Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 11 marca 2017

Taki paradoks...

Kiedy kilka miesięcy temu napisałam o marzeniu pojechaniu na ŚDM do Panamy, wcale nie żartowałam. Wiem, wiem, niektórym z Was wydaje się to totalną abstrakcją, bo daleko, bo klimat, bo zmiana czasu. Tym czasem krocząc w mojej charakterystycznej niebieskiej koszulce wolontariusza w ostatnim tygodniu lipca ubiegłego roku po krakowskich ulicach, widziałam całe rzesze uśmiechniętej młodzieży, która przyjechała z różnych stron świata aby spotkać się nie tylko z Piotrem Naszych Czasów, ale też z nami, Polakami. Nie zrażały ich ani długa droga, ani zmiana klimatu. Nikt ich też nie pytał: "Dlaczego tu jesteście". Po prostu byli. Nie wiem jak to wyglądało w mediach, ale na żywo robiło to niesamowite wrażenie. Pomyślałam sobie wtedy, że zrobię wszystko, aby pojechać na kolejne Światowe Dni Młodzieży, które jak się okazało podczas niedzielnej Mszy Posłania, odbędą się w Ameryce Łacińskiej. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, jak kosztowna może być to podróż. Bilety lotnicze + pakiet pielgrzyma(chociaż nie ukrywam, że będę próbowała aplikować podobnie jak w zeszłym roku na wolontariusza) + jakieś drobne, w dodatku większość wydatków będzie trzeba ponieść w dolarach. Co prawda co miesiąc odkładam sobie coś z renty, jaka mi przysługuje z tytułu niepełnosprawności, na półce mam także puszkę na jakieś drobne oszczędności, obawiam się jednak, że w ten sposób nie zdołam uzbierać na czas potrzebnej kwoty. Obiło mi się też o uszy, że z Uczelni ma wyruszyć dosyć pokaźna grupa wolontariuszy, ona sama ma im zaś dofinansować tą podróż, ale... Dlaczego nie chcę skorzystać z tej opcji dowiecie się na końcu tej notki.
Uroczysty przemarsz z flagami poszczególnych państw, biorących udział w spotkaniu
Pierwszy raz w życiu postanowiłam wykorzystać moje uprawnienia do bycia wychowawcą kolonijnym w celach komercyjnych. Dotychczas byłam nim na parafialnych półkoloniach, ale to w ramach wolontariatu. Owszem, lubię taką pracę, ale wiecie, za darmo do Panamy nie pojadę. A że moje zaświadczenie o ukończeniu kursu jest wydane przez samo Kuratorium Oświaty, mogę je z powodzeniem wykorzystywać na wszelakich wyjazdach organizowanych przez zakłady pracy, placówki oświatowe, fundacje, organizacje pozarządowe, itp. Kilka dni temu wysłałam swoją aplikację do PTTK. Wiecie, jakieś doświadczenie w pracy z dziećmi już mam, w końcu i półkolonie, i sobotnie zajęcia w Oratoriach, a i na obozach sportowych nie raz pomagałam w organizacji zajęć. Ku mojemu zaskoczeniu już na drugi dzień otrzymałam pozytywną odpowiedź zwrotną. Muszę tylko dosłać potrzebne dokumenty. Co prawda komuś może się wydawać, że 500 zł, to nie są żadne pieniądze, ale trzeba pamiętać, że na tego typu kolonie jeżdżą z reguły dzieci z biedniejszych rodzin. Zresztą, sama na takie jeździłam. Więc historia niejako ma szansę zatoczyć koło...
Tak wolontariusze oczekiwali na powitanie papieża na krakowskich Błoniach, który już zmierzał na nie tramwajem
I tu pojawia się pewien paradoks: w majestacie prawa mogę posiadając stosowne dokumenty wyjechać z będącymi pod moją opieką dzieciakami nawet na księżyc, mogę przejmować za nie odpowiedzialność, nawet mogę pełnić funkcje wolontariusza podczas tak wielkiej imprezy, jaką były Światowe Dni Młodzieży, mogę podróżować pociągiem po kraju, mogę wyjeżdżać za granicę, czy też być organizatorem i przewodnikiem podczas wycieczki bez wspomagania osób trzecich, a nawet drugich. Ale czego nie mogę? Nie mogę pojechać na obowiązkową wycieczkę zaliczeniową z uczelni bez wykwalifikowanego opiekuna osoby niepełnosprawnej, za którego muszę zapłacić, bo uczelnia nie ma na to środków. Szkoda, że ocenili mnie pod tym względem z uwagi na posiadanie przeze mnie orzeczenia o niepełnosprawności(którego chyba niektórzy chyba nie widzieli na oczy, skoro mylą się w stopniu niepełnosprawności), a nie przez to, co na prawdę potrafię. A tym czasem ja od pięciu lat żyję na własny rachunek, studiuję na dwóch uczelniach, do których sama dojeżdżam 80 km, co roku wyjeżdżam na wycieczkę zagraniczną, na którą nikt nie wymaga ode mnie opiekuna. Tymczasem tutaj pojawia się problem, wydaje mi się, że bardziej związana z stereotypowym myśleniem ludzkim, niż z faktycznymi moimi możliwości.
Wiecie, może i bym się nie denerwowała, gdyby to nie była wycieczka zaliczeniowa, od której zależy moje zaliczenie studiów. Ale tak... No i właśnie dlatego ŚDM w Panamie z Uniwersytetem Papieskim w zupełności wykluczam. Pewnie znowu wymagaliby opiekuna, a na to już na pewno nie będzie mnie stać!

