Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

środa, 14 czerwca 2017

Być w samym centrum Inferno...

Pamiętam, jak w wieku ośmiu lat pierwszy raz obejrzałam w telewizji film "Płonący wieżowiec". Było to w święta Bożego Narodzenia. W pewnym momencie padło w nim stwierdzenie, że "powyżej siódmego piętra ciężko jest ugasić pożar, a architekci budują coraz wyższe i wyższe budynki". Przez następnych kilka dni długo myślałam nad tym zdaniem, które wywarło na mnie spore wrażenie. Co prawda mieszkałam wtedy w czteropiętrowym bloku(zresztą teraz też mieszkam), ale wyobrażałam sobie, jak płonie stojący tuż obok 13-piętrowy wieżowiec, jak wypadają z okien ludzie(chociaż ku temu wcale nie potrzeba pożaru - blok ma niechlubną nazwę "wieżowca samobójców). Rodzice widząc moje przejęcie wzięli mnie w obroty. Od razu wytłumaczyli mi jakie jest prawdopodobieństwo wybuchu takiego wieżowca oraz na czym polega akcja ratunkowa w takich wypadkach. Wyjaśnili mi też, że przy współczesnej technice bardzo szybko można znaleźć ognisko pożaru(w przypadku filmu był to jakiś magazynek) i zdusić żywioł w zarodku. Najbardziej przeraża mnie w fabule filmu jednak to, że bardzo wielu mieszkańców ukazanego w nim budynku pożar zastał we własnym łóżku, kiedy jeszcze spali. Innych dosięgnął na najwyższym piętrze, gdzie w najlepsze trwała zabawa na cześć otwarcie najwyższego drapacza chmur w mieście. Film miał być przestrogą dla potomnych, że człowiek nie ma szans wygrania z tak niesprawiedliwym żywiołem, jakim jest niekontrolowany ogień...
Zbudził mnie zakręt prowadzący na obwodnicę w Krakowie. Jednocześnie do moich uszów dobiegła muzyka z radia poprzedzająca serwis informacyjny. Trochę się zdziwiłam, że to już siódma rano, wszak bus wyjątkowo szybko pokonał ponad 80-kilometrowy odcinek trasy. Nie zdążyłam jeszcze na dobre otworzyć oczu, kiedy usłyszałam o tragedii, jaka tej nocy wydarzyła się w Londynie. Ponownie przed oczami miałam sceny z filmu, a wyobraźnia podsuwała mi obrazy zrozpaczonych, a przede wystraszonych ludzi wyskakujących w akcie desperacji przez okno. Żywioł przecież zastał ich w miejscu, gdzie powinni czuć się bezpiecznie - we własnym domu. I nie ma tutaj znaczenia czy ktoś jest katolikiem, czy muzułmaninem(nota bene to prawdopodobnie ci pogardzani przez tak wielu z nas wyznawcy islamu uratowali wiele ludzi), wszyscy jesteśmy równi wobec takiej tragedii. Wszyscy tak samo bali się żywiołu. Wszyscy mieszkańcy bloku stanęli twarzą twarz ze śmiercią. Wielu wygrało tą walkę, inni płonęli jak pochodnia. Zresztą tak samo jak sam budynek. Bilans ofiar będzie znany za jakiś czas. W tej tragedii nie ma Boga, Allacha, Jahwe, jest żywioł, którego nic nie zdołało powstrzymać. Przyjdzie czas na wyciągnięcie wniosków i mam nadzieję, że wyciągnięcie jakiś konsekwencji, głównie w odniesieniu do architektów, aby przynajmniej w tych nowoczesnych budynków uniknąć takich sytuacji. Ale czy to możliwe?
Nie potrafię dzisiaj o niczym innym myśleć, po prostu nie potrafię...

3 komentarze:

  1. to prawda jakaś masakra to co sie wydarzyło mnie zaraz się przypomniało WTC

    OdpowiedzUsuń
  2. Każde takie zdarzenie jest ogromną tragedią... Nie wyobrażam sobie tego...

    OdpowiedzUsuń
  3. Śmierć w płomieniach zawsze przerażała mnie najbardziej...

    OdpowiedzUsuń