Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

niedziela, 18 czerwca 2017

W czasie deszczu dzieci nie muszą się nudzić

Deszcz dudniący za oknem nie zwiastował niczego dobrego. "No to idealna pogoda na parafialny festyn" - przemknęło mi przez myśl, kiedy podnosiłam się rankiem z łóżka. Jeszcze raz spojrzałam w kierunku okna - nie, ewidentnie lało jak z cebra. I nic nie wskazywało na to, aby miało się wypogodzić do godziny 13:00. Z nosa w dalszym ciągu lało mi się niczym z wodospadu Niagara, w dodatku zaczęło mnie pobolewać gardło. Mogłam jeszcze wycofać się z współorganizacji festynu, ale z drugiej strony i tak wszystko było robione na ostatnią chwilę. Więc sumą rzeczy i osób odpowiedzialnych za coś było jak na lekarstwo. Mogliśmy oczywiście zaangażować osoby ze scholi, ksiądz znał jednak moją niechęć do niektórych tamtejszych mam i warunek "albo ona albo ja"(wyjaśnienie -> tutaj, może nie wprost, ale między wierszami można się domyśleć o co chodzi), wolał ograniczyć się do sprawdzonego składu z sobotnich spotkać z dziećmi. Zresztą przy dobieraniu "kadry" na letnie półkolonie kierował się tą samą zasadą.
Ku moim przewidywaniom pogoda niezbyt poprawiła się do czasu rozpoczęcia imprezy. Może nie lało jak z cebra, ale siąpiło... Ku naszemu zaskoczeniu na boisku pojawiło się sporo dzieciaków i to nie tylko tych, którzy chodzą na sobotnie oratorium. Festyn rozpoczęliśmy modlitwą oraz zaśpiewaniem kilku piosenek, ku rozgrzewce. Bo już za chwilę miał się rozpocząć wielobój. Popatrzyłam na zachmurzone niebo w nadziei na chociaż malutką dziurę w chmurach, przez którą prześwitywałby kawałeczek błękitnego nieba. Na próżno. Moja konkurencja na wieloboju była bowiem typowo podwórkowa. Nie wyobrażam sobie bowiem podłogi Domu Młodzieżowego zalanej wodą przenoszoną z jednego naczynia do drugiego za pomocą gąbki. Siłą rzeczy musiałam się wynieść na zewnątrz. Usadowiłam się więc na podjeździe przed budynkiem i czekałam na kolejnych gagatków, od czasu do czasu znikałam w czeluściach Oratorium, aby napełnić miskę wodą. I właśnie w czasie jednej z takich miniwycieczek ktoś się nie bał i biegnąc wpadł na pozostawiony słoik tłukąc go w drobny mak. Tego mi brakowało. Musiałam szybko pozbierać szkło, nie kalecząc się przy tym, i zorganizować sobie jakiś zastępczy pojemnik. Przypomniało mi się, że w piwnicy kiedyś widziałam konewkę do podlewania kwiatów. Od biedy może być... W pewnym momencie z oratorium wyszedł ksiądz proboszcz i widząc, że siedzę na ziemi, krzyknął:
- Karola, dam ci może karimatę, bo się przeziębisz!
Przeziębiona to ja już byłam, a konkurencja i tak dochodziła do końca. Przed 15:00 zakończyliśmy wielobój i udaliśmy się na tyły Domu Młodzieżowego, aby tam uczestniczyć w dalszej części zabawy. A tam, a to siedziałam przy sprzęcie i robiłam za dj, a to z dzieciakami malowałam płot kredą, a to wraz z Wiką prowadziłam tańce(hitem okazało się "Tak, tak Panie" z repertuaru "Siewców Lednicy". Gdzieś w tle chłopcy grali w piłkę nożną. Było głośno i radośnie. Zwłaszcza kiedy nadszedł czas "Tomboli", czyli czymś w rodzaju bingo, ale w łagodniejszej wersji. Każdy tutaj coś wygrał. Na koniec natomiast najlepsi z wieloboju zostali obdarowani nagrodami.
Tak się ciszyliśmy, że pomimo niesprzyjającej pogody tak wiele osób przybyło na festyn. Ale i na nas, animatorów, czekała nagroda - noc filmowa na sali konferencyjnej w Domu Młodzieżowym. Za zgodą księdza proboszcza urządziliśmy sobie maraton filmowy z prawdziwego zdarzenia. Cała sala dla nas, śpiwory, jakieś przekąski i mnóstwo śmiechów i chichów. I chociaż byliśmy tam zmęczeni dniem, że padliśmy po 1, to i tak wspólnie przyznaliśmy, że ta noc na pewno nie była stracona.

8 komentarzy:

  1. Ojej, a u nas była dzisiaj ładna pogoda!
    Cieszę się, że festyn mimo wszystko się udał, a Wasze zaangażowanie nie poszło na marne. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. super ze festyn udał się mimo nie najlepszej pogody U mnie pogoda była cudowna

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz tyle pomysłów Karolinko...podziwiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kochana Karolinko!
    Ty wiesz, że bardzo Cię podziwiam.
    Całuję i pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Karolinko, nawet deszcz nie przeszkodzi tym, którzy mają pogodę w sercu.
    Buziaczki.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam nadzieję, że na przeziębieniu się skończyło i nie rozchorowałaś się bardziej.
    Fajnie, że pomimo pogody festyn się odbył i wszyscy tak dobrze się bawili.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom, pomimo fatalnej pogody, przeziębienie mi przeszło jak ręką odjął :)

      Usuń
  7. Kochani! To był wspaniały dzień spędzony w doborowym towarzystwie! Oby ich więcej było :)

    OdpowiedzUsuń