Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 28 maja 2017

Oskar jest nasz!

Pięciu wspaniałych niczym nasza salezjańska
błogosławiona "Piątka poznańska", przyjęła
święcenia kapłańskie w wigilię liturgicznego
wspomnienia tych wyjątkowych przyjaciół
Wczoraj pierwszy raz w życiu miałam przyjemność brać udział w tak podniosłym dla każdego kapłana momencie, jakim jest przyjęcie święceń prezbiteriatu, czyli ostatecznych, po których może już sprawować liturgię Mszy świętej oraz spowiadać. Akurat tak się złożyło, że przez ostatnie trzy miesiące praktykę w naszej parafii odbywał jeden z kandydatów do tego sakramentu, diakon Oskar. Przez ten czas prężnie działał w naszym Oratorium niejednokrotnie ratując nas z opresji. Poza tym głosił tak piękne kazania podczas nabożeństwa Gorzkich Żali, że aż dziw brał, że ktoś mający 29 lat(przygotowanie do pełnienia posługi zakonnej księdza - salezjanina trwa 9 lat, dłużej przygotowują się tylko na księży - jezuitów bo 11 lat, kiedy księża niezakonni uczą się 6 lat) może posiadać aż taką wiedzę. Na plus diakona działał też fakt, że rozmawiał z nami jak ze znajomymi. Bez zbędnego dystansu(oczywiście w rozsądnych granicach, bo też nikt do niego nie mówił per ty), bez naindyczania się. Po prostu jak równy z równym. Bardzo go polubiłam, dlatego jak tylko pojawiła się możliwość wyjazdu na jego święcenia, zdecydowałam się bez wahania. Kiedy ostatni raz organizowany był taki wyjazd z cztery lata temu, przeszkodziły mi w nim zawody sportowe. Teraz na szczęście ograniczało mnie jedynie Oratorium, ale z drugiej strony, wypadało aby był jakiś przedstawiciel z naszej wspólnoty, skoro ksiądz Oskar czynnie się w nią zaangażował. Oczywiście zorganizowaliśmy mu pożegnalne ognisko, na którym podziękowaliśmy diakonowi za wszystko, no ale nie przeszkadza to jednak w wyjeździe. I chociaż wiedzieliśmy, że przyjedzie do nas i na prymicję i jeszcze zostanie do Bożego Ciała, to jednak oczy nam się szkliły. Tym bardziej, że podczas Mszy prymicyjnej będziemy w Poznaniu... Co prawda w ostatecznym rozrachunku okazało się, że reprezentowałam też scholę, ale to był naprawdę czysty przypadek.
A Chrystus wyciąga swoje ręce,
zapraszając ich do pójścia za nim!
Wielokrotnie wspominałam na blogu, że Polska podzielona jest na cztery prowincję, my zaś należymy do inspektorii wrocławskiej z siedzibą we Wrocławiu. I właśnie tam udaliśmy się wczoraj z parafialną delegacją, aby towarzyszyć księdzu Oskarowi w tym ważnym dla niego dniu. Do samego Wrocławia dotarliśmy po 10. Ponieważ do Mszy świętej z udzieleniem święceń prezbiteriatu mieliśmy jeszcze trochę czasu, nasz ksiądz proboszcz postanowił pokazać nam kawałek Ostrowa Tumskiego z wspaniałą katedrą. Niestety, nie dane było nam do niej wejść, ponieważ i w niej odbywały się tego dnia święcenia kapłańskie. Może innym razem...
Nasze święcenia miały miejsce w parafii Chrystusa Króla. Pierwsze co przykuło moją uwagę, kiedy do niej weszłam to ołtarz umiejscowiony z identyczną wizją jak w naszej parafii - gdziekolwiek wierni by nie siedzieli, zawsze będą na niego patrzeć(jednak w wielu świątyniach utrudniają to nawy boczne). Wszystko było tak przemyślane, że każdy diakon miał przydzielone ławki dla rodziny i gości. Te w których myśmy siedzieli były naprzeciwko ołtarza. Na każdej ławce leżał zaś stos książeczek z rozpisaną całą uroczystością. Punktualnie o godzinie 13 przez kościół przeszła procesja, na czele której szedł biskup wrocławski wraz z księdzem inspektorem. Za nimi wyznaczeni księża, zaś za księżmi, jeszcze niepewnie, bohaterowie dnia. Powoli zajmowali swoje miejsca, po czym zaczęła się najważniejsza dla nich Msza święta. Ja zaś na własne oczy mogłam zobaczyć rytuały, o których dotychczas tylko miałam okazję poczytać. Wzruszyła mnie litania do Wszystkich Świętych, w której przywołano świętych patronów diakonów oraz błogosławioną Piątkę Poznańską. Ale w końcu, to ICH rok! Złożone kapłańskie przyrzeczenia przywoływały na myśl te nasze świeckie. No i najpiękniejszy moment, czyli modlitwa nad wyświęcanymi kapłanami, namaszczenie olejem krzyżma oraz pocałunek pokoju, wykonany najpierw przez biskupa, a następnie przez każdego ze zgromadzonych księży. A ta piękna chwila zdawała się trwać i trwać w nieskończoność, ponieważ kapłani licznie przybili powitać swoich nowych duchowych braci. Następnie nowo wyświęceni duchowni udali się na ołtarz, aby pierwszy raz w swoim życiu koncelebrować Mszę świętą. Wszystko w skupieniu godnym sprawowania sakramentu kapłaństwa. Bo kapłaństwo to nie zawód, to wielka łaska i posługa. Wiem, wiem, ludzie patrzą na to jak na skarbnicę pieniędzy, prawda jest jednak taka, że kapłan ma prawo wziąć dla siebie pieniądze tylko z jednej intencji dziennie. Reszta ma iść na kościół i plebanię(bo je też trzeba utrzymać).
Najwięcej emocji przeżyliśmy jako delegacja pod koniec Mszy świętej, kiedy odczytywano parafie, do których trafią na przełomie lipca i sierpnia nowo wyświęceni księża. Jakaż była nasza radość, kiedy okazało się, że ksiądz Oskar przydzielony został właśnie do nas. Brawom nie było końca. Chociaż byliśmy nieliczną delegacją(w sumie 16 osób bez księdza proboszcza), to chyba najgłośniej oklaskiwaliśmy ten wybór. Ja zaś zaraz po zakończeniu Mszy świętej(ach, jakże radośnie wybrzmiała wówczas piosenka o św. Janie Bosko: "Religia, miłość, rozum - te trzy") dzwoniłam do kogo się dało z tą nowiną. A potem, potem czekaliśmy na naszego już księdza z gratulacjami i zaproszeniem w nasze progi. Z tym, że już nie do pokoju gościnnego, ale pełnoprawnego lokum kapłańskiego.

8 komentarzy:

  1. Wszystkiego dobrego życzę księdzu Oskarowi niech łaska i mądrość boża będzie z nim zawsze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rekolekcje w moim klubie TPG pomagają prowadzić seminarzyści z naszego Olsztyńskiego seminarium
    Już kilka razy mieliśmy przyjemność zaszczyt uczestniczyć w tak pięknej uroczystości jak wyświecenie na księży

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak, to zawsze wzruszajaca uroczystość. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Duch Święty tchnie kędy chce... więc nieprzypadkowa ksiądz Oskar trafi do Waszej parafii.
    Uściski, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Gratulacje! Cieszę się razem z Tobą, kochana. Dziękuję za wizytę na moim blogu. U mnie posty pojawiają się średnio raz w tygodniu, ale masz rację - wkrótce poród, więc przerwa niedługo może się rozciągnąć w czasie. Już nie mogę się doczekać. I mam nadzieję, że obejdzie się bez kolek i alergi... I wszelkich zdrowotnych kłopotów.... Denerwuję się cesarką, ale jest ona konieczna. Ściskam mocno!

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie brałam udziału w takich uroczystościach.

    OdpowiedzUsuń
  7. Karolinko!
    Cieszę się, że mogłaś uczestniczyć w tak pięknej uroczystości.
    Serdecznie pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Teraz całe Oratorium z niecierpliwością wyczekuje lipca/sierpnia, kiedy ksiądz Oskar do nas dołączy! Jest też druga strona medalu, ale o niej napiszę w osobnej notatce...

    OdpowiedzUsuń