Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 16 marca 2017

Wierny do końca 2 - Czesław Jóźwiak

Czesław Jóźwiak przyszedł na świat 7 września 1919 w Łażynie, niewielkiej wsi koło Bydgoszczy. Łażyna została opuszczona przez jej mieszkańców zaraz po II wojnie światowej i do dzisiaj nie została ponownie zasiedlona. Jego ojciec Leon pracował jako funkcjonariusz policji śledczej, jednocześnie był uczestnikiem Powstania Wielkopolskiego w latach 1918 - 1919. Mama Maria zajmowała się domem. Czesio miał troje rodzeństwa, starszego brata Wacława oraz dwie młodsze siostry - Jadwigę i Władysława. Po osiągnięciu wieku szkolnego Czesław został zapisany do szkoły powszechnej mieszczącej się w pobliskiej Bydgoszczy, a następnie do tamtejszego gimnazjum.
W 1930 r. rodzina przeprowadziła się do Poznania, gdzie jego ojciec objął pozycję referenta w policji kryminalnej. Wkrótce Czesio został wychowankiem salezjańskiego Oratorium w Poznaniu. Wkrótce stał się niekwestionowanym autorytetem dla innych chłopców, a także prezesem Towarzystwa Matki Bożej Niepokalanie Poczętej, jednej z grup formacyjnych działających przy Oratorium. Cechy przywódcze współgrały w nim z ogromną życzliwością i gotowością niesienia pomocy. Był duszą towarzystwa. Potrafił zorganizować zawody sportowe, występował w przedstawieniach, śpiewał w oratoryjnym chórze. Podczas zajęć w Oratorium gromadził wokół siebie młodszych chłopców, aby opowiadać im historie zaczerpnięte z sienkiewiczowskiej "Trylogii". Przed oratoryjnymi wyjazdami na kolonie mamy zwracały się właśnie do niego o opiekę nad synami, zaś chłopcom nakazywały "słuchać się Czesia". Nic też dziwnego, że dzieci zaczęły zwracać się do niego po prostu "tato".
Dla kolegów z Oratorium był naturą refleksyjną. W jego postawie zauważalna była pobożność, widoczna zwłaszcza, gdy po Komunii św. odchodził od ołtarza i modlił się.
Swoje zaangażowanie w działanie Oratorium godził z nauką. Po przeniesieniu się do Poznania, uczęszczał do tamtejszego gimnazjum św. Jana Kantego. W wieku 16 lat razem z Edwardem Kaźmierskim udał się na pieszą pielgrzymkę do Częstochowy, żeby podziękować Pani Częstochowskiej za pomyślne ukończenie szkoły oraz wskazanie dalszej drogi życia, która weszła w czasy kształtowane straszliwą wojną światową. Przed jej wybuchem zdążył jeszcze ukończyć kurs Przysposobienia Wojskowego młodzieżowej organizacji wojskowej
Wraz z wybuchem II wojny światowej postanowił wraz z przyjaciółmi z Oratorium wstąpić do wojska. Jako jedyny z nich otrzymał mundur oraz broń. Podczas kampanii wrześniowej walczył w batalionie Obrony Narodowej "Koronowo". Później wraz ze swoją jednostką uczestniczył w bitwie pod Bzurą.
Po złamaniu się kontrofensywy wojsk armii "Pomorze" i "Poznań" oraz rozbiciu oddziału pod Kutnem, przebrany w cywilne ubrania Czesław wrócił do Poznania. Nadszedł czas na spotkanie z uczestniczącymi w międzyczasie demonstracjach młodzieży, domagającej się obrony Poznania, przyjaciółmi. Z powodu niepowodzenia demonstracji, chłopcy opuścili miasto i udali się w kierunku Warszawy. Po drodze wszyscy dostali się do niewoli niemieckiej, z której uciekli i spod Kutna dotarli do domów.
Ponieważ okupant wprowadził obowiązek pracy, Czesio znalazł zajęcie jako pomocnik malarza w zakładzie rzemieślniczym. Jednocześnie prawie od razu zaangażował się w konspiracyjną działalność. Został zaprzysiężony w tajnej organizacji zdelegalizowanego przez Niemców Stronnictwa Narodowego, gdzie przyjął pseudonim „Piotr”. Po zaprzysiężeniu został mianowany kierownikiem sekcji organizacyjnej, której zadaniem było rozpoznanie wywiadowcze obiektów Wehrmachtu — czyli niemieckiej armii — w poznańskim Śródmieściu. Do jego zadań należał m.in. kolportaż gazetki „Polska Narodowa”. Jako harcerz tworzył struktury tajnej organizacji związanej z nurtem katolicko-narodowym, jaką było Harcerstwo Polskie.
W wolnych chwilach angażował się w działalność chóru. Pomimo masowych aresztowań duchowieństwa śpiewali w jeszcze nie zamkniętych kościołach, organizowali w dni wolne od pracy wypady za miasto, opiekowali się młodszymi kolegami. Gestapo ów chór, i środowisko młodzieży z nim związane, obserwowało szczególnie. We wrześniu 1940 roku. Czesław został aresztowany. Wraz z nim Gestapo aresztowało jego salezjańskich przyjaciół…
Miał szansę się ukryć — wraz ze starszym bratem i ojcem. Namawiano go do tego. Spodziewał się zaresztowania, bowiem Edwarda Klinika i Henryka Gabryela Gestapo zatrzymało parę dni wcześniej. Nie zgodził się, obawiając represji wobec matki i siostry.
Początkowo przebywali w poznańskiej siedzibie Gestapo. Okrutnie skatowany już pierwszego dnia przesłuchań, został przewieziony do obozu koncentracyjnego w Poznaniu, gdzie już przebywali inni jego koledzy. Starali się trzymać razem, na tyle, na ile było to możliwe. Dwa miesiące po aresztowaniu trafił do więzienia we Wronkach, w izolatce oznaczonej hasłem "Hochverrat", czyli "zdrada stanu. W kwietniu 1941 roku przewieziono go do więzienia sądowego w dzielnicy Berlina — Neukölln, w którym przebywał niecały miesiąc. Dalej został przetransportowany do szczególnie rygorystycznego więzienia w Zwickau, które było prowadzone przez same SS. Przetrzymywany był w 80-osobowej celi. Czesław nie tylko dodawał "kompanom w niedoli" ducha i pocieszał ich, ale też starał się żartować, czy też oddawał im swoje głodowe racje chleba.
Wraz z pozostałą czwórką przyjaciół został skazany na śmierć, poprzez ścięcie na gilotynie. Na wykonanie wyroku skazanych przewieziono do Drezna. Przetrzymywano ich w pojedynczych, wąskich na ok. 1 m, celach, bez możliwości kontaktu. Ostatni raz zobaczyli się z przyjaciółmi 24 sierpnia 1942 roku tuż przed wykonaniem wyroku. To najprawdopodobniej Czesław jako pierwszy został stracony. Pochowany wraz z przyjaciółmi z Oratorium we wspólnej mogile.
Przez cały okres, w czasie wielomiesięcznych przesłuchiwań — torturowania, katowania — młodzi chłopcy, przywódcy poznańskiej katolickiej młodzieży, zachowywali niezwykły spokój i niespotykaną pogodę ducha…
„Nie zwątpiliśmy nigdy, nawet w okrutnych warunkach, podczas więziennej gehenny, pozostawaliśmy apostołami księdza Bosko. Nie załamało nas śledztwo, rozdzielenie po różnych celach, terror i uciążliwy głód. Pomimo udręczeń fizycznych, moralnych, stosowanych tortur, gdy tylko drzwi zamykały się za odchodzącym gestapowcem, wracały humor i pogoda ducha. Często współwięźniowie mówili, że jesteśmy jacyś inni i pytali, czy przypadkiem nie jest nam dobrze w więzieniu…” - wspominał po latach Henryk Gabryel.

4 komentarze:

  1. Kolejna piękna, niezwykła postać. Dziękuję, Karolinko, za przybliżenie osoby Czesława.
    Uściski serdeczne i ciepłe.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna Postać, dobrze, że nam przybliżasz Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  3. MUSZĘ SIĘ PRZYZNAĆ, ŻE NIE ZNAM TEJ PIĘKNEJ POSTACI.
    NA KARTACH NASZEJ HISTORII JEST MNÓSTWO WIELKICH BOHATERÓW.
    POZDRAWIAM:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Szkoda, że o takich Ludziach tak mało się wie...

    OdpowiedzUsuń