Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 18 lipca 2017

Toniemy zawsze po cichu

Jeszcze tylko półtora tygodnia i wyjeżdżam z grupą nieznanych sobie dzieci na dziesięć dni nad morze. Do tego czasu siedzę w domowym zaciszu i odpoczywam. Dni upływają monotonnym rytmem. Ale mnie jakoś nie nudzi ta jednostajność - zawsze potrafiłam sobie znaleźć coś do zrobienia. Ranki spędzam na nadrabianiu czytelniczych zaległości. Herbata, wygodny fotel i ja z książką - cóż więcej trzeba do szczęścia. W ciągu roku miałam tak mało czasu na przeczytanie jakiejś książki, która nie byłaby związana z kierunkami studiów bądź którąś z prac dyplomowych. W ogóle dziękuję za tyle ciepłych słów pod postem poświęconym opóźnieniu w obronieniu przeze mnie prac licencjackiej i magisterskiej. Podtrzymaliście mnie nimi na duchu, a jednocześnie zmobilizowaliście do dalszych działań! Jesteście kochani!
Pogoda na razie nas nie rozpieszcza, przynajmniej na Śląsku. Nie, nie pada, ale ciemne chmury na horyzoncie nie zachęcają na udanie się nad miejski zalew. Lubię tam chodzić. Co prawda stronię od kąpieli w tego typu miejscach, nie pogardzę jednak kocykiem, cieniem i książką. Ile pozycji w ten sposób w przeszłości przeczytałam? Ile wzruszeń wywołanych fabułą książki widziały tamtejsze drzewa? Trudno powiedzieć.
Jeziora to bardzo przyjemny sposób na spędzenie wolnego czasu, ale też niemi świadkowie wielu tragedii. Co roku na różnego rodzaju zbiornikach wodnych życie traci masa ludzi. W przypadku jednych dzieje się tak z powodu brawury i ludzkiej głupoty, w przypadku innych - braku ludzkiej wyobraźni. Na początku tego roku całą Polską wstrząsnął przypadek utonięcia na basenie 12-latka przebywającego na zimowym wypoczynku. Siedem lat temu na wspomnianym przeze mnie miejskim jeziorze utonął mój nastoletni sąsiad. Był świeżo po maturze, miał całe życie przed sobą. Wcale nie był pijany czy coś w tym rodzaju - w pewnym momencie złapał go skurcz, a przebywający z nim koledzy wzięli to za głupi żart. Wezwali pomoc dopiero wtedy, gdy Adrian przez dłuższy czas nie pojawiał się na powierzchni wody.
Takich przykładów można mnożyć i mnożyć. Przerażające jest jednak to, że wielu z tych tragedii można było zapobiec. Gdyby ktoś w miarę szybko zareagował na nietypowe zachowanie tonących tuż obok osób, być może ofiar utonięcia byłoby mniej. Co powinno w szczególności zwrócić naszą uwagę? Ostatnio na onecie pojawił się przydatny artykuł odpowiadający na to pytanie. Nie będę ukrywać, że osobiście uważam, iż powinien przeczytać go każdy, kto wybiera się nie tylko nad zbiornik wodny, ale też na miejski basen, gdzie czuwają ratownicy.

Zbliżają się wakacje, a wraz z nimi coroczny problem nierozważnego korzystania z publicznych kąpielisk. Mimo alarmujących danych policji i regularnych ostrzeżeń płynących w stronę wybierających się nad wodę Polaków, każdego roku kilkuset z nich ginie wskutek utonięcia. Wśród nich są osoby nieletnie – dzieci i młodzież, którzy tracą życie z powodu nieuwagi rodziców lub własnej brawury. To tragedie, których można uniknąć.

Niebezpieczny wypoczynek
Według statystyk Komendy Głównej Policji w tym roku w Polsce utonęło 80 osób. To stan na dzisiaj (od kwietnia), a szczyt sezonu masowych wyjazdów nad wodę dopiero przed nami. Choć ubiegły rok okazał się dla amatorów publicznych kąpieli bardziej łaskawy niż lata poprzednie, utonięć i tak zanotowano blisko 200. Co roku ofiarami wodnego żywiołu jest kilkadziesiąt nieletnich. Tylko w 2013 roku utonęło ich 77.
Do wypadków dochodzi najczęściej w wodach naturalnych. Co ciekawe, morze – jako największy i przez wielu uważany za najmniej przewidywalny zbiornik wodny – plasuje się na końcu tego zestawienia. W rankingu najbardziej ryzykownych z uwagi na utonięcie miejsc przodują rzeki i jeziora, w dalszej kolejności stawy i zalewy.
Ale popularne cele wakacyjnego plażowania to nie jedyne miejsca, które grożą utonięciem. Kilka miesięcy temu w mediach głośno było o tragedii, do jakiej doszło w Tychach, gdzie 6-latek utonął w oczku wodnym – zbiorniku o głębokości "zaledwie" 1,5 metra. Na początku roku 12-letni uczestnik zimowiska zmarł wskutek utonięcia na krytym basenie, a miesiąc temu ciało 2-latka znaleziono w ogrodzonym stawie w pobliżu parku i placu zabaw.
Okoliczności wypadków są typowe. To kąpiel w miejscu niestrzeżonym (choć zazwyczaj niezabronionym) i/lub nieostrożność podczas przebywania nad wodą. W przypadku dzieci także lekkomyślność lub brak czujności rodziców, którzy w tłumie domorosłych pływaków tracą dziecko z oczu lub ignorują regulamin kąpieliska, wprowadzając je do wody mimo wyraźnego zakazu kąpieli.
Tak było choćby w przypadku dwóch dziewczynek, które w ubiegłe lato przebywały ze swoimi rodzicami na wakacjach nad morzem. 7-latkę, która miała wejść do wody ze swoim ojcem "tylko na chwilę", fala porwała, gdy opiekun na moment odwrócił wzrok. 11-latka na brzegu bawiła się ze swoim bratem, a w wodzie zniknęła, gdy wypoczywający nieopodal rodzice skupili uwagę na chłopcu. Ciała obu dziewczynek kilkanaście godzin później znaleziono na pobliskich plażach.
Brawura dotyczy głównie nastolatków, wypoczywających nad wodą w towarzystwie przyjaciół, bez nadzoru osób dorosłych. Jak wynika z raportu Światowej Organizacji Zdrowia "Global accelerated action for the health of adolescents (AA-HA!)", w grupie wiekowej 10-19 utonięcia plasują się na piątym miejscu najczęstszych przyczyn zgonów. To dane globalne, zwracające uwagę także na ogromny problem śmierci nieletnich wskutek chorób biegunkowych i infekcji dolnych dróg oddechowych – schorzeń, które w Polsce są, według ekspertów, rzadszymi powodami śmierci dzieci niż wypadki komunikacyjne i właśnie utonięcia.

Cicha tragedia
Przyczyną większości wodnych tragedii jest lekceważenie zasad korzystania z publicznych kąpielisk. Ich regulaminy są powszechnie dostępne, ale niewielu plażowiczów zapoznaje się z nimi po wejściu na teren kąpielisk. To dlatego ich właściciele mają obowiązek w widoczny sposób oznaczyć najważniejsze informacje dotyczące stanu okolicznych wód i reguł korzystania z nich. W praktyce zajmują się tym dyżurni ratownicy, którzy na maszcie wywieszają kolorowe flagi, informujące o dozwoleniu kąpieli (flaga biała) bądź zakazie zbliżania się do zbiornika wodnego (flaga czerwona).
Ta druga pojawia się w uzasadnionych, wywołanych warunkami atmosferycznymi przypadkach. Najczęściej, gdy występują wysokie (ponad 70 cm) fale, silne prądy wsteczne lub ograniczona (do 50 m) widoczność, przy niskiej (poniżej 14 stopni) temperaturze wody, silnym wietrze (ponad 5 stopni w skali Beauforta) i prędkości nurtu przekraczającej 1 m/s. W oczywisty sposób także podczas wyładowań atmosferycznych, prowadzonej akcji ratunkowej oraz skażeniu wód.
Dla większości uczestników wypoczynku nad wodą czerwona flaga jest dostatecznym sygnałem, by nie zbliżać się do wody i zachować szczególną ostrożność w czasie wypoczynku. Niestety, każdego roku na kąpieliskach wszelkiego typu zdarzają się przypadki całkowitego zlekceważenia panujących reguł. Pewność siebie, przecenianie własnych umiejętności i bagatelizowanie "możliwości" wody prowadzą najczęściej do tragedii.
Problemem jest też brak należytej uwagi poświęcanej bawiącym się na plaży lub w wodzie dzieciom. Dziecięca kąpiel w morzu, jeziorze czy rzece kojarzy się najczęściej z radosną, żywiołową zabawą. W takiej sytuacji łatwo przegapić prawdziwe zagrożenie. Obserwując bawiące się i krzyczące dzieci, dorośli, często zajęci rozmową, zbyt późno zauważają nagły spokój i nie słyszą ciszy, która zapadła.
Tymczasem zarówno dziecko, jak i dorosły toną po cichu. Kojarzone z brawurowymi, filmowymi akcjami ratunkowymi sytuacje machania rękami nad wodą czy dramatycznego wołania o pomoc to mit. Kilkanaście sekund, jakie zazwyczaj wystarczy, by tonące dziecko zniknęło pod wodą, to zbyt mało, by rodzic zauważył, że dzieje się coś niepokojącego. To dlatego wiele przypadków utonięć najmłodszych plażowiczów ma miejsce w zasięgu kilkunastu metrów od ich opiekunów, często obserwujących ich, ale niepotrafiących rozpoznać sytuacji, mylących ją z zabawą i "popisami" pociechy.
Jak więc rozpoznać, że dziecko tonie? Choć trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo reakcje w takich sytuacjach są bardzo indywidualne, niektóre zachowania z dużym prawdopodobieństwem świadczą o wypadku, a z pewnością powinny zaniepokoić. To przede wszystkim pionowa pozycja ciała (nogi nie pracują, ręce wykonują przypadkowe, chaotyczne ruchy), zanurzona w zbyt dużym stopniu głowa dziecka, często przechylona do tyłu, z szeroko otwartymi ustami, nieobecny wzrok lub zamknięte oczy i włosy opadające na twarz, nawet zakrywające oczy. Często jednak dziecko (szczególnie bardzo małe) po prostu bezgłośnie i bezszelestnie znika pod wodą. Reakcja na wypadek musi być więc natychmiastowa. Im szybciej zostanie on zauważony i zgłoszony, tym większa szansa na skuteczną pomoc.
W razie jakiegokolwiek zagrożenia należy natychmiast udać się po ratownika bądź zadzwonić pod numer ratunkowy: 601 100 100.

Potrzeba czujności
Przestrzeganie regulaminu kąpieliska i bezwzględne stosowanie się do wskazówek ratowników jest więc z punktu widzenia bezpiecznego wypoczynku nad wodą kluczowe. Wybierając się na plażę, należy nie tylko samodzielnie zwracać uwagę na zmieniające się warunki atmosferyczne oraz oznaczenia bezpieczeństwa na terenie kąpieliska, ale także nauczyć odczytywania takich sygnałów dzieci. Wskazanie różnic w kolorach flag i boi, wyjaśnienie ich funkcji oraz znaczenia, zapoznanie z miejscem i charakterem pracy ratowników wodnych to niezbędne informacje, które można przekazać już dziecku w wieku przedszkolnym. Zawsze należy też uczulić pociechę, że woda to żywioł i nawet gdy wygląda niepozornie, może być niebezpieczna i nie wolno pod żadnym pozorem zbliżać się do niej bez rodzica.
Podczas kąpieli nie można spuszczać dziecka z oka ani na moment. Często, sugerując się widokiem gładkiej tafli wody, rodzice pozwalają dziecku "pochlapać się" w wodzie. Tymczasem lekki wiatr może wiać od strony lądu, nie powodując fal, a jednocześnie tworząc w wodzie groźne prądy wsteczne. Gdy dziecko zostanie przez nie porwane, rodzic może nie zdążyć podbiec i złapać pociechy nawet będąc w pobliżu. Dlatego przebywającego w wodzie dziecka nie można wyłącznie obserwować z brzegu, a zawsze asekurować je, stojąc tyłem do wody, by w razie potrzeby "złapać" je swoim ciężarem. Nie należy też "ufać" dmuchanym zabawkom typu materace, koła ratunkowe, rękawki czy pontony – nie służą one wypływaniu na głęboką wodę i nie chronią przed wypadkiem.
Dlatego tak ważne jest, by obserwować dziecko zarówno podczas wypoczynku nad wodą, jak i po powrocie do domu. Wyruszając z nim nad rzekę, jezioro czy morze należy zachować czujność i rozwagę, by odprężający wypoczynek nie został przerwany niepotrzebnym stresem lub w najgorszym razie – tragicznym wypadkiem.

