Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 26 maja 2017

Matka, mama, mamusia...

"... Przede wsią, w pustce na wzgórzu stała drewniana kapliczka, spróchniała już zupełnie od przyciesi aż do żelaznego kogutka na szczycie dachu.
Dokoła tej staruszki rosły bujne bzy z ogromnymi kiściami pachnących kwiatów.
Marcinek szybko skoczył ku kapliczce, wspiął się na płot i ułamał ogromny pęk kwitnących gałęzi. Wózek oddalił się i zbliżał już do wioski. Chłopiec rzucił się pędem po równej już tam drodze, strząsając rosę z kwiatów i zziajany cały ten pęk rozkwitły rzucił matce na kolana.
Nie miała serca wymawiać mu, że obrabował biedną, starą kapliczkę.
Mokre kwiateczki odrywały się, spadały wraz z kroplami rosy i lgnęły do jej palców, a duszny zapach tak dziwnie ją upajał...
" Stefan Żeromski, Syzyfowe prace.

Bardzo lubię powyższy fragment z gimnazjalnej lektury, który opisuje miłość dziesięcioletniego chłopca do swojej matki. Miłość tak wielką, że powodującą obnażenie starej przydrożnej kapliczki z nieupiększających jej fioletowych kwiatuszków lilaka. Bo chociaż często nasz poczciwy lilak jest nazywany bzem, to jednak to nie jest jeden i ten sam krzew. Świadczy o tym chociażby fakt, że lilak należy do rodziny oliwkowatych natomiast bez jest przedstawicielem piżmaczkowatych. Nie to jest jednak w tym fragmencie najważniejsze, czy był to lilak, czy bez - dużo ważniejsza jest relacja matka - syn. 
Jak wiemy z następnego rozdziału, mama Marcinka zmarła kilka miesięcy po opisanych wyżej wydarzeniach. Kto wie, czy to nie był jeden z ostatnich gestów miłości względem rodzicielki. Zaskakujące jest jednak to, że ten młody człowiek dla ukochanej mamusi gotowy był nawet "okraść" samego Pana Boga. Ale taka chyba powinna być miłość dziecka do rodzica, a szczególnie do mamy - bezgraniczna, bezwarunkowa, autentyczna. Zresztą identyczną miłością mama darzy swoje dziecko, noszone przez dziewięć miesięcy pod piersią. 
Patrząc na dzisiejszy świat odnoszę wrażenie, że szacunek do mamy zaczyna się zacierać. Nie raz spotykam się na blogach, czy też w mediach społecznościowych, że dziecko nie mówi do rodzicielki "mamo", co najczęściej jest jego pierwszym werbalnym słowem w życiu, tylko "stara", "ona", czy też po prostu po imieniu. To co kiedyś było nie do pomyślenia, dzisiaj staje się rutyną. "Starsze" pokolenie na pewno pamięta szacunek, jakim należało obdarzać rodziców, którzy "zawsze mieli rację". Dzisiaj rutyną są przepychanki słowne, czy wręcz pyskowanie do rodziców. Nieraz słyszę, czy też czytam, jacy to oni są be, bo nie zrobili tego czy tamtego. Szkoda tylko, że dzieci nie zauważają, że rodzice też mogą być zmęczeni i nie mieć na to coś ochoty. Ale to nie znaczy, że nas nie kochają. Niestety, najczęściej zauważamy ich miłość i zasługi dopiero wtedy, kiedy nam ich zabraknie...
Ja nie mam matki, ja mam mamusię. I nie wyobrażam sobie, aby ją inaczej nazywać jej inaczej. Po imieniu mogę mówić do koleżanek i kolegów, matka kojarzy mi się z Matką Bożą. A mamusia? Mamusia z kimś tylko moim. Kimś, do kogo mogę się przytulić, powierzyć największą tajemnicę. 
Dzisiaj podczas Mszy Świętej Białego Tygodnia dzieci dostały za zadanie podziękowania mamą za danie im życia. Ale to zadanie powinno się tyczyć każdego, kto jeszcze ma rodziców. I warto je wypełnić, nawet  jeżeli u Pierwszej Komunii Świętej było się kilkadziesiąt lat temu. Bo za rok taka okazja może się już nie powtórzyć...

3 komentarze:

  1. Karolinko, piękny wpis i bardzo prawdziwy. Miłość macierzyńska jest najwspanialszym i najwznioślejszym uczuciem. Szkoda, że dziś często nie jest właściwie doceniania.
    Miłego weekendu.

    OdpowiedzUsuń
  2. bardzo mądre słowa i niestety masz racje z tym brakiem szacunku do rodziców teraz. Widzę to po młodzieży jak się zachowuje. Ja byłam dobrze wychowana i nie jestem zła o to że czasem paskiem się dostało. Teraz ciężko wychować dzieci gdy dookoła tyle się dzieje i tyle wszystkiego. Nawet sobie nie wyobrażam co to będzie za ileś lat...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to są właśnie "znaki naszych czasów". I ze smutkiem twierdzę, że wcale nie będzie lepiej...

      Usuń