Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 18 kwietnia 2017

Wielki Tydzień na Kalwarii Zebrzydowskiej widziany moimi oczami

Było zimno. Było deszczowo. A za razem bardzo uroczyście. Aura przypominała tą, jaka przyświecała obchodom Wielkiego Tygodnia sprzed dwóch lat, z tą różnicą, że teraz nie przewracałam się na zabłoconej drodze. Ale i tak nogawki moich spodni nie pozostawiały wiele do życzenia. Na szczęście w plecaku miałam zapasową parę, którą przebrałam już w mojej parafii. Marsz z rzeszą tysięcy ludzi powodował, że nie marzłam pomimo ciągle opadającego z nieba deszczu.
Pierwszy raz miałam okazję uczestniczenia w uroczystościach Wielkiego Tygodnia już od Niedzieli Palmowej, co opisałam >>TU<<. Teraz przyszła pora na relację z pozostałych dni. 
Wielka Środa był dla mnie normalnym dniem nauki. Zajęcia na krakowskim AWFie kończyłam o 17:30, Misterium Męki Pańskiej zaczynało się 2,5 godziny później. Dużo to i mało. Tym bardziej, że na Zakopiance mógł być korek. I był, wskutek czego na miejsce dotarłam po 19. A jeszcze musiałam przejść z przystanku na kalwaryjskie wzgórze, na którym stoi klasztor. Na miejscu znalazłam się tuż przed 20. Niestety, pomimo tego, że stałam przy samej scenie nie było to dogodna miejscówka do robienia zdjęć, a techniki "na żurawia" jeszcze nie opanowałam. Oczywiście stojąc na palcach coś tam widziałam, prawda jest jednak taka, że gdybym była po drugiej stronie, warunki do uwiecznienia wszystkiego na aparacie miałabym idealne. No nic, może za rok się uda? Teraz posłużę się zdjęciami ze strony sanktuarium:
 
 
 
 
 
W Wielką Środę wspominana jest uczta u Szymona podczas której jawnogrzesznica obmyła Zbawicielowi nogi drogimi olejami, co nie spodobało się gospodarzowi. Zdarzenie opisuje Ewangelia według świętego Łukasza w rozdziale 7: "Jeden z faryzeuszów zaprosił Go do siebie na posiłek. Wszedł więc do domu faryzeusza i zajął miejsce za stołem. A oto kobieta, która prowadziła w mieście życie grzeszne, dowiedziawszy się, że jest gościem w domu faryzeusza, przyniosła flakonik alabastrowy olejku, i stanąwszy z tyłu u nóg Jego, płacząc, zaczęła łzami oblewać Jego nogi i włosami swej głowy je wycierać. Potem całowała Jego stopy i namaszczała je olejkiem. Widząc to faryzeusz, który Go zaprosił, mówił sam do siebie: «Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka, że jest grzesznicą». Na to Jezus rzekł do niego: «Szymonie, mam ci coś powiedzieć». On rzekł: «Powiedz, Nauczycielu!». «Pewien wierzyciel miał dwóch dłużników. Jeden winien mu był pięćset denarów, a drugi pięćdziesiąt. Gdy nie mieli z czego oddać, darował obydwom. Który więc z nich będzie go bardziej miłował?». Szymon odpowiedział: «Sądzę, że ten, któremu więcej darował». On mu rzekł: «Słusznie osądziłeś». Potem zwrócił się do kobiety i rzekł Szymonowi: «Widzisz tę kobietę? Wszedłem do twego domu, a nie podałeś Mi wody do nóg; ona zaś łzami oblała Mi stopy i swymi włosami je otarła. Nie dałeś Mi pocałunku; a ona, odkąd wszedłem, nie przestaje całować nóg moich. Głowy nie namaściłeś Mi oliwą; ona zaś olejkiem namaściła moje nogi. Dlatego powiadam ci: Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała. A ten, komu mało się odpuszcza, mało miłuje». Do niej zaś rzekł: «Twoje grzechy są odpuszczone». Na to współbiesiadnicy zaczęli mówić sami do siebie: «Któż On jest, że nawet grzechy odpuszcza?». On zaś rzekł do kobiety: «Twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju!»". Następnie byliśmy "świadkami" tego, jak Judasz wydał swojego Mistrza Wysokiej Radzie, za jedyne 30 srebrników. Kiedy człowiek tego słucha już ma ciary na plecach, kiedy w tym niejako uczestniczy... Brak mu słów.
Misterium w Wielki Czwartek rozpoczęło się tradycyjnie o 13:00 odśpiewaniem Gorzkich Żali, po których wszyscy uczestniczyliśmy w Ostatniej Wieczerzy podczas której ustanowiono dwa najpiękniejsze sakramenty: kapłaństwo oraz Eucharystię, jak również obmyto nogi 12 Apostołom(wszystkie czwartkowe zdjęcia są mojego autorstwa).
 
 
 
 
 
A potem ruszyliśmy w 7-stacjową podróż aż do sądu Kajfasza. W tym roku tematem przewodnim rozważań zarówno w Wielki Czwartej, jak i Piątek było życie i działalność Brata Alberta, którego wspominamy w tym roku.

Uroczystość zakończyła się zaprowadzeniem Jezusa Chrystusa pod sąd arcykapłana Kajfasza, która kazał wtrącić Zbawiciela na całą noc do więzieniu, aby rano poddać go szczegółowemu sądowi. Przy ostatniej stacji na zakończenie odbywała się Msza święta, ja jednak wolałam zejść do klasztoru, aby uczestniczyć w tamtejszej Mszy świętej o godzinie 19:30.
W Wielki Piątek Misterium rozpoczęło się o godzinie 6 rano porannym sądem u Kajfasza. Pomimo niezbyt sprzyjającej aury zjawiło się na nim dość sporo ludzi. Kajfasz odesłał Jezusa do Piłata, a on znów do Heroda, który jednak zdecydował, że Jezusa powinien osądzić jednak Piłat. Pierwszy raz po trzech latach udało mi się dotrzeć z procesją do pałacu Heroda, aby zobaczyć te wszystkie sceny na własne oczy.
Następnie wróciliśmy do kaplicy Poncjusza Piłata, aby wysłuchać dekretu skazującego Jezusa na haniebną śmierć na krzyżu oraz słowa metropolity krakowskiego, księdza Marka Jędraszewskiego, który wygłosił przepiękne kazanie dotyczące postprawdy i problemu odchodzenia od Boga, a jednocześnie przypominał nam o krajach, w których wyznawcy chrześcijaństwa trafiają do więzienia za swoją wiarę, np. w Syrii. Poza tym, do dzisiaj nie wiem jak to się mogło stać, znalazłam się w "tunelu ludzi", pomiędzy którymi przeszedł kardynał wyciągając swoją dłoń do wiernych. Kiedy pomarszczona dłoń znalazła się obok mnie, tak jak inni ją ucałowałam. A wtedy kardynał uczynił znak krzyża na moim czole. Kurcze, naprawdę musi po mnie widać, że coś jest ze mną nie tak, bo wobec nikogo dookoła nie uczynił podobnego gestu. A może po prostu Bóg tak chciał...
A potem ruszyliśmy całym korowodem towarzysząc Jezusowi przez kolejne stacje Jego Drogi Krzyżowej, jak również na nowo odkrywając życiorys świętego Adama Chmielowskiego. Każdy z nas niósł z sobą jakąś intencję, jakiś cel. Najbardziej wymagająca jest chyba wejście na Górę Trzeciego Upadku, zwłaszcza kiedy idzie się w zwartym tłumie, a każdy nieostrożny ruch niósł za sobą ryzyko upadku nie jednej osoby, ale całej rzeszy, zaś patrząc na warunki atmosferyczne można było przypuszczać, że to nie takie trudne. Na szczęście do żadnego karambolu nie doszło. W razie czego zawsze można było liczyć na pomoc służb maltańskich.
Ciekawostką jest fakt, że kiedy we wszystkich kościołach odprawiana jest 14-stacjowa Droga Krzyżowa, tu na Kalwarii kończy się ona na 11 stacji. Dlaczego? Nie mam pojęcia. W każdym razie przy kaplicy ukrzyżowania, która była pierwszym kościołem na dróżkach, kończy się całe Misterium, a za razem odbywa Liturgia Wielkopiątkowa. Ja jednak na niej nie zostałam, ponieważ musiałam wracać do domu, aby uczestniczyć w parafialnej Drodze Krzyżowej. Ale to już temat na osobną notatkę.

