Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 11 kwietnia 2017

A może ktoś niesie cięższy Krzyż od Ciebie?

Krzyż to jest zawsze drzewo życia,
które miast liści ma w sobie gwoździe.
Wzniesiony na wzgórzu, wśród kosodrzewiny,
a innym razem stojący przy moście.
Krzyż to znak hańby, ale nie zawsze,
bo na nim Bóg sam oddał swe życie.
Niosąc na barkach drewnianą belkę,
wypełnił misję swą należycie.
W zapachu drewna, w sękatych wgłębieniach,
została schowana tajemnica.
Lecz zgadnąć może ją tylko człowiek,
co dotknął krzyża za swego życia.
Krzyż to jest droga, kręta, zawiła,
wiodąca po ścieżkach życia naszego.
Lecz pokonując wszelkie zakręty,
dojdziemy z nim do Życia Wiecznego.
Wzniesiony na grzechu łatwo się przewraca,
jakby pod naporem silnej wichury.
Lecz postawiony na czystym sumieniu,
swym majestatem pnie się do góry.
Krzyż to drabina, wiodąca do Boga,
wysoka bardzo, z wieloma szczeblami,
Której nie zrobi stolarz czy cieśla,
lecz my swoją wiarą i uczynkami.

Wierszem napisanym zaledwie dwa lata temu witam Was w kolejnym mojej notatce. Powoli zbliżamy się do końca tegorocznego Wielkiego Postu przygotowującego nas na najważniejsze dla każdego katolika święta, Wielkanoc. Poprzedzi je Wielki Piątek, upamiętniający dzień, w którym niewinny człowiek wziął ciężki krzyż na swoje ramiona, aby każdy z nas został zbawiony.
No właśnie, tyle razy narzekamy na to, że dostaliśmy zbyt ciężki Krzyż do niesienia. Przytłoczeni problemami zdrowotnymi, rodzinnymi i zawodowymi niejednokrotnie nie dostrzegamy osób obok nas, którzy być może mają jeszcze większe problemy od nas. Za maską pozornego uśmiechu mogą ukrywać się prawdziwe ludzkie tragedie.
Nawet czytając blogi wielu z Was odkrywam tragedie, które dotykają Was i Waszych znajomych. Ze wzruszeniem czytam blog emki, która każdego dnia walczy o zdrowie dwóch przysposobionych, ale ciężko chorych córek. Biorąc je wiedziała jak trudny Krzyż przyjdzie jej i jej małżonkowi nieś, a jednak zdecydowali się na ten odważny krok. Niedawno trafiłam na blog Agaji, a stamtąd do Rutki, której mąż nagle zachorował na nowotwór nerki. Guz został wycięty wraz z całą nerką oraz nadnerczem, trwają badania nad ustaleniem rodzaju nowotworu. Albo taka pani Danusia, autorka bloga poświęconego jej ciężko niepełnosprawnego synowi Adamowi, której życie nigdy nie oszczędzało. Przez błąd lekarza leczącego jej synka z zapalenia opon mózgowych, chłopiec w 13 miesiącu życia stał się całkowicie zależny od otoczenia. I w takim stanie pozostaje do dzisiaj. Następnie zmarł jej mąż(został pochowany w dniu 4 urodzin Adasia), pozostałe dzieci też zaczęły podupadać na zdrowiu. W końcu i ona zachorowała na nowotwór, z którym walczy po dzień dzisiejszy. Kiedy ostatnio poszła na leczenie w szpitalu, Adam przez niedopilnowanie pielęgniarki z DPSu trafił w ciężkim stanie na oddział. Przed matką szereg trudnych decyzji - nie zazdroszczę tego Krzyża. Rodzice chorej na SMA Julki, Szymona, czy też Antka każdego dnia zmagają się z myślą, że być może to jest ostatni dzień życia ich ukochanych dzieci. Zresztą po śmierci Julki ich strach został spotęgowany. Przy dzieciach muszą jednak ukrywać swój strach i żyć tak, jakby jutro miało na pewno nadejść. Albo ludzie zamieszkujący kamienicę w Świebodzicach, którzy w wyniku sobotniego wybuchu stracili cały dorobek swojego życia, niektórzy z nich członków rodziny. Słyszałam, czy też czytałam opinie, że takim to teraz będzie dobrze, bo dostaną za nasze wikt i opierunek od Państwa, bo pogrzeby będą na nasz koszt... Naprawdę chcielibyśmy znaleźć się na ich miejscu?
