Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 12 maja 2017

"Bo gdzie jeszcze ludziom tak dobrze jak tu - tylko we Lwowie!"

"I bogacz, i dziad,
tu są za pan brat.
I każdy ma uśmiech na twarzy.
A panny to ma
słodziutkie ten gród,

Jak sok, czekolada i miód"

- To co Lolek, jutro znowu jedziesz na uczelnię do Krakowa? - zagadał mnie w ubiegłą niedzielę ksiądz proboszcz po skończonej Mszy świętej.
- Właściwie to jutro jadę z grupą do Lwowa w ramach wyjazdu studyjnego...
- Wow, wspaniale! A wiesz, że byłem tam już kilka lat temu? Bardzo piękne i ciekawe miasto. Na pewno ci się spodoba...
Po takiej reklamie nabrałam jeszcze większej chęci do odwiedzenia jednego z miast, które utraciliśmy na rzecz terenów zachodnich. Została w nim jednak spora część naszych rodaków, pielęgnujących język i kulturę kraju swoich przodków. Dzieci chodzą do polskiej szkoły, gdzie uczą się z identycznych podręczników jak ich polscy koledzy, w świątyniach odbywają się Msze święte w naszym języku, na tabliczkach informujących o dojściu do zabytków widać napisy w języku polskim. No i cmentarz słynnych Orląt Lwowskich wraz z cmentarzem Łyczakowskim, gdzie na nagrobkach odnajdziemy wiele polskich nazwisk.
Panorama miasta widziana z Kopca Unii Lubelskiej
Wiecie skąd się w ogóle wzięła nazwa "Lwów"? Wedle legendy założycielem miasta miał być książę ruski Daniel. Na cześć swojego ukochanego syna, któremu nadano imię Lew, nazwał go właśnie Lwowem. W 1272 roku zostało ono mianowane, właśnie przez Lwa, stolicą Księstwa Halickiego. Kilkadziesiąt lat później miasto zostało lokowane na prawie magdeburskim przez króla Kazimierza Wielkiego. Za panowania tego wspaniałego władcy nastąpił największy rozkwit miasta. Dzięki nadaniu mu monarszych przywilejów, szybko stało się centrum polskiego handlu z krajami wschodnimi. To właśnie we Lwowie krzyżowały się szlaki prowadzące z Europy Zachodniej do Mołdawii oraz włoskich kolonii ulokowanych nad Morzem Czarnym. Dokonywano transakcji takich materiałów, jak sukno, jedwab, futro, korzenie, czy też precozje(posrebrzane lub cynowe sztućce).  Do zajęciu miasta przez Polaków w 1340 rokiem był miastem typowo ruskim. Na przestrzeni wieków wszystkie nacje zamieszkujące je stopili się w jedno, we lwowian. Jednocześnie żyli w tolerancyjnej, multi wyznaniowej wspólnocie. Na początku XVI wieku w mieście znajdowało się 11 cerkwi ruskich, dwie świątynie ormiańskie oraz dwa kościoły katolickie. Kiedy w czasach Chmienickiego oblegający miejskie mury Kozacy domagali się wydania im Żydów, lwowianie odmówili. 
Miasto nabrało cech  renesansowych po pożarze w 1527 roku. Wystawiano wspaniałe budowle, które projektowali włoscy i niemieccy architekci. Na początku XVII wieku do Lwowa dotarli księża jezuici, którzy otwarli w nim kolegium, w późniejszym czasie przemianowany na Akademię. W tym samym czasie miasto zasłynęło jako ważna twierdza, skutecznie chroniąca południowo - wschodnią granicę Rzeczpospolitej. Ważnym momentem w historii miasta było złożenie ślubów przez wracającego z wygnania króla Jana Kazimierza, w których oddał polską Koronę pod opiekę Matki Bożej.
Po pierwszym rozbiorze Polski Lwów znalazł się w zaborze austriackim. Ponieważ Kraków uzyskał status tzw. "wolnego miasta", Lwów uzyskał statut stolicy Galicji. Działał w nim uniwersytet, polskie biblioteki i wydawnictwo im. Ossolińskich.
Wiek XX przyniósł miastu krwawe walki między Ukraińcami, a Polakami. Narody, które niegdyś żyły w zgodzie, teraz walczyły o jedno miasto. W czasie tych walk szczególnym męstwem oznaczyli się młodzi chłopcy, tzw. Orlęta Lwowskie, którzy w walce o Małą Ojczyznę, chwycili za broń. Wielu z nich poległo, a ich szczątki spoczywają na cmentarzu Orląt Lwowskich.
W okresie międzywojennym Lwów rozkwitł, rozwinęła się lwowska szkoła matematyczna. W całym kraju popularna była "Lwowska Fala".
