Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

czwartek, 6 kwietnia 2017

Wierny do końca nr 5 - Jarogniew Wojciechowski

Najmłodszy z Poznańskiej Piątki, Jarogniew Wojciechowski, urodził się 5 listopada 1922 roku w Poznaniu. Jego ojciec Andrzej był właścicielem drogerii. Nadużywał alkoholu. Kiedy Jarogniew miał 11 lat postanowił porzucić rodzinę. Matka chłopca, Franciszka, osoba wrażliwa, religijna lecz słabego zdrowia, była nauczycielką muzyki. Chłopiec miał jeszcze o sześć lat starszą siostrę, Ludkę.
Po ukończeniu szkoły powszechnej rozpoczął naukę w Prywatnym Gimnazjum Humanistycznym im. Adama Mickiewicza w rodzinnym mieście. Po pierwszym roku musiał jednak ją przerwać z powodu znacznego pogorszenia się warunków materialnych w rodzinie. Swoją naukę kontynuował więc w Miejskiej Szkole Handlowej, gdzie skończył roczny kurs kupiecki. Od momentu zakończenia szkoły zaczął pracować w jednej z poznańskich drogerii, wspomagając tym samym skromny budżet rodzinny.
Zanim jednak zaczął naukę w Gimnazjum, związał się z salezjańskim Oratorium p.w. Matki Bożej Wspomożenia Wiernych w Poznaniu, do którego trafił w wieku 10 lat. W tym czasie do placówki należało ponad 300 chłopców, dla których stała się ona drugim domem. Każdego dnia można było spotkać się tam z przyjaciółmi oraz uczestniczyć w licznych wycieczkach, grach i zabawach organizowanych przez księży salezjanów.
Jarogniew, pomimo dość specyficznej sytuacji rodzinnej, dość szybko dostosował się do regulaminu obowiązującego w Oratorium, a nawet został ministrantem. Z chęcią uczestniczył w wycieczkach, brał też udział w koloniach letnich. Po mamie odziedziczył miłość do muzyki, toteż umilał innym czas grą na fortepianie, interesował się sportem. Wołano na niego "Jaroś". Spokojny, refleksyjny i nad wiek mądry nie dał się nie lubić. Zaangażował się w działalność harcerską. Ukończył także państwowy kurs przysposobienia wojennego I stopnia.
Jarogniew nie miał jeszcze 17 lat, kiedy wybuchła II wojna światowa. Chciał tak jak inni wstąpić do wojska, z powodu wieku nie został jednak przyjęty. Wraz z wieloma przyjaciółmi z Oratorium wziął udział w demonstracjach poznańskiej młodzieży, która domagała się obrony miasta, a następnie podążając za wycofującą się armią kierował się do Warszawy. Po drodze dostał się do niewoli niemieckiej, z której udało mu się uciec i spod Kutna dostał się z powrotem do domu.
Ale to nie był już ten sam Poznań, który pamiętał. Miasto wraz z całą Wielkopolską znalazło się w granicach okręgu Rzeszy Niemieckiej, zaś celem niemieckiej polityki stała się fizyczna likwidacja narodu polskiego. Pozamykano szkoły, kościoły, a nawet ukochane Oratorium. Ponadto dokonano mordu na ok. 50 tysięcy nauczycielach, księżach, przedstawicielach ziemiaństwa, wolnych zawodów, działaczy społecznych i politycznych oraz emerytowanych wojskowych. Na oczach Poznaniaków zniszczono pomnik Wdzięczności Najświętszemu Sercu Pana Jezusa.Jarogniew, który był już harcerzem, zaangażował się wraz z przyjaciółmi w konspiracyjnym Harcerstwie Polskim("Hufcami Polskimi"), związanym z ruchem narodowym. Dzięki Czesławowi Jóźwiakowi został zaprzysiężony w Narodowej Organizacji Bojowej NOB, gdzie przyjął pseudonim „Ryszard". Już 2 stycznia uczestniczył w zbiórce zorganizowanej z okazji pierwszej rocznicy śmierci Romana Dmowskiego. Miesiąc później wraz z innymi przeprowadził akcję prowokacyjną przeciwko pięciu osiedleńcom, tzw. Niemcom Bałtyckim, którzy po włączeniu Inflant w rosyjską sferę wpływów, zostali przesiedleni na teren Wielkopolski i zakwaterowani w gospodarstwach po uprzednim wyrzuceniu ich polskich właścicieli.
Oprócz zaangażowania w działalność konspiracyjną, Jarogniew w dalszym ciągu pracował w drogerii. A także uczestniczył w szeroko rozumianej działalności młodzieżowego chóru chłopięcego. Ale Niemcy ów chór, i środowisko młodzieży z nim związane, od początku okupacji obserwowali szczególnie intensywnie. Spośród grona związanego z Oratorium ktoś zaczął donosić do Gestapo. Niebawem nastąpiły aresztowania…
Bezpośrednią przyczyną aresztowań stały się być może próby Czesława Jóźwiaka nawiązania kontaktów z pozostałymi na wolności po fali aresztowań w lipcu 1940 r. członkami konspiracyjnej Wojskowej Organizacji Ziem Zachodnich WOZZ, z którą związany był też Jarogniew. Niespełna osiemnastoletni chłopiec został aresztowany wraz z innymi, 23 września 1940 roku. Podczas aresztowania nie zdążył przekazać ukochanej matce zarobionych pieniędzy, które miał w kieszeni. Poprosił jednego z Niemców o przekazanie jej ich, Franciszka jednak nigdy nie dostała tej ostatniej pensji syna. Sytuacja była jeszcze bardziej dramatyczna, ponieważ dzień po aresztowaniu Jarogniewa z pracy zwolniono jego siostrę, Ludkę.
Skatowany został przewieziony wraz z innymi do obozu koncentracyjnego KL Posen w Poznaniu i osadzony w bunkrze 58, gdzie spotkał się z przyjaciółmi. Chociaż zostali porozrzucani po różnych celach, to jednak widywali się na spacerniaku, gdzie choćby wymienia uścisków dłoni, czy też karteczek zachęcających do wspólnych praktyk.