8 komentarzy:

  1. Karolinko,
    wierzę, że Ci się to uda. Jest Ktoś kto się troszczy...
    Pozdrawiam ciepło :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przykra ta informacja, ale trzymam za Ciebie kciuki i wierzę, że mimo wszystko pojedziesz :).

    OdpowiedzUsuń
  3. Karolinko, niektóre polskie przepisy i uregulowania są totalnie głupie. Moja podpowiedź, napisz do rektora pismo i wyjaśnij oraz dołącz konkrety przemawiające za Twoimi możliwościami i dołącz zdanie, ze odpowiadasz za siebie podczas takich wyjazdów, a jesteś osobą dorosłą z pełnymi prawami. Wówczas władze uczelni nie będą Cię traktować " tylko przez pryzmat papierka". Na pewno to pomoże, ewentualnie dołącz zaświadczenie od właściwego lekarza, czy PCPR-u o tym, że nie potrzebujesz opiekuna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Karolinko, aż trudno uwierzyć w tak absurdalne przepisy. Ale myślę, że Basia dobrze radzi; może warto spróbować?
    Wierzę, że pojedziesz do Panamy, wierzę w to głęboko.
    Uściski, kochana.

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolinko,
    jesteś przebojową dziewczyną i pojedziesz do Panamy.
    Myślę, że podpowiedź Basi jest dobra. Spróbuj, przecież nic nie tracisz a możesz zyskać.
    Pozdrowienia:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję,że uda Ci się spełnić marzenie i pojechać do Panamy:)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Trzymam kciuki by się udało pojechać ;) Życie się ma tylko jedno i warto walczyć o marzenia, tym bardziej że szansy kolejnej nie może być. Szczerze mówiąc coś mi się robi, jak słyszę o takich przepisach w Polsce które są mocno przestarzałe. Wszędzie tylko dowalają papierkowej roboty czy to na uczelniach czy to w szpitalach, mnie brakuje czasem do tego cierpliwości. Dlatego szczerze współczuję i mam nadzieję że się wszystko uda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na razie jestem po rozmowie z dziekanem i osobą z Biura Osób Niepełnosprawnych. Sytuacja zaczyna się klarować. Wygląda na to, że moi koledzy z roku przekoloryzowali całą sytuację. Jak będę coś więcej wiedziała to dam tutaj znać. Dziękuję Wam za podtrzymywanie na duchu.

      Usuń