Takich przypadków mogłabym mnożyć i mnożyć bez końca. Z pozoru zwyczajne życie skrywa za sobą niewyobrażalne cierpienie. Każda z wyżej wymienionych przeze mnie osób nie tylko dźwiga jakiś Krzyż, ale wręcz staje się współczesnym Szymonem Cyrenejczykiem, który pomaga nieść Krzyż komuś innemu. Piękny gest, na którego stać niestety, tylko nielicznych. Wpatrzeni w swoje Krzyże niejednokrotnie nie zauważamy Krzyży innych ludzi. A oni niejednokrotnie dźwigają je z pokorą i całkowitym zaufaniem Woli Bożej. Na wzór Syna Bożego nie zrzucają z siebie tego bolesnego brzemienia. Więc może zamiast znowu narzekać, jaki to ciężki Krzyż przyszło nam dźwigać na naszą życiową Górę Kalwarię, rozejrzyjmy się wkoło. Może ktoś nie ma gdzie mieszkać, może ma zimno w mieszkaniu, może matka nie ma co dzieciom na obiad ugotować, a może jakieś dziecko jest smutne, bo jego rodzic jest śmiertelnie chory? Może to są właśnie te cięższe Krzyże od naszych? Może po dostrzeżeniu ich odkryjemy, że nasze życie wcale nie jest takie złe? Ja też się ciągle uczę - nie jest to łatwe, bo większość z nas zazdrości czegoś innym. Ale jakbym się tak głębiej zastanowiła, to chyba nie wymieniłabym tego mojego bądź co bądź ograniczonego życia, na żadne inne. Może i Wy spróbujcie pomyśleć takimi kategoriami tuż przed wspomnieniem najważniejszego dnia dla nas, katolików. Spójrzcie w Wielki Piątek na Krzyż i pomyślcie, że ktoś dwa tysiące lat temu niósł kawał drewna składający się z naszych grzechów. Nikt nigdy nie będzie niósł cięższego Krzyża.
Zagmatwałam? Może trochę, ale nie potrafię znaleźć innych słów ku temu, co chcę Wam dzisiaj przekazać. I na koniec opowiadanie znalezione w sieci, które daje dużo do myślenia:
Był człowiekiem biednym i prostym. Wieczorem po dniu ciężkiej pracy, wracał do domu zmęczony i w złym humorze.Patrzył z zazdrością na ludzi, jadących samochodami i na siedzących przy stolikach w kawiarniach.
- Ci to mają dobrze - zrzędził, stojąc w tramwaju w okropnym tłoku.
- Nie wiedzą, co to znaczy zamartwiać się... Mają tylko róże i kwiaty. Gdyby musieli nieść mój krzyż!
Bóg z wielką cierpliwością wysłuchiwał narzekań mężczyzny. Pewnego dnia czekał na niego u drzwi domu.
- Ach to Ty, Boże - powiedział człowiek, gdy Go zobaczył. - Nie staraj się mnie udobruchać.
Wiesz dobrze, jak ciężki krzyż złożyłeś na moje ramiona.
Człowiek był jeszcze bardziej zagniewany niż zazwyczaj. Bóg uśmiechnął się do niego dobrotliwie.
- Chodź ze Mną. Umożliwię ci dokonanie innego wyboru - powiedział.
Człowiek znalazł się nagle w ogromnej lazurowej grocie. Pełno było w niej krzyży: małych, dużych, wysadzanych drogimi kamieniami, gładkich, pokrzywionych.
- To są ludzkie krzyże - powiedział Bóg. - Wybierz sobie jaki chcesz.
Człowiek rzucił swój własny krzyż w kąt i zacierając ręce zaczął wybierać.
Spróbował wziąć krzyż leciutki, był on jednak długi i niewygodny. Założył sobie na szyję krzyż biskupi, ale był on niewiarygodnie ciężki z powodu odpowiedzialności i poświęcenia. Inny, gładki i pozornie ładny, gdy tylko znalazł się na ramionach mężczyzny, zaczął go kłuć, jakby pełen był gwoździ. łapał jakiś błyszczący srebrny krzyż, ale poczuł, że ogarnia go straszne osamotnienie i opuszczenie. Odłożył go więc natychmiast. Próbował wiele razy, ale każdy krzyż stwarzał jakąś niedogodność. Wreszcie w ciemnym kącie znalazł mały krzyż, trochę już zniszczony używaniem. Nie był ani zbyt ciężki ani zbyt niewygodny. Wydawał się zrobiony specjalnie dla niego. Człowiek wziął go na ramiona z tryumfalną miną.
- Wezmę ten! - zawołał i wyszedł z groty.
Bóg spojrzał na niego z czułością. W tym momencie człowiek zdał sobie sprawę, że wziął właśnie swój stary krzyż ten, który wyrzucił, wchodząc do groty.
"Jak noc nad ranem, tak życie staje się coraz jaśniejsze w miarę, jak przeżywamy a przyczyna każdej rzeczy wreszcie się wyjaśnia" (Richter).