16 listopada 1940 roku zaledwie 18 letni Jarogniew został przewieziony do niemieckiego więzienia w oddalonych o 60 km. od Poznania Wronkach, gdzie pracował przy kręceniu sznurka. Wszyscy siedzieli w celach oznaczonych napisem "Zdrada stanu". Jarogniewa i Edwarda Klinika przetrzymywano w innym skrzydle więzienia, niż pozostałą czwórkę. Mimo odosobnienia przyjaciele jakoś się porozumieli i przygotowywali się do Bożego Narodzenia salezjańską nowenną, w jakiś sposób razem. Jeden z nich odtworzył ją z pamięci i przepisał na skrawkach papieru… Odprawili ją w tym samym czasie, jak czynili to na wolności.Pół roku później trafił do więzienia w dzielnicy Spandau w Berlinie. Z powodu nazwiska zaczynającego się na literę z drugiej połowy alfabetu, został rozdzielony z przyjaciółmi. W wyznaczonej celi nastoletni polski chłopiec niewolniczo pracował przy lepieniu kopert, w których następnie niemieckie kobiety wysyłały pozdrowienia dla swych mężczyzn zniewalających Polaków w Warthegau. Nie miał żalu. Nie nienawidził. Pisał do rodziny: „Tu odprawiam moje może jedyne w mym całym życiu rekolekcje, w których rozważam nie tylko minioną mą przeszłość, ale i zastanawiam się nad życiem moim przyszłym ziemskim jak i poza grobem. Bo czy będę miał jeszcze taką okazję? Wątpię. I często Kochana Matuś staje mi ten obraz przed oczyma, gdy myślę o zbliżającej się mojej rocznicy naszego pożegnania i widzę Cię matuś kreślącą to święte błogosławieństwo, ten znak Krzyża świętego. Tak Matuś, z tego Znaku tego błogosławieństwa czerpię siły, odwagę, moc i nadziej”. W samotności, w karnej celi, spędził ostatnie w swoim krótkim życiu Boże Narodzenie. Za śpie­wanie kolęd zmuszony został przez Niemców do stania po pas w wodzie. W tym czasie zmarła też pani Franciszka, Jarogniew dowiedział się jednak o tym w połowie 1942 roku. Chłopiec pytał się wtenczas w liście do siostry, czy ma jakieś wieści o ojcu, na to pytanie nie uzyskał jednak odpowiedzi.
W drugiej połowie czerwca 1942 roku nastolatek został przewieziony do szczególnie ciężkiego więzienia w Zwickau prowadzonego przez SS. Przetrzymywano go w ogromnych osiemdziesięcioosobowych celach, zmuszano do ciężkich prac na mieście. Rosnący organizm otrzymywał głodowe racje żywieniowe. Mimo to nie tracił pogody ducha. Wierzył, że kto pokłada ufność w Bogu, nie powinien się lękać. W tym przeświadczeniu, umacniał go inny współwięzień kapłan z zakonu benedyktynów, u którego spowiadał się. Często wzajemnie polecali siebie Bogu i Niepokalanej Wspomożycielce. Nie poddawali się zwątpieniu. W więzieniu o. Leander Kubik stał się nieformalnym duszpasterzem więźniów — organizował modlitwy, słuchał spowiedzi, udzielał sakramentów świętych, pomagał chorym, pocieszał, wspierał duchowo…
1 sierpnia 1942 roku Jarogniew wraz z przyjaciółmi stanął przed sądem w Zwickau. Oskarżono ich o członkostwo „nielegalnej organizacji 'Stronnictwo Narodowe'”, a w szczególności „ramienia zbrojnego tej partii — 'Narodowej Organizacji Bojowej'”. Głównym celem ich działalności miało być „szpiegowanie, mające służyć przygotowaniu powstania”. A to uznane zostało za zdradę stanu za co groziła śmierć. Skazano ich na podstawie niemieckich rozporządzeń wydanych przez okupanta w grudniu 1941 r. i styczniu 1942 r., a zatem ponad rok po inkryminowanych aktach, z mocą wsteczną…
Na wykonanie wyroku wszyscy zostali przewiezieni do Drezna, do więzienia znajdującego się w kompleksie budynków służących także jako sąd i miejsce egzekucji. Jarogniew w pożegnalnym, ostatnim liście do siostry, napisanym tuż przed egzekucją, pisał: „Poznałem i przejrzałem dokładnie życie Matusi, Ojca, Twoje i swoje i dlatego jestem pewny, że będziesz się raczej ze mną cieszyć, a nie rozpaczać, bo dostępuję nadzwyczajnej łaski Bożej i odchodzę poznawszy gruntownie moją przeszłość, bez najmniejszego żalu […] Uczucia w każdej chwili Twego życia powierzaj tylko Jezusowi i Maryi, bo w nich znajdziesz ukojenie. Ludzi nie przeceniaj zbyt w dobrym ani w złym. Ludzi nie przeceniaj za bardzo, ani w dobrym ani w złym. Pomyśl, jakie prawdziwe szczęście! Odchodzę zjednoczony z Jezusem przez Komunię świętą. W tej ostatniej mojej Komunii św. myślę o Tobie i ofiaruję ją za Ciebie i za siebie z tą nadzieją, że cała nasza rodzina bez wyjątku będzie szczęśliwa tam u Góry […]. Idę już i oczekuję Cię tam w Niebie z Matusią najmilszą. Trudno, nie mogę więcej pisać”.
24 sierpnia piątka przyjaciół z poznańskiego Oratorium spotkała się ostatni raz. Jarogniew prawdopodobnie był ostatnim, który poszedł na egzekucję. Musiał widzieć, a przynajmniej słyszeć ostatnie chwile życia przyjaciół i czekać na przekroczenie progu wieczności, a tym samym pojawienie się u tronu Bożego. Zwykły poznański chłopiec, wychowany w jakże kruchej Polsce - II Rzeczypospolitej - okazał się niezwykłym człowiekiem, wzorem dla młodzieży całego świata, zdając egzamin końcowy niezwykłych czasów, w których przyszło mu żyć, celująco…

To już nasze ostatnie spotkanie z młodymi chłopcami, którzy wytrwali w swojej wierze do końca swoich dni. Chłopcami, którzy mogliby być wzorami do naśladowania dla ich współczesnych rówieśników. Mam nadzieję, że i Wam przypadli do gustu. W 1999 znaleźli się w gronie 108 męczenników II wojny światowej, beatyfikowanych przez papieża Jana Pawła II podczas Mszy Świętej, jako jedni z 9 świeckich osób(reszta to duchowieństwo). Mieli zostać zapomniani przez wszystkich, tymczasem Kościół wzniósł ich do chwały niebios. A teraz już tylko czekam na czerwcowy wyjazd z parafii na centralne uroczystości związane z 75 rocznicą ich męczeńskiej śmierci w Dreźnie.
Jutro zaś Oratorium ma nabożeństwo Drogi Krzyżowej, której stacjom będą przyświecać postacie Salezjańskiej Piątki. Na usta ciśnie mi się najprostszy akt strzelisty: Błogosławiona Piątko Poznańska - Módl się za nami! Trzymajcie kciuki, aby wszystko poszło po myśli organizatorów :)

8 komentarzy:

  1. Oczywiście, że będę trzymać kciuki. To wspaniałe, że pamiętacie o takich Osobach. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymanie kciuków poskutkowało - Droga Krzyżowa jakoś poszła. Pozdrawiam Was wszystkich serdecznie

      Usuń
  2. Czytając o tej piątce aż ciarki mnie przechodzą. Nie może ponownie dojść do takiej katastrofy jaką jest wojna. Tyle młodych ludzi zginęło. Oni mogli być inteligencją naszego narodu!

    Jak już z Tobie zapewne pisałam to Czesław Jóźwiak uczęszczał do tej samej szkoły co ja (ale oczywiście po przekształceniu). bardzo często o nim się tam mówi, więc znam jego historie i całej tej piątki. Co cóż pochodzę z Poznania i trzeba znać bohaterów z swojego miasta!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, pisałaś mi tylko o tym, że pochodzisz z Poznania i znasz biografię tych chłopców, o szkole ani pisnęłaś :). To wspaniale chodzić do szkoły, do której wcześniej chodziła tak wspaniała postać. A historia Salezjańskiej Piątki potrafi chwycić za serce. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Kolejna niezwykła postać.
    Dziękuję Karolinko! Dzięki Tobie staję się coraz bardziej bogatsza.
    Pocałunki:)

    OdpowiedzUsuń