Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

wtorek, 22 sierpnia 2017

To nasze sierpniowe pielgrzymowanie

W sierpniu, przez ostatnie dwa lata, starałam się uczestniczyć w Pieszych Zagłębiowskich pielgrzymkach na Jasną Górę. Tak naprawdę już dawno chciałam w czymś takim uczestniczyć, jednak nigdy nie byłam pewna, czy dam radę. Co prawda to tylko 2,5 dnia drogi, ja jednak nigdy nie wiedziałam, czy w ogóle dam radę przejść na nogach te ponad 80 kilometrów. Wiem, że to może wydawać się śmieszne, jednak zważając na moje problemy neurologiczne, sprawa nabiera innego obrotu. Aż w końcu postanowiłam zaryzykować i zapisać się na 24 PP, która odbyła się w 2015 roku. Trochę mi się raźniej zrobiło, kiedy okazało się, że idzie w niej również małżonka administratora parafialnej stronki internetowej, na którą nie raz i nie dwa coś skrobnęłam wraz z synem. A na którymś z postojów podeszła do mnie nawet polonistka z liceum, mówiąc z zachwytem, jaka to ja jestem dzielna, że wybrałam się w taką drogę. A przy okazji trochę wychwaliła mnie przez panią G., jaka to ja byłam mądra i zdolna(dla równowagi pani G. zaczęła wychwalać moje artykuły pisane na stronkę). Ku mojemu zaskoczeniu pokonałam całą drogę bez większych trudności. A kiedy dochodziłam do celu czułam się, jakbym zdobyła najwyższy szczyt świata. Zresztą całe wędrowanie odnotowałam >>TUTAJ<<. W zeszłym roku po raz drugi wyruszyłam w pieszą pielgrzymkę na Jasną Górą. Tym razem pani G. z K. nie zdecydowali się wyruszyć, za to w drodze towarzyszyła mi rodzina parafialnego kościelnego. Wspomnienia z tego okresu znajdują się >>TUTAJ<<.
W tym roku docelowo też miałam zamiar udać się na pielgrzymkę do Częstochowy. Okazja ku temu piękna - 300 - lecie koronacji cudownego obrazu Najświętszej Panienki. Traf jednak chciał, że w tym samym czasie odbywa się Salezjańskie Spotkanie Młodzieży(MGS) we Wrocławiu, połączone z wyjazdem do Drezna w 75 rocznicę męczeńskiej śmierci Salezjańskiej Piątki. Jedna i druga rocznica bliska mojemu sercu. Gdyby ten MGS był te trzy dni później, to udałoby mi się połączyć jedno z drugim. A tak? Z bólem serca wybrałam jednak MGS. Tym bardziej, że wyjazd do Drezna kosztuje zaledwie... 15 złotych. Oczywiście żałuję, że nie pójdę do Częstochowy, tak samo, jak w przeciwnym wypadku żałowałabym, że nie pojechałam na MGS.
Ale, chociaż nie idę na Jasną Górę, dzięki pewnej czytanej przeze mnie aktualnie książce czuję, jakbym tam się udawała osobiście. I to nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie. Twórczość Dobraczyńskiego jest mi szczególnie bliska, zaś "Spotkania Jasnogórskie" są idealną lekturą na ten sierpniowy czas. 
Po raz kolejny Jan Dobraczyński zabiera nas w niezwykłą podróż, tym razem przed oblicze najsłynniejszego polskiego wizerunku maryjnego - Czarnej Madonny. Czytelnik zmierza na Jasną Górę wraz z takimi osobliwościami jam np. królowa Jadwiga, Mikołaj Kopernik, Jan III Sobieski, Wojciech Męciński, Kazimierz Puławski, Józef Piłsudski, Maksymilian Maria Kolbe, czy wreszcie Jan Paweł II. Każda z osób wymienionych w książce w jakiś sposób była połączona z jasnogórskim obrazem, każda zanosiła w większej lub mniejszej pielgrzymce do niego jakieś prośby. Pozwala to odkryć, że pielgrzymowanie do Cudownego Obrazu nie jest znakiem naszych czasów, ale zostało ukształtowane przez wielowiekową tradycję.
Jeden rozdział przemówił do mnie w szczególny sposób. Zatytułowany jest "Świątkarz". Opowiada historię malarza Łukasza, któremu przyszło odrestaurowanie zniszczonego przez husytów(do których i on się zaliczał) obrazu. Nie było to proste - każda próba nałożenia na zniszczone drewno farby kończyła się niepowodzeniem. W końcu Łukasz wpadł na pewien pomysł - postanowił po prostu przemalować obraz i płótno umieścić w ramię. Pierwotnie namalował obliczę Matki Boskiej bez rys, widząc jednak, że wizerunek jest zniekształcony, domalował mu blizny. Mógł otrzymać za tą rekonstrukcję wielkie bogactwo i sławę, tym czasem on po skończonej robocie wyszedł niepostrzeżenie z pracowni i już do niej nie wrócił...
Książkę czytało mi się bardzo dobrze. Zawsze podziwiałam Jana Dobraczyńskiego za jego charakterystyczną lekkość pióra i obrazowość opisywanych przez siebie postaci i sytuacji. I tym razem nie zawiodłam się pod tym względem...

19 komentarzy:

  1. Ciekawa lektura, warto ją przeczytać.. A jeśli nawet nie mogłaś uczestniczyć w pielgrzymce, to są myśli,i to wlasnie dzieki nim, mozesz być z pielgrzymami. Pozdrawiam ciepło!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie bardzo często staram się łączyć myślami z pielgrzymami, chociaż wiadomo, że to nie to samo

      Usuń
  2. Książka wydaje się bardzo ciekawa.. Nie ważne gdzie człowiek jest najważniejsze że może z pielgrzymami łączyć się duchowo i sercem.. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Osobiście jestem nią zachwycona. Zresztą jak wszystkimi książkami autorstwa tego pisarza. Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  3. Ja też łączę się z pielgrzymami duchowo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Opowiadanie świątkarz też kiedyś czytałam .

    OdpowiedzUsuń
  5. Fakt, pójść na pielgrzymkę jak zdrowie szwankuje , to jest nie lada wyzwanie ! Będąc zdrową byłam dwa razy (ponad 300 km ) , teraz boję się i nie zdecydowałam się !Może kiedyś ...
    Książki nie znam , rozejrzę się za nią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się długo wahałam, aż w końcu postanowiłam zaryzykować. Poszłam i mi się spodobało. Książkę polecam, zresztą nie tylko "Spotkania Jasnogórskie", ale i inne książki Dobraczyńskiego.

      Usuń
  6. Moja ciocia chodzi już prawie 30 lat. Wiesz, że ma już 64 lata i wciąż chodzi? I daje radę :)
    https://sweetcruel.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas w Zagłębiowskiej Pielgrzymce, jeden z uczestników ma ponad 70 lat, a chodził do Częstochowy jeszcze wtedy, kiedy nie było Zagłębiowskich Pielgrzymek. Chcieć to móc :)

      Usuń
  7. A mnie się bardzo dobrze czytam Ciebie :)))) Ale musze sprawdzić tego autora bo być może to on własnie napisał pewną książkę, którą szukam.... tak jakoś znajomo wygląda mi jego imię i nazwisko :)
    Buziaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bingo!! Jestem twoją dłużniczką :)
      Dzięki Tobie odnalazłam zagubioną książkę, którą komuś pożyczyłam i już nie wróciła do mnie. Polecam Ci tego autora ,,Przyszedłem rozłączyć"

      Usuń
    2. Ooo... miło mi to czytać. A za "Przyszedłem rozłączyć" z miłą chęcią się rozejrzę :)

      Usuń
  8. Karolinko, ja tez polecam Co książkę "Przyszedłem rozłączyć". I jeszcze "Święty miecz" - o świętym Pawle. Zresztą ja lubię wszystkie książki Dobraczyńskiego.
    Ściskam mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aaa... "Święty miecz" już czytałam i w sumie mi się podobało. Teraz czekam na otwarcie Biblioteki Śląskiej, aby wypożyczyć "Poszedłem rozłączyć". Pozdrawiam serdecznie

      Usuń