Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

A na scenę salezjańską w tym roku zawitały słowa samego papieża Franciszka

Niedługo minie rok od chwili, w której papież Franciszek spotkał się z młodzieżą praktycznie z całego świata na krakowskich Błoniach oraz na Kampusie Miłosierdzia. Miesiące przygotowań na przyjęcie nie tylko głowy Kościoła Katolickiego, ale też wielokulturowej gromady wiernych, którzy przyjechali uczestniczyć w XXXI Światowych Dniach Młodzieży.
W czasie tych pięciu dni przebywania na polskiej ziemi z ust 265 następcy świętego Piotra padło wiele ważnych słów. Niektóre z nich, jak choćby metafora słynnej kanapy, weszło już na stałe do naszego języka polskiego. Ale kazania papieża nie opierały się tylko na kanapie. Dla mnie szczególny taki wydźwięk miało to, co papież powiedział po odczytaniu Ewangelii, podczas tzw. Mszy Posłania wieńczącej całe uroczystości. Tam, w słynnych Brzegach na które zwrócone były oczy niemal całego świata, siedziałam w sektorze dla wolontariuszy i z uwagą wsłuchiwałam się w każde przetłumaczone słowo Franciszka zdając sobie sprawę z tego, że języki są za ubogie aby oddać jego słowa w 100%. 
Teraz te słowa wróciły do mnie w trochę innym wymiarze i kontekście za sprawą Misterium Męki Pańskiej wystawionym przez seminarzystów i sympatyków Wyższego Seminarium Towarzystwa Salezjańskiego, bowiem, jak to już wcześniej pisałam, w tym roku takim motywem przewodnim były słowa wypowiedziane przez papieża w ciągu tych kilku dni. Muszę przyznać, że jako uczestnik powiedzmy że bezpośrednio zaangażowana w całe spotkanie, byłam bardzo ciekawa efektu końcowego.
2 kwietnia odbywały się dwa ostatnie spektakle w tym roku. Na jednym z nich byłam i ja. A właściwie to dwa autokary z naszej parafii, bo wyjazd zawsze cieszy się niemałym zainteresowaniem. Kiedy zgasły już wszystkie światła, a ciężka kotara rozsunęła się na boki, wszyscy czekali na ciąg dalszy, który niebawem miał nastąpić.
Przedstawienie w dużej mierze opierało się na kontrastach i przeciwnościach. Szymon Piotr, który wyparł się Nauczyciela, kontra Szymon Cyrenejczyk, który został zmuszony do dźwigania z nim krzyża na Golgotę. Dobry Szymon Piotr, kontra nie do końca uczciwy celnik Mateusz, który też stał się Apostołem. Tchórzliwy Poncjusz Piłat, w opozycji do odważnego Józefa z Arymatei. I w końcu młodzieniec, który zastanawia się czy na pewno ma wszystko sprzedać i dać pieniądze ubogim, a po drugiej stronie Judasz Iskariota sprzedający niewinnego człowieka za jedyne 30 srebrników. Przyglądający się temu widz zastanawia się, która z postawionych na przeciwległych szalach wagi postać jest mu bliższa - dobra, czy też zła?
Inne zestawienie, jakie automatycznie nasuwa się widzowi na myśl, to tradycja zmieszana z nowoczesnością. Apostołom bliżej jest do nowoczesności: grają w koszykówkę, w ping-ponga, mają komórki, kobiety prasują żelazkami na prąd, Poncjusz Piłat ogląda telewizję, oskarżyciele Syna Bożego przedstawiają jego "winy" za pomocą rzutnika, zaś jego oprawcy robią sobie z skatowanym Jezusem tak bardzo aktualnie modne selfi. Dziwi? Być może. Ale czy nie takim zastałby Jezus Chrystus świat, gdyby dzisiaj zszedł ponownie na ziemię? Co dla każdego z nas byłoby ważniejsze: słuchanie jego nauczania, czy też zrobienie sobie z nim zdjęcia? Czy nie zdecydowalibyśmy się bardziej na rozrywkę, niźli obcowanie z nim? Czy Mateusz nie znalazłby swojego zatrudnienia w tak bardzo krytycznie postrzeganych lombardach, a Apostołowie nie spotykali się w pubach na piwie i pogawędkach? Zaś rządni sensacji reporterzy telewizyjni i radiowi nie prowadziliby prowokujących rozmów z świadkami całego zdarzenia? Takie przedstawienie doskonale obnaża nasze wady i automatycznie każe zadać sobie podstawowe pytanie: czy ja nie jestem taki sam? Jak ja bym postąpił na miejscu tych wszystkich osób? Co jest dla mnie ważne: gonitwa za sensacją i nowinkami technologicznymi, czy też wiara i życie według pewnych wartości, które nie wykluczają nowych technologii, ale też nie stawiają ich na priorytetowym miejscu.
A całości przyświecały słowa papieża, które skierował do młodzieży całego świata w lipcu zeszłego roku. Chociaż jest to element, którym jestem najbardziej zawiedziona. Franciszek powiedział przecież tyle niezwykłych słów, które można by wykorzystać w Misterium, a tymczasem ograniczyli się zaledwie do kilku fraz. A przecież dużo więcej fragmentów przemówień z ubiegłorocznych Światowych Dni Młodzieży mogłoby uatrakcyjnić jeszcze bardziej całość. Częstochowa, Oświęcim, Łagiewniki, Prokocim, Błonia, Brzegi - ech, naprawdę było w czym wybierać, zwłaszcza że przy dzisiejszym rozwoju technologicznym wszystkie te piękne słowa zostały utrwalone na taśmach telewizyjnych, a założę się, że i w formie dźwiękowej też. To był jednak malutki minusik, który nie zaważył na tym, że i tak mi się podobało!

5 komentarzy:

  1. to musiało być fantastyczne przeżycie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko, aż żałuję, że nie mogłam tego zobaczyć.
    Uściski serdeczne.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jeszcze nigdy nie byłam na takim spektaklu. Ale jakby u nas taki się odbywał, to bym się wybrała :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Salezjanie co roku organizują wspaniałe Misteria, na których jest zawsze pełna sala ludzi. Wiem, że w wielu innych miejscowościach podejmowane są podobne inicjatywy, zachęcam więc do wzięcia w nich udziału.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dla każdego katolika takie Misteria to ogromne przeżycie.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń