Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

sobota, 19 sierpnia 2017

Czasami krytyka obraca się przeciwko nam

 - Mam ochotę obić tej głupiej starej babie jej krzywą gębę - siedzieliśmy w większości animatorów w salce gościnnej Oratorium i czekaliśmy, aż ksiądz Oskar do nas dojdzie. W końcu MGS już tuż tuż.
 - Której? - D. sięgnął po kubek z napojem.
 - Już ci pokazuję - zręczne palce nastolatki operowały smartfonem. - O ta!
 - Co ona ci zrobiła?
 - Jak byliśmy na święceniach księdza Oskara, to nie podobał jej się mój strój. I jeszcze jej skrzekliwy głos...
Tak, pamiętam tamtą sytuację. Pamiętam jak W. się spóźniła na wyjazd i w czym przyszła - miniówka + bluzka nawet nie na ramiączkach, ale na sznurkach. Bo było gorąco. Do tego dość wyzywający makijaż. Na to wspomniana pani, o dość skrzekliwym głosie(ale tego chyba się nie przeskoczy), skomentowała:
 - Wielkie nieba! Ona chyba nie ma zamiaru tak iść do kościoła...
Komentarz ten dobiegł do uszu młodej pannicy:
- Jak nie, jak tak - prychnęła W. dumnie unosząc swoją głowę. Na szczęście jechaliśmy oddzielnymi samochodami, bo jeszcze wybuchłaby kolejna wojna światowa.
Sama byłam zniesmaczona ubiorem W. na tą uroczystość. Osobiście nigdy nie odważyłabym się na taki strój w takim miejscu. Są sytuacje, kiedy można się ubrać całkiem na luzie, ale są i takie, kiedy wymaga się od nas pewnej etykiety. Szkoda, że tak mało współczesnej młodzieży to rozumie i potrafi się do tego zastosować. A kiedy zostanie im zwrócona uwaga, to jeszcze mają o to pretensję. Starsze pokolenie ma to do tego, że lubi komentować i doradzać. Tylko czasami my, młodzi, nie potrafimy tego docenić, z pokorą przyjąć ich słowa.
Inna sprawa natomiast, że osoba nie z naszej parafii komentuje tak dużo rzeczy związanych ze wspólnotą. Tu jej się komentarz starszej pani nie podoba, to znowu nowy proboszcz bo coś jej tam powiedział. Jak jej się u nas nie podoba, to zawsze może wracać do siebie. Powinniśmy być przykładem dla dzieci, a tym czasem... Szkoda słów. Chyba, że to ja już jestem za stara, aby zrozumieć współczesną młodzież.

21 komentarzy:

  1. Ja też jestem nauczona od dziecka, że w niektórych miejscach należy byc ubranym "jak należy". Nigdy bym nie poszła do Kościoła w bezrękawku czy krótkich spodenkach, bo to jet miejsce, któremu należy się szacunek. Niestety dzisiaj ludzie w ogóle o tym nie myślą....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, dzisiaj liczy się moda, a nie do końca to, co gdzie wypada. Niestety....

      Usuń
  2. hehhhh... nie jestem religijną osobą ale nie rozumiem jak można tak dalece nie akceptować kogoś czegoś by w ten sposób się zachowywać

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kultura niektórych pozostawia wiele do życzenia. Zastanawiam się tylko, kto wychowuje współczesną młodzież - rodzice, czy massmedia i ulica...

      Usuń
  3. Do kościoła, teatru, opery, na wesele, trzeba wiedzieć jak się ubrać i zastosować pewne zasady. I tyle.
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszyscy niestety to wiedzą Magdo. Teraz młodzieżą kierują zupełnie inne zasady i priorytety. Wiesz, syndrom pokolenia roku 2000

      Usuń
  4. Ludziska potrafią się czepiać wszystkiego, to chyba z braku zajęć:-)
    A co do ubioru w miejsca sakralne , to nawet Zachód Europy przestrzega zasad, tylko u nas taka swawola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Swawola, albo brak odpowiednich wzorców. Skoro człowiek wychowuje się w rodzie, gdzie życie religijne ogranicza się tylko do sakramentu chrztu, I Komunii Świętej i ewentualnie małżeństwa, to w sumie trudno się dziwić, że jest tak, a nie inaczej

      Usuń
  5. Karolinko, obserwując strój niektórych dziewcząt (a czasem i dojrzałych pań) w ciepłe dni w kościele, stwierdzam, że ... albo się ma kulturę, albo razi się jej brakiem. I już. Bo dla niektórych jest to przecież oczywiste, że są miejsca i sytuacje, które wymagają odpowiedniego stroju.
    Ta dziewczyna jest członkiem wspólnoty parafialnej? Hmmm... i takie słowa? "Obić starej babie krzywą gębę?". Przykre, że to właśnie jest chyba obraz naszej katolickiej młodzieży obecnie.
    Uściski, kochana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gosiu, mi czasami brakuje słów, kiedy widzę ich zachowanie, albo czytam, co wypisują na facebooku. Ostatnio to nawet nowy proboszcz jest bee, bo skrytykował dziewczyny za panoszenie się po kuchni. Kiedyś nie do pomyślenia było, aby tam wchodzić, nawet do jadalni. Wyjątek stanowiły wspólnotowe wigilię, kiedy wiadomo że potrzebny jest stół z krzesłami, mogliśmy też sobie coś podgrzać na kuchence. Ewentualnie po parafialnym festiwalu mieliśmy na jadalni ciepły posiłek. Ale to były sporadyczne sytuacje. Potem przyszedł ksiądz Jacek i zaczął się robić rozgardiasz wraz z myszkowaniem po kuchniach. Nowy proboszcz tego nie toleruje(i bardzo dobrze) i zaczyna robić swoje porządki, co nie zawsze podoba się innym. Ale widać nie zawsze dogoni się młodzież.

      Usuń
  6. Ale tak się zastanawiam kto współczesną młodzież ma nauczyć dobrych manier, czyli tego co wypada a co nie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze powiedziane. Ostatnio widuję panie wchodzące z pieskami na cmentarze, może trzeba już przyczepić tablczkę o nie wprowadzaniu psów bo sami ludzie na to nie wpadną :/
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. Jeżeli dobrych manier nie wyniosą z domu, a potem nie będą ich podtrzymywać w szkole, to chyba trudno ich będzie nich nauczyć

      Usuń
  7. Dobre maniery wynosi się z domu...

    Pozdrawiam!:)

    xxBasia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się całkowicie z Tobą Basiu

      Usuń
  8. są miejsca gdzie trzeba się ubrać taktownie... kiedyś czytałam że mężczyźni nie mogą chodzić do kościoła w krótkich spodenkach... co akurat tego nie rozumiem...
    znowuż mój mąż chce bym do kościoła chodziła tylko w sukienkach albo w spódnicy czego ja nie cierpię i nie znoszę bo przecież nie ważne jak ktoś się ubiera al jakie ma serce... i to serce podpowiada czy można przyjść w miniówce i bluzce z dekoltem lub na ramiączkach...
    Co do krytykowania to niestety najbardziej krytykuja starsze osoby... i to jest bardzo przykre...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poniekąd rozumiem tą Panią, bo sama byłam zniesmaczona tym ubiorem. Po prostu uważam, że jest masa innych okazji, aby tak się ubrać, a do Kościoła po prostu przychodzi się w miarę skromnie i schludnie ubranym. Pozdrawiam

      Usuń
  9. Czy dobrze zrozumiałam, że panna W jest jedną z animatorek? Czego nauczy dzieci z którymi będzie pracowała? Myślę, że to właśnie WY powinniście byli zwrócić jej uwagę, nie czekając, aż zrobi to ktoś starszy. Czasem będąc w podróży czy jako turystka idę do kościoła w T shircie i w krótkich spodniach, zwracając uwagę, by ich krótkość zasłaniała kolana. Natomiast często jestem świadkiem niemłodych już mam (dobrze po trzydziestce)z pociechami, idących do kościoła w legginsach i bluzeczkach do pępka. Dawniej ksiądz by zareagował, teraz nie zwraca uwagi. No skoro ksiądz nie reaguje, myślą panie, to czego się ta "głupia stara baba" czepia? "Najbardziej krytykują starsze osoby... i to jest bardzo przykre" , tak to przykre, że tylko starsze osoby dostrzegają te niestosowności i mają odwagę reagować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, jest animatorką. Czasami staram się jej zwrócić uwagę, ale dosyć cicho mówię, więc nie na wiele się to zdaje, niestety...

      Usuń