Moje motto

„Często spotykam się ze stwierdzeniem, że wszyscy jesteśmy niepełnosprawni. Ludzie bywają okaleczeni w najróżniejszy sposób: zatruci przez toksyczne relacje, zranieni przez miłość, przytłoczeni utratą pracy, rozdarci wewnętrznie z powodu rozpadu rodziny, sparaliżowani strachem czy niepokojem... Okaleczenie może dotyczyć każdego, w każdej sferze życia i w każdym środowisku społecznym” - J.-B. Hibon "Pijany ze szczęścia. Opowieść o życiu spełnionym"

piątek, 15 sierpnia 2014

Wyjechali na wakacje wszyscy nasi podopieczni...

Oj, wyjechała spora ekipa członków klubu sportowego do którego uczęszczam. Bo od wielu lat trenuję lekką atletykę oraz pływanie. Z różnymi efektami, ale od pewnego czasu mam przekonanie, że warto wyjść do ludzi, niż siedzieć i kisić się w domu. A trenowanie w klubie sportowym właśnie mi to daje. Ale nie tylko. Uprawiane sportu, nawet amatorskie, kształtuje charakter, uczy dyscypliny, poprawia wytrzymałość i wydolność całego organizmu. W przypadku osób niepełnosprawnych jest też doskonałą okazją do dodatkowej rehabilitacji oraz uwierzenia we własne możliwości. Każdy może znaleźć własną motywację do uprawiania przez siebie danej dyscypliny sportowej. 
Na obóz, tym razem do położonego w powiecie zawierciańskim Huciska, pojechali zawodnicy takich sekcji sportowych jak lekka atletyka, pływania, tenisa stołowego oraz goalballa*. Kiedyś jeździli też ciężarowcy oraz narciarze. Żałuję, że nie jeżdżą wszystkie sekcje, ponieważ moglibyśmy poznać także takie dyscypliny sportowe jak np. boccia, czy też siatkówkę na siedząco. Ale dobrze, że chociaż dla tych czterech dyscyplin przewidziano odpoczynek. 
Ja dołączę do wesołej ferajny dopiero jutro. Dzięki temu, że miejscowość jest dosyć blisko położona, mogę samodzielnie dojechać do niej pociągiem, który jedzie nawet z mojego miasta. Dzięki temu nie muszę jechać do Katowic. Ku mojemu zaskoczeniu po zamknięciu budynku dworca stanęła budka, w której sprzedawane są bilety kolejowe. Dobrze, że wczoraj przeszłam się i sprawdziłam - przynajmniej nie muszę szukać konduktora po przedziałach. W Zawierciu sobie chyba poradzę. W końcu muszę sobie radzić w życiu pomimo ograniczeń. Po powrocie napiszę jak mi poszło. A dlaczego nie pojechałam w środę? Z powodów rodzinno-kościelnych musiałam zrezygnować z pierwszych trzech dni obozu. I tym sposobem zamiast dziesięciu dni wypoczynku połączonego z intensywnymi treningami, ja będę miała tylko 7. Nie narzekam, zważając na to, że to mój jedyny wyjazd w tym roku, wyłączając wycieczkę do Pragi i Wiednia, zaplanowaną na koniec września. Mimo wszystko marzy mi się jednak wyjazd na turnus rehabilitacyjny. W tym roku byłam o krok od wyjazdu. Ale ambicja wzięła górę - nie chciałam z tego powodu przenosić na wrzesień egzaminów na uczelni. Nauka zawsze była dla mnie priorytetem. A zaraz po niej uprawianie sportu. O paraolimpiadzie co prawda nie marzę, ale czy udział w wysokiej randze zawodach musi być najważniejszy? Czasami dużo bardziej cieszy satysfakcja z poprawionego wyniku. 
Kończę już, bo muszę jeszcze się spakować i zrobić porządek w mieszkanku. W końcu wracam do niego dopiero za tydzień.
A na koniec trochę wspomnień z poprzednich lat:

2 komentarze:

  1. Dziękujemy za odwiedziny. :-)Super blog, będziemy tu zaglądać, tym bardziej , że na zdjęciach widać kilka znajomych twarzy :-)

    OdpowiedzUsuń