Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 23 marca 2017

Wierny do końca 3 - Edward Kaźmierski

Edward Kaźmierski przyszedł na świat 1 października 1919 tuż u progu odradzającej się Rzeczpospolitej. Był synem Wincentego i Władysławy. Ich dom mieścił się przy ulicy Łąkowej 18. Śmierć nie oszczędzała rodziny Kaźmierskich: Zosia, jedna z sióstr Edka, zmarła w wieku trzech lat, inna siostra, Kazia, przeżyła zaledwie pół roku, ojciec chłopca zmarł zaś, gdy ten miał 4 lata. Od tego czasu na barki matki spadł ciężar utrzymania i wychowania czwórki dzieci. Wszak Edward miał jeszcze trzy siostry: Anielkę, Marysię oraz niepełnosprawną Ulę. Aby odciążyć trochę matkę, Edward w wieku 17 lat przerwał naukę i podjął pracę w sklepie dekoracyjnym, jako "chłopiec na posyłki". Z czasem został zatrudniony w warsztacie samochodowym, w którym przyuczał się do zawodu ślusarza-mechanik.
Jednocześnie trafił do miejskiego Oratorium prowadzone przez księży salezjanów, które stało się jego drugim domem. Na zmianę z Franciszkiem Kęsym pełnił w nim funkcję prezesa towarzystwa św. Jana Bosko. Ale nie tylko do tego się ograniczał. Kochał udzielać się w przedsięwzięciach artystycznych: można go było zobaczyć w przedstawieniach oratoryjnych, gdzie przypadały mu główne role. Był uzdolniony muzycznie: grał na fortepianie, harmonii oraz skrzypcach, śpiewał solowe partie w oratoryjnym chórze. Ponadto sam komponował, stąd wzięła się jego ksywka "kompozytor". Oprócz tego lubił chodzić do teatru, opery, na koncerty oraz do kina. Swoje przeżycia zapisywał w pamiętniku. Nie ograniczał się jednak tylko do sztuki - w wolnych chwilach grywał z innymi chłopakami w piłkę. Młodszym imponował tym, że znał się na samochodach.
W 1935 roku udał się wraz z przyjacielem z Oratorium, Czesławem Jóźwiakiem, udał się w pieszą pielgrzymkę do Częstochowy. U stóp Jasnej Góry chciał pomodlić się do Maryi Wspomożycielki o pomoc w znalezieniu towarzyszki na całe życie. Oczywiście zabrał z sobą swój pamiętnik, w którym wymieniał imiona wszystkich uroczych dziewcząt, które spotkał po drodze.
Kiedy 1 września 1939 roku Niemcy zaatakowali Polskę, Edward wraz z pozostałymi przyjaciółmi z Oratorium postanowił wstąpić do wojska. Nie został jednak do niego przyjęty. Brał jednak udział w demonstracjach młodzieży, która domagała się obrony rodzimego miasta. Kiedy to nie doszło do skutku, wraz z przyjaciółmi opuścił miasto i udał się w kierunku Warszawy. Co prawda wszyscy dostali się do niewoli, ale udało im się uciec i spod Kutna dotrzeć z powrotem do domów.
Edward szybko zaangażował się w działalność konspiracyjną. Dzięki Czesławowi Jóźwiakowi został zaprzysiężony w zdelegalizowanej przez Niemców Narodowej Organizacji Bojowej. Czesław był jej kierownikiem, zaś do głównych zadań organizacji należało m.in. rozpoznanie wywiadowcze obiektów niemieckiej armii na poznańskim przedmieściu. Utrzymywał kontakty z tworzącymi się strukturami podziemnego Harcerstwa Polskiego. Edward nawiązał też kontakty z inną podziemną organizacją - Wojskową Organizacją Ziem Zachodnich. Została ona rozbita przez Niemców w lipcu 1940 roku. Chłopakowi udało się uniknąć wtedy aresztowania.