Pierwsza okupacja sowiecka przyniosła Polakom znaczne straty, zwłaszcza wśród tutejszej inteligencji. Dwa lata później nastąpiła okupacja niemiecka, którą rozpoczęła kaźń polskich profesorów. Następnie miasto zostało przyłączone do Generalnego Gubernatorstwa. Po zakończeniu wojny oraz przesiedleniu większości Polaków i wyniszczeniu Żydów, stało się miastem ukraińskim i stolicą grekokatolików. W 1998 roku Lwów został wpisany na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO).
Cmentarz Orląt Lwowskich
Co warto zwiedzić we Lwowie? Mnie osobiście oczarował Cmentarz Łyczakowski oraz Orląt Lwowskich. Zresztą zobaczyć te historyczne miejsca to było takim moim cichuteńkim marzeniem, gdzieś od czwartej klasy szkoły podstawowej. Już nawet wiem o czym będzie kolejna moja książka... Poza tym nie da się nie zachwycić tymi wszystkimi pięknymi cerkiewkami i innymi świątyniami prawosławnymi i greckokatolickimi, które znajdują się prawie na każdej ulicy(prawie jak kościoły w Krakowie). Mnie oczarował okazały archikatedralny sobór św. Jura górujący nad miastem(który w ogóle nie był w planie wycieczki, ale przeczytawszy opis w książce, o której Wam ostatnio pisałam, posta postanowiłam go zobaczyć). Co jeszcze? Na pewno majestatyczny gmach Uniwersytetu Lwowskiego i opery, galerię obrazów z Zakładem Narodowym im. Ossolińskich. W mieście znajdziemy też wiele kościołów rzymskokatolickich, w tym wspomnianą wcześniej katedrę, w której Jan Kazimierz złożył swoje śluby. Na uwagę zasługuje też katedra ormiańska. Prześliczny jest też rynek, z pchlimi targami, na których sprzedawane są niekiedy istne perełki. Ale jak u nas ludzie chodzą po ulicy i żebrzą, tak tam sprzedają różne rzeczy(głównie rękodzieło), a nawet kanapki ze smalcem i kiszonym ogórkiem.
Sobór św. Jury
Na koniec kilka spraw organizacyjnych. Do Lwowa najlepiej pojechać... pociągiem. Kiedy jedziemy autobusem odprawa trwa nawet i 8 godzin. W przypadku pociągu jest to raptem 10 minut. Podróż pociągiem z Przemyśla do Lwowa trwa niewiele ponad godzinę. Oczywiście granicę przekraczamy na paszport(wreszcie mi się na coś przydał). Nie potrzebujemy wizy. Wraz z przekroczeniem granicy przesuwamy czas o godzinę do przodu. Na Ukrainie jako waluta obowiązują hrywny (1 hrywna = ok 16 groszy). Bez problemu można się porozumieć w języku angielskim, rosyjskim, a nawet polskim. Do zwiedzania miasta za pierwszym razem najlepiej wynająć kogoś, kto je zna. Myśmy nie skorzystali z tej opcji i błądziliśmy między uliczkami. A to niestety odbiło się na czasie w jakim oprowadzaliśmy grupę. Z Ukrainy do Polski można przewieźć 60 litrów alkoholu lub 40 sztuk papierosów. Nie ma ograniczeń co do słodyczy. Na Ukrainie mają bardzo dobrą chałwę, sławne są też ciastka "Zefirki". W naszej grupie furorę zrobiły grzanki o smaku galarety z octem.
Przed cerkwią, o której opowiadałam...
Ogólnie wyjazd uważam za udany. Dla nas, studentów ostatniego roku studiów licencjackich z turystyki pielgrzymkowej był też częścią końcowego egzaminu. Każdy z nas miał przygotować informacje o wybranym obiekcie. Chciałam o cmentarzu Orląt Lwowskich, koleżanka jednak mnie ubiegła. Wzięłam więc cerkiew Przeobrazenską. Powiedziałam tak jak umiałam. Co prawda przerwano mi wpół słowa, ale jakoś to przeżyję. I wiecie co... Chciałabym jeszcze kiedyś odwiedzić to miasto. Bo jest naprawdę cudowne. Po głowie chodzi mi tylko ta zwrotka znanej piosenki:
"Niech inni se jadą, gdzie chcą
do Wiednia, Paryża, Londynu.
A ja się ze Lwowa nie ruszę za próg,
tak mamciu, tak skaż mnie Bóg"

I na koniec jeszcze kilka spontanicznych ujęć tego przecudnego miejsca...

4 komentarze:

  1. Karolinko, cieszę się że miałaś udany wyjazd do tego pięknego miasta jakim jest Lwów.
    Ściskam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniałe miasto i piękna relacja, Karolino! Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudownie, że tam byłaś i dzielisz się z nami...

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za ten pozytywny przekaz i odnowioną tęsknotę za miejscem wspominanym przez Teściów...

    OdpowiedzUsuń