12 komentarzy:

  1. Oby tego lata było jak najmniej tragicznych wypadków. Czasem biorą się one ze zwykłej głupoty, ale czasem też z braku wiedzy. Dlatego każda informacja na ten temat jest cenna. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  2. Woda to niebezpieczny a tak przyciągajacy ludzi zywioł. Niby przyjazny, niby znany od czasów wód prenatalnych a jednak podstepny. I zycie, samo zycie takie bywa. Tak mi się jakosskojarzyło. Toniemy zawsze po cichu...Jednak mam na myśli nie tylko tonięcie w wodzie. Tonięcie to metafora oddalania się w rozpacz, w depresję, w rezygnację, w wycofanie.Trzeba umieć patrzeć, trzeba mieć odwagę zapytać i zaproponować pomoc, trzeba umieć pomóc, czyli samemu jako tako pływać. A to trudna sztuka, której uczymy sie całę zycie i nigdy nie mamy pewnosci, że nagle sami nie utoniemy.
    Pozdrawiam Cię, ciepło Karolino

    OdpowiedzUsuń
  3. Od zawsze bałam się wody a odkąd mam dzieci boję się podwójnie. Nad wodą nie spuszczam ani na sekundę oka z maluchów a w wodzie jestem zawsze z nimi.Zapraszam do polubienia nas na FB i pozostania na dłużej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie umiem pływać i boję się wody. Nawet sam widok wielkich obszarów wodnych budzi we mnie lęk. Nie wyobrażam sobie, co można czuć tonąć...
    Pozdrawiam z serca, Karolinko.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja bardzo dobrze pływam, ale ponoć najważniejszy jest respekt do wody. Poza tym na kąpieliskach jest bardzo dużo innych ludzi, którzy mogą nam zrobić krzywdę. Bardzo podobała mi się kilka lat temu jak byłam nad morzem, gdzie ratownicy pokazywali jakie niebezpieczeństwa mogą czekać na dzieci. Szkoda tylko, że to dzieci są baczniejszymi obserwatorami a dorośli szarżują.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że też mimo tego że dosyć dobrze pływam, to też czuję respekt przed wodą? Bo to w sumie niebezpieczny żywioł. Z tym ratownikiem podsunęłaś mi w sumie pewien pomysł na przyszłoroczne półkolonie. Pozdrawiam serdecznie i nie ukrywam, że miło Cię znowu widzieć.

      Usuń
  6. Sama przeżyłam niebezpieczne chwile w Dunajcu, poruszałam się tylko w miejscach gdzie sięgałam dna stopami, a tymczasem jakiś wir wyrwał dół i ledwie uszłam z życiem. Mąż na brzegu niczego nie zauważył, bo to rzeczywiście jest chwila! Mądry wpis i potrzebny.

    OdpowiedzUsuń
  7. Wolę pierwszy sposób spędzania czasu, książka w fotelu. Mam nadzieję, że ratownik będzie i nad wszystkim zapanuje! Spokojnego wyjazdu życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, tym bardziej że pływanie w morzu jest w ramowym planie kolonii. Co prawda umiem dobrze pływać, ale w stojącym akwenie wodnym. Nie wiem więc czy dałabym radę wyłowić kogoś z morza

      Usuń
  8. Pływam w miarę dobrze ale czuję respekt przed wodą. Czasem wystarczy skurcz nogi (to jest nieprzewidywalne) i mogą być problemy. Taki wpis powinno przeczytać wiele osób, szczególnie teraz kiedy wyjeżdżamy na wakacje.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przez taki skurcz nogi utonął mój znajomy. Szkoda chłopaka - miał całe życie przed sobą. Pozdrawiam również

      Usuń