9 komentarzy:

  1. Moja mama mówi każdy dostaje od Boga krzyż, tak ciężki, jaki zdoła unieść. Jeżeli go zrzuci, może tylko otrzymać coś gorszego, nad jego siły. Nie ma człowieka pozbawionego cierpienia, ono wpisuje się w nasz los. Pozdrawiam
    zolza73.blogspot.com
    londyn73.blogspot.co.

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko, pięknie napisałaś o krzyżu. To prawda, że każdy z nas dźwiga swój i piękne jest, że czasem możemy stać się dla kogoś Szymonem z Cyreny i wspomóc go w dźwiganiu jego krzyża.
    Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasami, dzięki temu, że stajemy się Szymonami z Cyreny, nasz Krzyż może stać się niebywale lekki. Całuję.

      Usuń
  3. Każdy z nas ma jakiś swój krzyż. Należy dźwigać Go z godnością i ofiarować swoje cierpienie Bogu.
    Przyjęty w pokorze przynosi zbawienie i błogosławieństwo.

    Droga Karolinko!
    Z okazji nadchodzących Świat Wielkanocnych życzę dużo zdrowia, radości, pogody ducha oraz wzajemnej życzliwości, a także wielu spotkań w gronie rodzinnym.

    WESOŁEGO ALLELUJA!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknie napisane Łucjo. Niestety, nie każdy tak potrafi. Pozdrawiam Cię serdecznie Łucjo i dziękuję za życzenia

      Usuń
  4. Podobno każdy ma taki Krzyż jaki potrafi unieść, podobno Pan Jezus wie co komu może dać a im bardziej nas kocha, tym cięższe (na nasze możliwości) krzyże nam daje. I bardzo mi jest przykro kiedy ludzie mi mówią ze ty to masz fajnie, nie masz obowiązków, o nic martwić się nie musisz...lecz ludzie nie wiedzą jak jest na prawdę. Ja nie narzekam, ale nie oceniam póki nie wiem. Bo każdy z nas ten Krzyż nosi tyle,że nie wszyscy chcemy o nim mówić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czy na pewno nie oceniasz innych póki nic o nich nie wiesz?

      Usuń
  5. Wszystkiego co najlepsze, najwspanialsze i najpiękniejsze, a przede wszystkim zdrówka, spokoju, miłości i radości dla Ciebie i Twoich bliskich.
    Wesołych Świąt Karolinko!;-)))

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń