Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

poniedziałek, 12 czerwca 2017

Ten weekend w Poznaniu należał zdecydowanie do polskiej, salezjańskiej młodzieży

Czekaliśmy na ten dzień cały rok. No, może nie cały, bo od września. Ale to i tak sporo. Przez ten czas dowiadywaliśmy się jak najwięcej o błogosławionych poznańskich Oratorianach. Rzecz to bowiem niesłychana - z jednego oratorium salezjańskiego wyszło aż pięciu młodych mężczyzn, którzy mogą poszczycić się mianem błogosławionych. Rzecz bez precedensu - nigdzie na całym świecie w środowisku salezjańskim nie spotkano się z identyczną sytuacją. Okazja do świętowania była idealna. I chociaż Salezjańska Piątka została stracona na gilotynie 24 sierpnia(paradoksalnie jest to dzień wspomnienia Maryi Wspomożycielki Wiernych, tak bardzo czczonej w tradycji salezjańskiej), zdecydowano iż centralne obchody ich męczeńskiej śmierci odbędą się podczas ostatniej Oratoriady w aktualnym roku formacyjnym, czyli w dniach od 9 do 11 czerwca. Samo spotkanie nie mogło się natomiast odbyć gdzie indziej niż tam, gdzie narodziła się ich świętość, czyli w sercu Wielkopolski - Poznaniu. Dodatkowo zdecydowano się zaprosić na nie wychowanków salezjańskich z całej Polski, a nie jak dotąd, tylko z inspektorii wrocławskiej.
Że też nawet sylwetki Piątki Poznańskiej muszą być wyższe ode mnie
Ponieważ to spotkanie było ogólnopolskie, nie mieliśmy skąd pożyczyć busa na te trzy dni(zawsze użyczała nam zaprzyjaźniona parafia salezjańska, teraz jednak i ona jechała). Na szczęście są jeszcze pociągi. Co prawda podróż z punktu A do punktu B trwała niecałe 6 godzin, jednak zabrana ze sobą książka skutecznie umilała ten czas. A propos czytania, polecam pozycję Ruperta Isaacsona - "Opowieść ojca. Przez mongolskie stepy w poszukiwaniu cudu". Jest to autobiograficzna powieść mężczyzny, którego syn okazuje się być autystycznym dzieckiem. Ojciec, usłyszawszy gdzieś o skuteczności syberyjskich czarowników w leczeniu zaburzenia, postanawia zabrać syna i żonę w podróż po tajemniczej i dzikiej Syberii. Jednak ten z pozoru szalony pomysł okazuje się być kluczem do wielu zamkniętych dotąd drzwi świata Rowana. Piękna, przepełniona ojcowską miłością opowieść, nie tylko dla osób, które zetknęły się z autystykami, idealna do przeczytania przed Dniem Ojca.
Poznań przywitał nas piękną pogodą. Po opuszczeniu pociągu udaliśmy się na tramwaj, aby dotrzeć do Zespołu Szkół Salezjańskich, gdzie mieliśmy zakwaterowanie oraz odbywała się część imprezy.
Kiedy dotarliśmy na miejsce okazało się, że pogodny wieczór został zamieniony z salezjańskimi modlitwami wieczornymi. Dzięki temu po przybyciu mogliśmy się zakwaterować w jednej ze sal lekcyjnych(sądząc po wystroju to uczą się w niej dzieci z klas 1-3 sp), a następnie na jadalnię, aby coś zjeść. Następnie udaliśmy się na holl, gdzie miało miejsce wspólne spotkanie połączone z salezjańskim słówkiem wieczornym oraz możliwością skorzystania z sakramentu pokuty i pojednania. Sam wystrój sali nawiązywał do bohaterów całego zdarzenia, jak i patronów szkoły:
 
Nazajutrz dzień rozpoczęliśmy porannymi modlitwami, po których w dwóch grupach udaliśmy się na śniadanie. O godzinie 10:00 wyruszyliśmy dwoma autobusami do poznańskiej dzielnicy Winogrady, aby uczestniczyć w centralnych wydarzeniach związanych z upamiętnieniem 75 rocznicy męczeńskiej śmierci piątki poznańskiej. Dla wielu z nas było to również spotkanie z Generałem Salezjanów, księdzem Angelem Artimem. Zanim jednak odbyła się uroczysta Suma, wszyscy zostaliśmy zaproszeni do dolnego kościoła, gdzie w kaplicy z tą naszą salezjańską młodzieńczą radością powitaliśmy naszego gościa. Następnie obejrzeliśmy przedstawienie o przyjaciołach z oratorium oraz film przedstawiający ich sylwetki.

Przed godziną 12 udaliśmy się do górnej części kościoła na wspomnianą Mszę świętą. Wzruszająca była procesja wejścia wszystkich obecnych na tej uroczystości księży.
video
Jeszcze piękniejsze według mnie było to, że w tym wszystkim uczestniczyły rodziny Czesława, Edwardów, Franciszka oraz Jarogniewa. Podczas wygłoszonego kazania ksiądz Generał zwrócił nam wszystkim uwagę na to, że ci chłopcy wcale nie byli za życia "świętymi", że łobuzowali jak każdy z nas. Dopiero w obliczu wojny i wroga pokazali prawdziwą heroiczność swoich czynów. I my też powinniśmy tacy być. Może nie w tym sensie, że mamy czekać na wybuch wojny, ale w czasie naszych codziennych prywatnych "wojenek" - mamy być wierni do końca! Cała Msza święta przebiegała w radosnej atmosferze.
video

Księża z swoim Generałem
Po zakończeniu Mszy świętej odbyła się historyczno - artystyczna część dnia. Na ustawionej na placu kościelnym scenie pojawiły się rockowe grupy, które w mocnym brzmieniu prezentowały utwory patriotyczne polskich poetów.
Równocześnie poszczególne grupy miały możliwość udania się na znajdujące się na obrzeżach miasta forty, w których przez pewien czas przetrzymywani i torturowani byli chłopcy. Ciarki przechodzą człowiekowi po plecach, kiedy chodził po ziemi, na którą spłynęło tyleż niewinnej ludzkiej krwi. Dzisiaj jest tam wystawa poświęcona przyjaciołom z poznańskiego Oratorium.
Po zwiedzeniu fortu VII podjechaliśmy tam, gdzie to wszystko się zaczęło, czyli do salezjańskiego Oratorium na ulicy Woronieckiej. Mury budynku i przylegającej do niego świątyni są niemymi świadkami rozkwitu religijności chłopców. Chodząc po niewielkich salkach z trudem wyobrażaliśmy sobie, jak na raz przebywało w nich nawet 180 chłopców! Gospodarze tego miejsca poczęstowali nas też lokalnym przysmakiem, o którym salezjańska piątka często pisała w listach z więzienia do rodziny - ziemniakami z ogniska z twarożkiem. Pychota!
Wieczorem wróciliśmy do fortu VII, gdzie wysłuchaliśmy słówka wieczornego wygłoszonego przez samego księdza Generała. Ciarki przeszły mi po plecach, kiedy uświadomiłam sobie, że stoję naprzeciwko Niego!
Następny, ostatni już dzień naszego ogólnopolskiego świętowania rozpoczęliśmy poranną modlitwą oraz śniadaniem, po którym udaliśmy się ponownie na Wroniecką, aby w tamtejszym kościele zakończyć nasze spotkanie. Wcześniej jednak udaliśmy się na rynek główny miasta, aby w naszym spontanicznym tańcu oraz marszu radości wyrazić młodzieńczą radość! Przechodnie przystawali, z uśmiechem przypatrywali się jak salezjańska młodzież opanowuje ich miasto.
Msza święta z udziałem księdza Generała była zwieńczeniem naszego świętego. Niezwykłe kazanie nawiązujące do Niedzieli Trójcy Świętej w kontekście piątki salezjańskiej wygłosił nasz inspektor. Możecie je odsłuchać >>Tutaj<<. Na koniec słowo pożegnania skierował do nas sam ksiądz Generał:
Po zakończeniu Mszy świętej udało nam się jeszcze złapać niezwykłego gościa, aby zrobić sobie z nim pamiątkowe selfie:
Chociaż większość mojej ekipy marudzi, że za bardzo oficjalne to wszystko było, mnie bardzo się podobało. A trochę podniosłego charakteru od czasu do czasu nie zaszkodzi...

12 komentarzy:

  1. Bardzo piękne święto i piękne spotkania. Miło, że się tym z nami dzielisz. Pozdrawiam :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się dzielić z Wami ważnymi dla mnie wydarzeniami

      Usuń
  2. Fajnie, że się tak wszystko udało. Te tańce chętnie bym zobaczyła :)
    A w marszu dla życia tez uczestniczyliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, marszu dla życia nie było. Ale marsz radości był nie mniej spektakularny

      Usuń
    2. ? no był w niedzielę :)

      Usuń
    3. Nie, to nie był marsz dla życia, ale marsz radości z okazji obchodów 75-rocznicy męczeńskiej śmierci Piątki Poznańskiej. Być może w Poznaniu był wtedy jakiś marsz dla życia, ale to były dwie osobne inicjatywy :)

      Usuń
  3. Karolinko, to były wspaniałe, prawdziwie błogosławione chwile.
    Zachęciłaś mnie do przeczytania tej książki; muszę jej poszukać.
    Widzę na zdjęciu Contra Mundum; bardzo lubię ten zespół.
    Uściski, kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, zaręczam że książka Ci się spodoba. Jesteś tak wrażliwą osobą, że nie może być inaczej. Contra Mundum mówisz? Jakoś umknęła mi ta nazwa :)

      Usuń
  4. I najważniejsze jest to, że Tobie się podobało.
    Chciałabym kiedyś pojechać do Poznania.
    Zaciekawiłaś mnie tą książką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poznań trzeba poznać :). Książkę polecam, bo jest świetnie napisana

      Usuń