Poza działalnością w konspiracji młodzi próbowali prowadzić w miarę normalne życie. Edward z ochotą uczestniczył w działalności młodzieżowego chóru chłopięcego, kierowanego przez Stefana Stuligrosza. Pomimo masowych aresztowań duchowieństwa, chłopcy śpiewali w niezamkniętych kościołach, w dni wolne od pracy organizowali wypady za miasto, a także opiekowali się młodszymi kolegami. Chór ten był obserwowany przez niemiecką tajną policję polityczną od samego początku wojny. W końcu ktoś związany z Oratorium doniósł na jego członków na policję. Aresztowania były kwestią czasu.
Po Edwarda przyszli 23 września 1940 roku. Początkowo zawieziono go do siedziby Gestapo w "Domu Żołnierza". Podczas rewizji osobistej znaleziono przy nim też różańce, które wyrzucili do kosza. Kiedy Niemcy na chwilę wyszli z pomieszczenia, Edek wraz z innymi chłopcami wyciągnął je z kosza i dokładnie schował. 
Z więzienia Gestapo Edward został przewieziony do znanego obozu koncentracyjnego Posen - Fort VII - w Poznaniu, gdzie spotkał się z przyjaciółmi z Oratorium. Chociaż byli w różnych celach, widywali się na podwórzu, gdzie wymieniali choćby uścisk dłoni, karteczki zachęcające do wspólnych praktyk, tak jak w Oratorium… Przesłuchiwany w więzieniu przy ulicy Młyńskiej, gdzie był torturowany i bity. W listopadzie 1940 roku przewieziono go do więzienia we Wronkach, gdzie siedział w celi oznaczonej hasłem "zdrada stanu". We Wronkach Edward, ten najwierniejszy syn salezjańskiego charyzmatu, na dnie zbrodniczej machiny niemieckiej, gdy wydawałoby się tylko przetrwanie mogło być jedynym celem i tematem rozmyślań aresztowanych nieszczęśników, pokornie „się poznał i zauważył, jak mu dużo brakuje, aby być dobrym synem księdza Bosko, miłym Bogu, pożytecznym bliźnim i prawdziwą pociechą rodziny”. Następnie przeniesiono ich do więzienia sądowego w berlińskim Neukölln. Stamtąd w maju 1942 roku, jakby przeczuwając swoją przyszłość, odesłał rodzinie większość swoich rzeczy. 
Ostatnim etapem jego życia było ciężkie więzienie w Zwickau, w którym 1 sierpnia 1942 roku usłyszał wyrok śmierci. Edward wraz z innymi wychowankami poznańskiego Oratorium został zgilotynowany 24 sierpnia 1942 roku, we wspomnienie Maryi Wspomożycielki Wiernych, tuż przed godziną 21:00. W ostatnim liście do rodziny pisał:
O dziękujcie Najłaskawszemu Zbawcy, że nie wziął nas nieprzygotowanych z tego świata, lecz po pokucie, zaopatrzonych Ciałem Jezusa w dzień Marii W.W. O dziękujcie Bogu za Jego niepojęte miłosierdzie. Dał mi spokój. Pogodzony z Jego Przenajświętszą Wolą schodzę za chwilę z tego świata. Wszak On tak dobry przebaczy nam […]
Do upragnionego zobaczenia w niebie

7 komentarzy:

  1. Kolejna niezwykła postać...
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję Karolino, że przybliżasz nam takie piękne Postaci.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znałam historii tego człowieka. Dziękuję za przybliżenie mi jej.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za wspaniałe przedstawienie postaci i dziękuję za pamięc blogową :)))i komentarze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeszcze tylko dwa spotkania z członkami błogosławionej salezjańskiej piątki, a potem tylko czekanie do czerwca, kiedy w Poznaniu będą oficjalne obchody 75 rocznicy ich męczeńskiej śmierci.

    OdpowiedzUsuń
  6. Karolinko,
    nie znałam tej postaci. Bardzo dziękuję. Od Ciebie tak wiele się uczę.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń