Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 8 kwietnia 2017

Chyba się udało

Wieczorna mżawka dudniła o blaszany parapet, przerywając monotonne cykanie stojącego na półce zegara. Grube krople wiosennego deszczu mieniły się w bladym świetle stojącej naprzeciwko ulicznej latarni. Emocje związane z popołudniowym występem powoli zaczęły ze mnie schodzić, dając swój upust w kubku gorącej herbaty. Lubię herbatę, ale już ostudzoną. Pod nogami raz po raz przemykała mi mała mrucząca kulka, domagająca się pieszczot. Mój wzrok raz po raz padał na półkę, na której stały dwie pierwsze kartki świąteczne - od Basi i od Gosi. W życiu bym nie przypuszczała, że za pośrednictwem Internetu spotkam tak sympatyczne osoby, które nie żałując ani czasu, ani pieniędzy, chcą sprawić radość u innych. Pamiętacie jeszcze ten post? Jeżeli miałabym wskazać osoby, które potrafią wywołać uśmiech na twarzy innych, to one z pewnością znalazłyby się na tej liście.
Na stoliku leżał wydruk tekstów przygotowanych na wczorajszą Drogę Krzyżową. Pierwsza kartka zawierała imiona i nazwiska lektorów czytających poszczególne stacje. I to właśnie ona rzucały się w moje oczy. Wydarzenia sprzed kilku godzin przesuwały się przed moimi oczami, niczym klatki jakiegoś filmu.
Dochodziła godzina 16:30. Zaczęłam odczuwać niepokój. Czy na pewno wszystko się uda? Czy żadne dziecko nie zawiedzie? No nic, nie ma co panikować, lepiej działać. Wskoczyłam w buty i kurtkę, pogłaskałam trzy razy Puśkę i przekręciłam klucz w drzwiach. Jeszcze na klatce schodowej słyszałam, jak zwierzak rozpaczliwie rzuca się na klamkę. Ale nie, tym razem nie mogłam zawrócić.
Kilka minut później znalazłam się w dobrze znanej mi świątyni. Na górze naprędce stworzony chórek ćwiczył śpiewanie pieśni na nabożeństwo. Tym razem to do nas należała pełna oprawa. Na ołtarzu dojrzałam księdza - opiekuna wspólnoty, który wklepywał w komputer teksty pieśni. Dam głowę, że wszystkie gdzieś są na dysku, ale nie wiadomo gdzie. Jasne, czasami lepiej jest coś dwa razy zrobić, niż ani razu. Nieśmiało podeszłam do niego. "O, super że jesteś" - usłyszałam. - "Dasz radę pilnować dzieciaków, aby wychodziły wtedy, kiedy trzeba?". Myślałam, że wymyślił coś bardziej "dziwnego". Dostałam więc ogólny mikrofon, który miałam podawać poszczególnym dzieciakom oraz egzemplarz scenariusza, jakby ktoś zapomniał. W ostateczności okazało się, że to ja nie wzięłam kartki, ale w moim wieku może mi się to już przytrafić. Powoli dochodziła godzina 17:00, a ja z bijącym ze stresu sercem wyglądałam kolejnych moich lektorów. Trochę uspokoiłam się, kiedy zobaczyłam już wszystkich na swoim miejscu. 
Punktualnie o 17:15 rozpoczęła się kolejna Droga Krzyżowej, której tym razem przyświecała historia Poznańskiej Piątki. Jakoś tak sobie Karolinka kilka tygodni temu umyśliła, że to byłby idealny temat, zważając na 75 rocznicę ich męczeńskiej śmierci. Na napisanie tekstu dla parafialnej scholi nie mam co liczyć, ale dla Oratorium... Poddałam nieśmiało propozycję, która została przyjęta z aplauzem. Tekst powstał dosłownie w dwa wieczory na podstawie życiorysów tych wspaniałych chłopców oraz notatek z przedmiotu zowiącego się historia i archeologia biblijna. W ten sposób historia sprzed wieków splotła się z tą, sprzed 75 lat.
Nie będę oceniać dzieci, bo wiadomo że każde przeczyta dany tekst inaczej. Jedne przeczytały swój tekst na tzw. luziku, innych zjadł typowy stres. Była jedna wpadka - nie wiedzieć czemu ksiądz dał 12 stację dwóm osobom do przeczytania i tym sposobem nie miał kto przeczytać stacji 10(którą nota bene dzisiaj znalazłam w Oratorium). Mogłam awaryjnie wyjść i na spontanie przeczytać o obnażeniu chłopców z różańców podczas rewizji, a następnie wydobycie ich przez nich z koszy(wszak doskonale wiedziałam co napisałam), skończyło się jednak na tym, że w końcu dwa razy zostało przeczytane rozważanie do 12 stacji. Myślicie, że ktoś ze zgromadzonych wiernych się skapnął? Nie sądzę. Innych przewinień nie odnotowałam. 
Mimo wszystko odetchnęłam z ulgą, kiedy ostatnie dziecko skończyło czytać 14 stację. Wiecie, denerwowałam się nie mniej niż inni. Raz - mój tekst, który nie był doskonały. Dwa - pierwszy raz zaangażowaliśmy w coś takiego nasze dzieciaki, które naprawdę są różne. Aż wreszcie trzy - Karolinka po dłuuugim czasie wreszcie czytała coś do mikrofonu. Mówią, że nie da się oduczyć pływania, czy też jazdy na rowerze, ale czytania do mikrofonu i owszem. Wydaje mi się jednak, że mimo tej przerwy połączonej z wadą wymowy, wyszło całkiem znośnie. Pocieszam się tym, że kto chciał zrozumieć, ten zrozumiał. Dzieci też były na medal, nawet mający kłopot z koncentracją M. tego dnia był bez zarzutu. Musimy częściej powtarzać tego typu akcje.
Moje wieczorne rozmyślania przerwał dźwięk komórki oznajmiający nadejście SMS-a. Spojrzałam na nadawcę - kierowniczka scholi, która była na nabożeństwie. Oho - przeszło mi przez myśl - teraz pewnie będzie megakrytyka. A tymczasem przeczytałam, że świetny dobór tematu i tekstu i tylko zabrakło jej na koniec piosenki "Tacy sami jak my". No cóż, nie na wszystko starczyło czasu... Ale tego jej nie odpisałam.
A dla równowagi rozdziału ról we wspólnotach za tydzień czytam tytuły poszczególnych stacji Drogi Krzyżowej podczas nabożeństwa w Wielki Piątek w wykonaniu parafialnej scholi... Chyba powinnam być szczęśliwa, wszak po bodajże dwóch latach przypomniano sobie o Lolku. Lepiej późno niż wcale. A że wcześniej tego dnia będę w Kalwarii Zebrzydowskiej? Nie szkodzi, Karolinka da radę.
Dzisiaj zaś jednoczę się duchowo z rodzinami ofiar tragedii w Świebodzicach oraz wszystkimi, którzy ucierpieli fizycznie lub materialnie podczas wybuchu. Tyle ludzi straciło dorobek całego życia i to tuż przed świętami. I jeszcze jest kilka osób śmiertelnych... Nie wiem, zawsze jak słyszę o tego typu rzeczach, to jakoś żal mi tych ludzi, których dotyka taka tragedia. Może to i głupie, ale widać taka moja natura. Mam nadzieję, że bilans ofiar nie wzrośnie.

15 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Super jest mieć takie osoby wśród znajomych

      Usuń
  2. Stres jest częsty przed takimi wydarzeniami, najważniejsze że wszystko dobrze poszło - gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzej jak owy stres bierze górę i nie można nad nim zapanować, co wbrew pozorom często się zdarza. Na szczęście teraz ominęliśmy tej sytuacji.

      Usuń
  3. Gratuluję Karolinko i cieszę się, że wszystko się udało.
    Ofiar tragedii zawsze mi bardzo żal...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widać wrażliwym ludziom zawsze będzie żal innych, zwłaszcza dotkniętych tragedią. Basiu, mam nadzieję, że i Tobie będę mogła pogratulować udanego występu uczniów:)

      Usuń
  4. Karolinko, bardzo się cieszę, że wszystko poszło dobrze.
    Na półce widzę Bunscha - też go lubię.
    Uściski, kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Bunsch wcale nie musi "gryźć się" z patriotycznym Norwidem, prawda?

      Usuń
    2. Oczywiście! A i Lwa Tołstoja wypatrzyłam po lewej. Też lubię.

      Usuń
  5. To musiało być piękne Nabożeństwo! Może własnie dlatego,że niedoskonałe.Włożyliście masę serca i to jest super. Brawo dla Ciebie i dzieciaków!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kilka "wykradzionych" godzin snu na napisanie scenariusza opłacało się. Z perspektywy dwóch dni jeszcze bardziej widzę, że było ok. Pozdrawiam

      Usuń
  6. Dziękuję wszystkim za gratulacje i wszelkie słowa uznania w imieniu swoim, organizatorów i samych dzieciaków. Myślę, że naprawdę włożyliśmy dużo pracy i serca w to wszystko, a wszelkie niedoskonałości potraktujemy jako wnioski na przyszłość. A teraz mykam spać, bo padam po całym dniu spędzonym na Kalwarii

    OdpowiedzUsuń
  7. No pewnie ,ze żal ludzi. Tychw Egipcie też.

    Cieszę się, że się udało :)

    OdpowiedzUsuń