8 komentarzy:

  1. Czytałam i oglądałam zdjęcia z obchodów Wielkiego Tygodnia. Przyznaję, że obecność w Kalwarii Zebrzydowskiej to ogromne przeżycie. W tych dniach było bardzo zimno, deszczowo. Pielgrzymi nie zwracali na to żadnej uwagi.
    Domyślam się, że i Ty przeżyłaś wzruszającą chwilę, kiedy pobłogosławił się metropolita krakowski arcybiskup Marek Jędraszewski.
    Karolinko, bardzo dziękuję za relację i zdjęcia z Kalwarii Zebrzydowskiej.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Karolinko, dziękuję za relację. I troszkę Ci zazdroszczę obecności na Kalwarii Zebrzydowskiej.
    Co do gestu kardynała, myślę, że Bóg tak chciał...
    Tulę<3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziewczyny, Kalwaryjskie Misteria cieszą oczy i przenikają do duszy pątników już od ponad 400 lat. Każdy kto tam był chociaż raz, chce wracać i wracać w to miejsce. Zaś gest kardynała na pewno na długo pozostanie w mojej pamięci. Ciągle się zastanawiam jak to się stało, przecież było tyle ludzi, mógł podejść do każdego innego, mógł mnie nawet wcale nie zauważyć, przejść gdzieś obok... Niepojęte są Plany Boże.

      Usuń
  3. Moje siostry kiedyś były a ja wtedy byłam za mała by jechać. Mam nadzieję, że kiedyś mi się uda :D Co prawda teraz mam o wiele dalej :P Tak droga krzyżowa to jest dopiero przeżycie

    OdpowiedzUsuń
  4. wspaniale to opisałaś... wspaniale że tam byłaś...
    to są momenty które pozwalają przeżyć głębię tego strasznego wydarzenia jakim była droga krzyżowa i śmierć... a to z kolei wzmaga poczucie wielkości Zmartwychwstania! Podziwiam Cię... za Twoją chęć, aktywność i wiarę..
    to Błogosławieństwo było Bożym planem... było Ci potrzebne bo głęboko je przeżywasz
    Serdeczności zostawiam :***

    OdpowiedzUsuń
  5. Kiedyś dość często odwiedzałam to miejsce :) ale nigdy nie dane mi było mi dane byc tam w wielkim tygodniu i trochę Ci zazdroszczę bo domyślam się że na zawsze zapadają w pamięć :) super relacja, byłam dzięki niej chociaż wirtualnie.
    Możesz mnie uświadomić co to za technika " na żurawia"?
    ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Karolino. Dziękuję Ci za piękny opis i za to, że napisałaś o tak pięknym i wzruszającym geście kardynała. Moim zdaniem Bóg dał Ci przez Niego błogosławieństwo.Zastanów się...Może zostałaś do czegoś wybrana? Tylko Ty możesz wiedzieć na co Cię stać...Z tego co widzę, czytając Twoje kartki jesteś wrażliwą, pełną ciepła i bardzo "silną" dziewczyną. Pozdrawiam Cię :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniała relacja, niesamowite!!!

    OdpowiedzUsuń