, Maryi. 
W tamtych czasach było to rzadko spotykane, ponieważ stanowisko kobiety w Izraelu zarówno pod względem religijnym, jak i społecznym, było niższe niż mężczyzny. Niewiasty były poddane mężom, których nazywali "panami". Były też bardziej ich sługami niż towarzyszkami życia. Do ich głównych obowiązków należało mielenie zboża, codzienny wypiek chleba, pranie, gotowanie, przygotowanie odzieży, wyrób tkanin, karmienie dzieci, staranie się o opał, wodę oraz naczynia, aż wreszcie praca na polu i w ogrodzie. Kobieta nie była niewolnicą męża, ale przynależała do niego. Stanowisko niewiasty utrudniała możliwość poligamii oraz dopuszczalność rozwodu ze strony męża, lecz jej to nie przysługiwało. Również w życiu religijnym kobieta nie miała pełni praw: nie mogła składać ofiar(z wyjątkiem ofiary na oczyszczenie oraz uzdrowienie), nie miały obowiązku pielgrzymowania, ani do odmawiania nieustannej modlitwy Szema, czytania Tory, czy też mieszkania w szałasie podczas Święta Namiotów.
Józef musiał być młody, kiedy poznał Maryję. Przypuszcza się, że mieścił się w przedziale 20 - 24 lat. Maryja mogła mieć około 14 lat. Nie wiadomo dokładnie jak się poznali. Co prawda wybór żony dla syna spoczywał na rodzicach, jednak on sam mógł zawrzeć małżeństwo wbrew jego woli, jednak musiał się wtedy liczyć z brakiem błogosławieństwa od ojca. Niebawem nastąpiło zaślubienie małżonków, które zwieńczyło okres ich narzeczeństwa. Chociaż byli już oficjalnie małżonkowie, ze wspólnym zamieszkaniem musieli jeszcze chwilę zaczekać.
W tym czasie rozegrały się wydarzenia, które zapisane zostały na kartach Ewangelii. Po Zwiastowaniu Maryja udała się z karawaną do kuzynki Elżbiety, która wedle słów Archanioła Gabriela miała spodziewać się tak jak ona dziecka. Zagadką pozostanie to, czy Maria od razu zorientowała się, że jest w ciąży. Była w wieku, w którym dopiero wkracza się w okres dojrzewania i brak miesiączki raczej nie dziwił.
Kiedy wróciła od Elżbiety, ciążę prawdopodobnie było już widać. W mieście nikt nie snuł żadnych podejrzeń, wszak prawo uznawało dziecko poczęte już w okresie narzeczeństwa, zaś Józef z Maryją już od pewnego czasu byli małżonkami. 
Jedyną osobą, która miała podejrzenia co do ciąży Maryi był sam Józef. Dotąd ze sobą nie współżyli. Było więc dla niego jasne, że żona zdradziła go z innym, może jeszcze w okresie ich narzeczeństwa, a owocem takiego stanu rzeczy miało być dziecko. Inaczej mówiąc - wedle logicznego myślenia Maryja dopuściła się ciężkiego grzechu cudzołóstwa. Józef miał dwie możliwości wyjścia z tej sytuacji: mógł oskarżyć małżonkę o niewierność, prawdopodobnie skazując ją śmierć poprzez ukamienowanie. Co prawda prawo chroniło kobietę przed zniesławieniem i fałszywym oskarżeniem ze strony męża - w przypadku braku dowodów winy niewiasta została poddana w świątyni próbie gorzkich ziół, polegającej na wypiciu wody zmieszanej z śmieciami, jednak to kapłan decydował czy próba ta okaże się pozytywna, czy też negatywna poprzez ilość śmieci. Oskarżenie małżonki o niewierność oznaczało by też dla niej hańbę. Ale mógł też zrobić coś innego - napisać list odsuwający Maryję od siebie. Co prawda w tym wypadku to na niego posypałby się grad krytyki, m.in. za to, że zostawia żonę w stanie błogosławionym, ale tym samym ocaliłby jej życie. Zapewne długo zastanawiał się, którą z opcji wybrać: hańbę dla żony, czy też dla siebie. W końcu zdecydował, że napisze list oddalający. Dzięki temu Maryja mogła wieść w miarę spokojne życie w którymś z domków samotnie wychowując owoc swojego grzechu niewierności. A on... no cóż, pewnie jakoś poradziłby sobie jakoś z wytykaniem go palcami przez mieszkańców miasteczka, ewentualnie przeniósłby się do innej miejscowości, zaczynając nowe życie.
Być może już miał napisany list rozwodowy i na drugi dzień chciał zanieść go Maryi, kiedy we śnie ukazał mu się anioł, przedstawiając mu całą sytuację. Zawstydzony Józef postanowił zniszczyć napisany list, zaś Maryję wziął pod swój dach. Dla narodzonego Jezusa był zaś najlepszym nauczycielem, wprowadzając chłopca w tajniki fachu, którym się trudnił, czyli ciesielstwa.
Nie wiadomo, kiedy umarł. Nie wiadomo nawet, czy do końca zdawał sobie sprawę z tego, że Jezus jest nie tylko Synem Bożym, ale przede wszystkim tym, którego zapowiadali prorocy. Wiadomo, że stał się cichym bohaterem, też przez to, że chciał przyjąć na siebie winę za oddalenie od siebie Maryi, biorąc na siebie całą za to winę. Dzięki temu, nawet gdyby nie objawiłby mu się anioł we śnie i nie przyjął potem żony pod swój dach, umożliwiłby przyjście na świat Zbawiciela, co byłoby niemożliwe, gdyby skazał ją na ukamienowanie.
A na koniec tego dzisiejszego postu wrzucam przepiękną modlitwę do patrona dzisiejszego dnia znalezioną w otchłani Internetu:
 
Dopisane wieczorem: właśnie podczas Mszy świętej odkryłam pewną ciekawostkę - liturgiczne wspomnienie św. Józefa, kiedy wypada w niedzielę Wielkiego Postu, przenoszone jest na następujący po niej poniedziałek.

6 komentarzy:

  1. Karolinko, życzę Ci opieki świętego Józefa, o którym tak pięknie napisałaś. Wspaniały to święty: uczy nas jak można być wielkim, a jednocześnie małym i pokornym.
    Uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawie napisałaś o tym świętym.W sumie to też taka myśl mi przyszła do głowy ale stwierdziłam, że papugować po Tobie i Basi nie będę.
    Miłego tygodnia życzę :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękny post Karolinko, dziękuję Ci bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Święty Józef jest wspaniały i aż do niedawna, nazbyt często niedoceniany. Dobrze, że Franciszek włączył Go do wspominania podczas Liturgii... Szkoda tylko, że nie wszyscy ojcowie idą za Jego przykładem.

    Pojęcia nie miałem o tej próbie gorzkich ziół.

    Bardzo Ci dziękuję Kochana :) I za post i za modlitwę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy i piękny post! Pozdrawiam serdecznie!:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowny post Karolinko!
    Dwa lata temu w tym czasie byłam w Krakowie. Odwiedziłam kościół Świętej Anny, akurat rozpoczęła się Msza Święta. Nigdy nie zapomnę wygłoszonej homilii. Była piękna i pouczająca. Zapała w mojej pamięci.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń